Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Insigne Lorenzo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Insigne Lorenzo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

CHAMPIONS LEAGUE: NAPOLI 2-1 DORTMUND

"Napoli da sogno" brzmi dzisiejszy tytuł turyńskiego Tuttosport. Faktycznie, w środę obejrzeliśmy "Napoli jak z marzeń", które dobrze zaczęło rywalizację w trudnej grupie, odnosząc domowe zwycięstwo nad Borussią Dortmund - ubiegłorocznym finalistą rozgrywek Champions League. Azzurri potwierdzili, że w tych elitarnych rozgrywkach nie przegrywają na San Paolo oraz, że potrafią grać z najlepszymi. Drużyna Rafè (jak w dialekcie neapolitańskim nazywają go kibice) Beniteza zaprezentowała się jako świetnie działający mechanizm. 

Pierwszą rzeczą, którą zrobił Benitez w Neapolu była zmiana systemu gry. Przestawił Azzurrich z gry trójką w obronie na granie kwartetem. 3-4-1-2 Mazzarriego zastąpiło 4-2-3-1. W środowy wieczór na murawę wyszła następująca "11":  Reina; Maggio, Albiol, Britos, Zuniga; Inler, Behrami; Callejón, Hamsik, Insigne; Higuain. Początkowo mówiło się raczej o występie Gorana Pandeva w miejsce Lorenzo Insigne. Im bliżej jednak było rozpoczęcie meczu, tym bardziej w górę szły akcje młodego Włocha.

Napoli bardzo mądrze rozegrało mecz z Dortmundem. Nie rzuciło się szaleńczo na rywala, zaczęło spokojnie. Dążyło do dominacji w środku pola, która z każdą minutą meczu coraz wyraźniej stawała się faktem. Naprawdę ogromne brawa należą się tandemowi Gokhan Inler - Valon Behrami, który zagrał fantastyczne zawody, kompletnie neutralizując BVB. Bez ciężkiej pracy tej dwójki nie byłoby zwycięstwa. Nie byłoby dominacji w środku pola. Byłem po meczu ciekaw statystyk jakie miał Behrami. Absolutny kosmos. Cztery odbiory (z czego trzy już na połowie gości), cztery przechwyty piłki, cztery wygrane pojedynki powietrzne (tylko jeden przegrany), dwa wybicia piłki przy groźnej sytuacji. Behrami w roli zadaniowca spisał się, jak widać, bardzo dobrze. Był niesamowicie efektywny w destrukcji, a przy tym grał bardzo czysto - zaledwie raz faulował. Ogromne wrażenie wywarł na mnie również drugi ze Szwajcarów - Inler. Dużo się przed sezonem mówiło, że Napoli potrzebuje jeszcze kogoś, kto pełniłby rolę registy. Kogoś, kto umiałby wziąć piłkę od obrońców i ją rozegrać. Kogoś, kto regulowałby tempo akcji, wskazywał jej kierunek. Takiego gracza, jakim w Liverpoolu za czasów Beniteza był Xabi Alonso. Ba, długo nawet spekulowano, że De Laurentiis z Bigonem (kolejno: prezes i dyrektor sportowy Napