Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sampdoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sampdoria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2014

CZTERY MIESIĄCE MIHAJLOVICIA: JAK ZMIENIŁA SIĘ SAMPDORIA?

Gdy Sinisa Mihajlović 20 listopada 2013 roku obejmował stanowiska pierwszego trenera Sampdorii, drużyna znajdowała się w strefie spadkowej. W 12 meczach zdołała uzbierać jedynie 9 punktów, notując 2 zwycięstwa, 3 remisy i aż 7 porażek. Delio Rossi został odsunięty od pracy z zespołem po trzeciej z rzędu. Po 4 miesiącach od zatrudnienia Serba tifosi z Gradinata Sud mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. Doria za kadencji Mihajlovicia odniosła 5 zwycięstw (w tym derbowe przeciwko Genoi), 4 remisy (z Interem oraz Lazio traciła prowadzenie w samych końcówkach!) oraz 3 razy przegrała: z Juventusem, Napoli i Romą, top 3 włoskiej Serie A. Co warte odnotowania - wszystkie te przegrane spotkania były meczami wyjazdowymi. Na Marassi jeszcze nikt na drużynę bałkańskiego szkoleniowca nie potrafił znaleźć sposobu.

Sinisa Mihajlović (fot. repubblica.it)

Nowy trener musiał rozwiązać kilka problemów - podnieść morale drużyny, ustabilizować sytuację w defensywie oraz, oczywiście, zacząć punktować. Serbski trener miał również za zadanie przywrócić podstawowe wartości w szatni - etos pracy, poczucie odpowiedzialności za obecną sytuację. Na swojej pierwszej konferencji prasowej, parafrazując Johna Fitzgeralda Kennediego, mówił: "Nie pytaj, co Sampdoria może zrobić dla ciebie, lecz co ty możesz zrobić dla niej". Po czym kontynuował: "Mamy w kadrze 30 zawodników, którym niczego nigdy tu nie brakowało. Od dziś koniec z prywatą i roszczeniami. Nikt nie myśli o mercato, kontraktach, o swojej przeszłości albo przyszłości. Istnieje tylko teraźniejszość. Istnieje tylko Sampdoria i jej dobro". Mihajlović nie toleruje braku zaangażowania. Będąc selekcjonerem reprezentacji Serbii odsunął Adema Ljajicia, ponieważ ten nie śpiewał hymnu. Filarami Sampdorii Mihajlovicia jest dwójka kapitanów: Daniele Gastaldello i Angelo Palombo. Obaj towarzyszą trenerowi na każdej konferencji prasowej.

By odpowiedzieć na pytanie jak Sampdoria zmieniła się na boisku, należy zacząć od samego początku. Mihajlović porzucił system 3-5-2 na rzecz ustawienia 4-2-3-1. Serb nie jest zwolennikiem grania 3-osobową formacją obronną. Między słupkami nie doszło do zmiany: numerem jeden pozostał Angelo da Costa a jego zmiennikiem dalej był Vincenzo Fiorillo. Wykrystalizowała się stała linia defensywna, która zwykle składa się z Lorenzo De Silvestriego i Vasco Reginiego na bokach oraz duetu Gastaldello - Mustafi w środku. Ten ostatni wygrywa rywalizację z Andreą Costą. W odwodzie pozostaje również, rok młodszy od Mustafiego, Michele Fornasier (rok ur. 1993). Duet defensywnych pomocników najczęściej tworzyli Angelo Palombo (przesunięty ze środka obrony) i Nenad Krsticić, który po powrocie do zdrowia Pedro Obianga przesunięty został do linii trequartistów. Po jego prawej ręce występuje Manolo Gabbiadini. Były reprezentant Włoch U-21 wrócił zatem na pozycję, na której prezentował się najlepiej w Bolonii. Z lewej strony grał Eder, który - z racji kontuzji Maxi Lópeza - przesunięty został na pozycję środkowego napastnika. 

Co nowy trener oznacza dla Polaków? Paweł Wszołek korzysta na absencji argentyńskiego snajpera, która otwiera mu miejsce na lewej stronie. Wciąż jednak nie rozegrał pełnych 90'. 5 razy przesiedział mecz na ławce. W pozostałych 7 przypadkach wchodził z ławki lub był zmieniany w trakcie gry. Rywalizuje z Roberto Soriano i Birkirem Bjarnasonem. Sytuacja Bartosza Salamona po zmianie trenera jedynie się pogorszyła. Przejścia na 4-osobową linię defensywną oznacza, że miejsca dla środkowych obrońców jest jeszcze mniej. Na dwa wolne miejsca przed Polakiem jest pięciu do grania: Gastaldello, Mustafi, Costa, Fornasier i Regini, którego można przesunąć z lewej strony do środka.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Odbudowa Samp

Sezon 2012/13 Sampdoria skończyła na bezpiecznym 14. miejscu zdobywając 42 punkty, co nad ostatnim spadkowiczem z Palermo daje przewagę aż dziesięciu oczek. Cel został osiągnięty, lecz jaka przyszłość maluje się przed Samp? Uważam, że widoki nastrajają pozytywnie wszystkich, którzy trzymają za nią kciuki. Genueńczycy odbudowują powoli swoją pozycję po rocznym pobycie w Serie B. Jeszcze niedawno wydawało się, że na stałe dobiją do czołówki włoskiego futbolu. W sezonie 2009/10 zapewnili sobie prawo do gry w eliminacjach Champions League. W ataku brylował duet Cassano - Pazzini, na ławce zasiadał Luigi Delneri a poczynaniami na rynku transferowym kierował Giuseppe Marotta. Kolejny sezon był dla Samp dramatem. Wszystko, co udało się zbudować, zostało zniszczone. Latem 2010 roku do Juventusu przenieśli się Delneri oraz Marotta. Do Interu powędrował Pazzini. Zimą Milan zabrał, skłóconego ze wszystkimi, Antonio Cassano. W międzyczasie Sampdoria przegrała walkę o udział w Champions League z Werderem Brema, by ostatecznie sezon 2010/11 zakończyć spadkiem do Serie B - pierwszy po ośmiu kolejnych w najwyższej klasie rozgrywkowej. 


La Samp w sezonie 2012/13 (fot. fifa.com)


Banicja trwała, co prawda, ledwie rok, lecz nie był to najspokojniejszy okres w dziejach klubu. Początkowo powierzono drużynę Gianluce Atzoriemu. Szkoleniowiec ten dotrwał na swoim stanowisku jedynie do listopada 2011 roku, gdy zdecydowano się zastąpić go Giuseppe Iachinim. Serie B okazała się rozgrywkami diametralnie różnymi od Serie A i Doria nierzadko miała kłopoty, by się dostosować do nieco innej gry. Ostatecznie sezon zakończyła na 6. miejscu i wygrywając fazę play-off wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. 

W pierwszej lidze drużynę Samp prowadzić miał Ciro Ferrara - młody szkoleniowiec, który po tym, jak nie poradził sobie w Juventusie, został wzięty pod skrzydła przez rodzimą federację (przez Arrigo Sacchiego, konkretniej mówiąc), która powierzyła mu prowadzenie kadry U-21. Tam Ferrara, mówiąc potocznie, "odpalił" i zwrócił na siebie uwagę dyrektorów Sampdorii. Gdy jednak, po dość obiecującym początku, zespół zaczął niebezpiecznie dryfować w niższe rejony tabeli, zdecydowano się podziękować sympatycznemu ex-defensorowi Juve. Zimą doszło do małej rewolucji, bowiem nie tylko zastąpiono Ferrarę Delio Rossim, lecz również podziękowano za współpracę dotychczasowemu dyrektorowi sportowemu Pasquale Sensibile a na jego miejsce wzięto Carlo Ostiego. Przyznać muszę, że ów dżentelmen sprowadził na siebie moje zainteresowanie. Piłkarzem był przeciętnym, tułając się po Serie B, nie uniknął spadku do Serie C1. W swej karierze otarł się jednak o gwiazdy pierwszej wielkości takie jak choćby bracia Baresi, Mauro Tasotti, Alessandro Altobelli, Carlo Ancelotti czy Giovanni Galli, grając z nimi w reprezentacji U-21 i będąc członkiem złotej drużyny tejże kategorii wiekowej w roku 1980. Terminował również w Juventusie, gdy ten zdobywał Scudetto w sezonach 1980/81 oraz 1981/82.


Fundamentalnym krokiem do odbudowy było rozwiązanie sprawy Angelo Palombo. Niegdyś kluczowa postać Samp, zawodnik ocierający się o reprezentację Włoch, po spadku do Serie B grzecznie podziękował za wszystkie oferty od możnych włoskiego futbolu, deklarując chęć pozostania w swoim klubie aż do końca kariery. Mimo tego Palombo znalazł się na marginesie. Zimą wypożyczony, razem z Andreą Polim, do Interu z prawem do wykupienia karty zawodniczej przez Nerazzurrich, nie zdołał jednak przekonać do siebie władz mediolańskiego giganta. Latem 2012 roku wrócił więc do Genui i dalej odrzucał kolejne oferty - tym razem od Bologni, Torino, Udinese i Rubina Kazań. Władze Samp zmuszone były przywrócić go do grupy, skoro miał ważny kontrakt. Umowę zresztą rozciągnięto w czasie (4,5 miliona euro, jakie miał zarabiać Palombo w rok, zostały rozciągnięte na całą długość trwania kontraktu, który przedłużono do lata 2017), by zachować równowagę w bilansie. Wizja Ferrary nie przewidywała Palombo jako integralną część zespołu, niemniej jednak jego czas, jak już Państwu wspominałem, szybko dobiegł końca. Gdy zespół objął Delio Rossi, Palombo wrócił do łask. Były szkoleniowiec Lazio miał autorski pomysł na wykorzystanie umiejętności nieco zapomnianego gwiazdora i zaczął wystawiać go na środku obrony w systemie 3-5-2. Okazało się to strzałem w "10". Palombo, pełniąc rolę podobną do Leonardo Bonucciego w Juventusie Antonio Conte, mógł w pełni wykorzystać swoje atuty - nieustępliwość w grze i dyscyplinę taktyczną oraz celne długie podanie. Szybko powrócił do pełnienia kluczowej roli dla Samp. 

Dziś wiemy, że szeregów Blucerchiatich nie opuści inny podstawowy gracz, hiszpański pomocnik, Pedro Obiang - rocznik 1992. Mający korzenie w Gwinei Równikowej gracz przyszedł do Sampdorii w 2008 roku i przez dwa lata był podstawowym zawodnikiem młodzieżowych drużyn Dorii - najpierw w drużynie Allievi Nazionali, później w Primaverze. Miejsce w pierwszym zespole znalazł, gdy klub grał w Serie B. Rozegrał wówczas w jego barwach 29 spotkań ligowych, do których dorzucił 4 występy w fazie play-off. Po powrocie Sampdorii do Serie A, Obiang był gotowy na skok jakościowy. Rozegrał 34 spotkania w najwyższej klasie rozgrywkowej i stał się fundamentem nowej Dorii. Skorośmy przy zatrzymywaniu kluczowych graczy - dziś już wiemy, że Osti wykonał kolejny krok ku utrzymaniu obecnego poziomu kadry. Blisko pozostania w Samp jest prawy wahadłowy, niegdyś znakomicie się zapowiadający, Lorenzo De Silvestri. Włoch wypożyczony jest z Fiorentiny. Kluby są jednak bliskie znalezienia porozumienia w sprawie pozostania Lorenzo w Genui na zasadzie transferu definitywnego. Cała sprawa nie powinna się zbytnio skomplikować. Viola nie ma bowiem zamiaru sprowadzać do siebie De Silvestriego.


Kolejnymi kwestia do rozwiązania przez genueński klub pozostają przypadki Andrei Poliego oraz Simone Zazy. Obaj mają kontrakty ważne jeszcze przez rok, co obniża cenę. Obaj na brak propozycji narzekać nie mogą. Poli znalazł się na celowniku Milanu. Strony zbliżają się do porozumienia, które codziennie wydaje się niemal zawarte. Oficjalnych wiadomości jednak brak. Milan musi najpierw uporządkować sprawy wewnątrz klubu. Dbając o bilans, musi najpierw kogoś sprzedać. Kwota transferu oscyluje, według włoskich mediów, koło 6 milionów euro. Co i rusz pojawiają się jednak nowe doniesienia w sprawie spłaty części kwoty poprzez dorzucenie karty zawodniczej (jej połówki lub wypożyczenia) jednego z zawodników Rossonerich. Początkowo mówiło się o zainteresowaniu Bartoszem Salamonem ze strony Samp. Możliwe było też umieszczenie w Genui któregoś z młodych wychowanków mediolańskiego giganta - Marco Ezio Fossatiego lub Simone Calvano. Ostatnio jednak media donoszą o zainteresowaniu Ostiego Mbaye Niangiem - francuskim napastnikiem urodzonym w 1994 roku. Gdyby negocjacje upadły, Carlo Osti ma jednak plan B, którym jest nowa umowa dla Poliego. Ponoć coraz bardziej optymistycznie wygląda sprawa pozostania w Genui Simone Zazy. Strzelec 18 goli w Serie B w barwach Ascoli, do którego był wypożyczony, zwrócił na siebie uwagę największych klubów we Włoszech z Juventusem, Milanem oraz Napoli na czele. Jeszcze niedawno o odejściu napastnika pisało się w tonie faktu niemalże już dokonanego. Dziś ta pewność słabnie. Zaza co prawda nie przedłużył jeszcze umowy, lecz wydaje się, że obecnie jest to bardziej prawdopodobne niż jeszcze kilka tygodni temu. 

Carlo Osti nie próżnuje i przede wszystkim, co mnie się u niego podoba, nie kręci się w kółko wokół tych samych zgranych nazwisk, które przewijają się przez średniaki Serie A. Bo też Sampdoria nie ma być średniakiem, lecz odzyskiwać dawny blask. Osti konstruuje młodą kadrę, pełną jakości i graczy, którzy mogą się jeszcze rozwinąć. Równolegle z przypadkiem Simone Zazy, toczyła się sprawa Vasco Reginiego. Środkowy obrońca Empoli, rocznik 1990, który z przeciętnego lewego obrońcy przeistoczył się w rozchwytywanego stopera. Tego lata z kadrą U-21 został wicemistrzem Europy. Również o Reginim mówiło się w kontekście transferu do Juventusu lub Milanu. Osti zadziałał szybko rozwiązując współwłasność na korzyść Samp. Podobnie było zresztą w przypadku innego wyróżniającego się zawodnika Serie B, pomocnika Crotone, Mirko Eramo (ur. 1989 r.). O negocjacjach ws. Eramo dyrektor sportowy Crotone powiedział tak: "Zarówno Osti jak i Sagramola (l'amministratore delegato, czyli przedstawiciel zarządu; ichniejszy Adriano Galliani - przyp. TK) byli wspaniali. Porozumienie zostało znalezione w kwadrans. Spotkaliśmy się po raz pierwszy, a później w Ata Hotel szybko dobiliśmy targu. To naprawdę niesamowite osoby". Pan Urbino zresztą dalej mówi o Eramo w sposób następujący: "Eramo rozegrał dwa niezwykłe sezony. Według mnie może sobie poradzić w Serie A. Jest nie tylko chłopcem, który poważnie podchodzi do swoich obowiązków, ale ma też inny atut: jest pomocnikiem, który strzela dużo goli, ponieważ potrafi znakomicie podłączyć się w ofensywie". Trzecim wartym uwagi, szczególnie z perspektywy Polski, zakupem jest Paweł Wszołek. Reprezentant Polski przekonał do siebie Carlo Ostiego nie tylko występami w T-Mobile Ekstraklasie, ale także występami w narodowej kadrze. "To utalentowany boczny pomocnik. Prawonożny, grający na lewej stronie i atakujący z głębi. Idealny do filozofii Delio Rossiego" - charakteryzuje go dyrektor sportowy Samp. Polak będzie zatem rywalizował o miejsce w składzie z Paragwajczykiem Marcelo Estigarribią. Nie należy również zapominać o Roberto Soriano, pomocniku z rocznika 1991.

Największa dziura przed sezonem 2013/14 powstaje w przedniej formacji. Do Interu odchodzi Mauro Icardi, który dzięki dobrej grze wypromował się i dał działaczom Samp godziwie zarobić. Na wylocie znajduje się również inny Argentyńczyk, którego strzelec dziesięciu goli posadził na ławie, czyli Maxi López. Wychowanek River Plate nie miał szczęścia w poprzednim sezonie. Średnia dyspozycja, pauza z powodu kontuzji oraz eksplozja talentu Icardiego zepchnęły go w czeluści ławki rezerwowych Sampdorii. López we Włoszech cieszy się dobrą opinią i z otwartymi rękami przyjąłby go z powrotem choćby Antonio Pulvirenti - prezes, rozkochanej w Argentyńczykach, Catanii Calcio, w której zresztą napastnik miał już okazję występować z powodzeniem po epizodach w FK Moskwa oraz Gremio. Pomysł zastąpienia ich Brazylijczykiem Paulinho z Livorno, strzelcem 19 goli w Serie B, raczej nie wypali. Przynajmniej dopóki prezes Spinelli nie zażąda za swojego asa mniej niż, oczekiwane obecnie, 10 milionów euro. Dużo zależeć będzie od tego, jak skończą się deal z Milanem i kwestia Mbaye Nianga oraz sprawa przedłużenia kontraktu Simone Zazy. Osti monitoruje ponoć sytuacje Manolo Gabbiadiniego, którego Juventus nie zamierza ściągać z powrotem, lecz umieścić w którymś z klubów Serie A na kolejny rok oraz napastnika lokalnego rywala, Ciro Immobile.


Mercato dopiero przed nami i równanie o nazwie "Sampdoria" wciąż ma wiele niewiadomych. Wzmocnienia wymagać będą atak oraz pozycja bramkarza. Wszystko w rękach Carlo Ostiego, który będzie musiał rozsądnie poruszać się po rynku transferowym, reagując na kolejne zwroty akcji, których - o to proszę się nie bać - z pewnością nie zabraknie. Samp warto jednak śledzić, bo to klub o pięknej tradycji z ciekawymi perspektywami. Budowany z głową przez mądrych ludzi, nie bojących się stawiać na młodzież. Jak ktoś ma notesik, to proszę go wyciągnąć i w rubryczce z zespołami do śledzenia w przyszłym sezonie, proszę obok Fiorentiny wpisać właśnie Samp.

środa, 17 kwietnia 2013

88. Derby della Lanterna

32. kolejka Serie A obfitowała w emocje. Najpierw Fiorentina wymęczyła zwycięstwo 2:0 w Bergamo nad zdziesiątkowaną Atalantą - co było efektem bójki w meczu z Interem. Następnie tenże Inter wyłożył się w spotkaniu z Cagliari, rozgrywanym w... Trieście. Wreszcie Milan został zatrzymany na San Siro przez Napoli. Gdzieś w cieniu tych wydarzeń toczyło się spotkanie nie mniej ważne - bo derbowe. Naprzeciw siebie stanęły dwa pierwszoligowe zespoły ze stolicy Ligurii - Genui, Genoa oraz Sampdoria.

Piękne tło 88. derbów Genui (fot. zimbio.com)


Zacznijmy od samego początku - od nazwy. Mecz ten nazywany jest bowiem Derby della Lanterna. Lanterna w języku włoskim jest słowem oznaczającym latarnię. Chodzi o, pochodzącą z XII w., latarnię morską, która znajduje się na Via Milano w "dzielnicy" San Benigno (nie jestem do końca pewny, czy można nazwać to dzielnicą w takim sensie, w jakim rozumiemy to w Polsce - Genua podzielona jest na dziewięć municipi, te z kolei zawierają poszczególne quartieri; San Benigno to quartiere wchodzące w skład municipio Centro-Ovest) i jest jednym z symboli portowego miasta.

Zapewne zwróciliście Państwo uwagę - mnie też się to rzuciło w oczy, że były to raptem osiemdziesiąte ósme derby. Zaraz, chwileczkę - przecież Genoa to najstarszy, założony w 1893 roku, klub we Włoszech. Jak to jest, że mediolańskie derby dobijają powoli do trzysetnej potyczki a genueńskie nie? Ano, sprawa jest prosta. O Derby della Lanterna w rozumieniu dzisiejszym możemy mówić dopiero od czasów powojennych. Dopiero w roku 1946 powstaje bowiem Sampdoria. Wcześniej taki klub nie funkcjonował. Trudno wskazać, kto wówczas był głównym przeciwnikiem Genoi w regionie. Inne genueńskie kluby bowiem były tworami w większym lub mniejszym stopniu efemerycznymi - co chwila się pojawiającymi, to znów znikającymi z piłkarskiej mapy Włoch. Krótko wspomnę o dwóch najważniejszych - są to AC Sampierdarenese oraz Andrea Doria. Z połączenia sekcji piłkarskich obu tych klubów powstała dzisiejsza Sampdoria. Pierwsze w historii spotkanie Genoi i Samp z trybun obserwował Enrico De Nicola - ówczesny prezydent Włoch. Sami widzicie Państwo, jak wielkiej rangi to było wydarzenie.

Garść statystyk. Przed sobotnim meczem grano 87 razy. Mimo historii o pół wieku krótszej, Samp może się pochwalić większą ilością derbowych zwycięstw. Z murawy z tarczą schodzili 32 razy. Genoa odniosła zaś w swej historii 22 wygrane. 33-krotnie padał wynik remisowy. Mimo iż remis był wynikiem najczęściej powtarzającym się w historii genueńskich pojedynków, nie padł on od ośmiu ostatnich spotkań. Ciekawostką jest również fakt, iż jedynym zawodnikiem w historii Derby della Lanterna, który ustrzelił triplette jest, dobrze nam wszystkim znany, Diego Milito.

Wspaniała historia, cała otoczka wokół meczu, lecz w całym tym widowisku zabrakło najważniejszego - dobrego futbolu. Oglądając pierwszą połowę zaczynał się człowiek zastanawiać, czy na pewno ogląda dalej Serie A, czy też może nagle zmieniono mu kanał na transmitujący Scottish Premier League. Dużo walki, agresywnej gry, sporo przewinień. Mało było płynnej gry. Poczynania w środku pola przypominały bardziej bilard niż futbol na poziomie pierwszoligowym. Szczególnie rozczarowała Samp, która mimo obecności Pedro Obianga i Andrei Poliego, nie potrafiła uporządkować gry w środku. Do Genoi mam mniejsze pretensje w tej kwestii. Zimą pozbyli się tych, którzy chcą grać i pościągali takich, co to będą orać. Trudno oczekiwać od zespołu, którego środek pomocy składa się z Antonellego, Matuzalema i Kucki, żeby prowadził grę i w dodatku robił to sensownie. Królowali ci piłkarze, który najlepiej radzili sobie w roli tarana, czyli Lorenzo De Silvestri w Samp i Emiliano Morretti i Luca Antonelli w Genoi. O dziwo padła jednak bramka. Po kretyńskim faulu Kucki przed własnym polem karnym, z rzutu wolnego - pod skaczącym murem - uderzył Eder i piłka wpadła do bramki, odbijając się jeszcze od słupka, obok zdezorientowanego Sebastiena Freya. Druga część gry wcale nie była lepszym widowiskiem. Szczególnie blado wypadła Sampdoria, która oddała inicjatywę Genoi. Grifone ostatecznie zdołali wyrównać za sprawą Matuzalema, który - ni to strzałem, ni dośrodkowaniem do Borriello - pokonał Sergio Romero. W międzyczasie Samp stracili Andreę Costę, który dostał drugą żółtą kartkę. Niezbyt ciekawe widowisko - futbol bez grania w piłkę.

Jaka przyszłość czeka Genoę - to pytanie przewijające się coraz częściej. Punkty zgubiło Palermo, remisując z Bologną, wygrała Siena. To właśnie Toskańczycy są najbliżej utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej i zapowiada się, że do Serie B zlecą kluby, które swego czasu wydawały się mieć potencjał na walkę o europuchary i stanie się zespołami górnej połówki tabeli pokroju Udinese. Niestety zarówno Genoa jak i Palermo zarządzane są w sposób kretyński - proszę wybaczyć mi dosadność. Degradacja do Serie B oznaczać będzie wielkie zmiany i całkowite przemeblowanie składu. Wszystko ze względu na nowe limity płac. Od przyszłego sezonu kontrakt zawodnika klubu drugoligowego nie będzie mógł być wyższy niż 300 tys. euro rocznie - 150 tys. podstawy i takaż sama kwota bonusów. Dla Genoi utrzymującej takich piłkarzy jak Juan Vargas, Sebastien Frey, Ciro Immobile, Matuzalem, Juraj Kucka czy Marco Borriello będzie to oznaczać całkowite rozsprzedanie. Reforma miała zmusić kluby do stawiania na wychowanków i młodzież oraz wyrównać szanse wszystkich klubów a także zadbać o ich finansową stabilność. Przepraszam bardzo, ale dbanie o to, by zapewnić płynność finansową nie powinna zajmować się federacja, lecz prezesi klubów. Jeśli nie potrafią tego zrobić, niech zrezygnują z funkcji. Jestem przekonany, że reforma Serie B powiększy, i tak dużą już, przepaść między pierwszą a drugą ligą. FIGC robi coś dokładnie odwrotnego niż angielskie FA, gdzie klubom spadającym do Championship wypłaca się jeszcze część pieniędzy (uzależnioną od tego, jak długo się dany zespół utrzymywał w Premiership) z praw telewizyjnych do Premier League. Wszystko po to, by zespoły, którym powinie się noga nie utknęły na zapleczu, żeby pomóc im utrzymać kadrę i nie doprowadzić do rozsprzedania piłkarzy. Dla Genoi i Palermo spadek może oznaczać dłuższy, niż jednoroczny pobyt w Serie B. 


W zupełnie innych barwach maluje się przyszłość Samp. Delio Rossi tchnął w zespół nowego ducha. Nie sądzę, by w najbliższym sezonie klubowi groziła walka o miejsce w rozgrywkach międzykontynentalnych, lecz powinni też spokojnie utrzymywać się z dala od strefy spadkowej. Blucerchiati mają w swoich szeregach kilku ciekawych piłkarzy, którzy powinni zadbać o to, by od czasu do czasu zagrać nieco bardziej spektakularne zawody. Wszystko, co prawda, wskazuje na to, że po sezonie odejdzie Mauro Icardi, lecz byłbym spokojny o jego następców. Coraz realniejsze wydaje się przedłużenie umowy z Simone Zazą - robiącym furorę na boiskach Serie B w barwach Ascoli, do którego jest wypożyczony. Mimo tego, że jego obecny klub broni się przed spadkiem do Serie C1, Zaza wpisał się 17-krotnie na listę strzelców. W obliczu odejścia Icardiego, być może udałoby się przekonać do pozostania jego rodaka - Maxi Lópeza, który mógłby wówczas zyskać więcej miejsca i w barwach Samp pojawiać się częściej. Z wypożyczenia do Empoli wróci inny ciekawy zawodnik - mający już za sobą nawet debiut w Serie A, Vasco Regini. W drugiej linii Delio Rossi korzystać będzie mógł z Obianga i Poliego - zawodników, jakby nie było, coś tam potrafiących. Warto będzie oglądać Samp w przyszłym sezonie, bo - mimo prawdopodobnego ubytku Icardiego - będzie czyją grę w jej barwach śledzić.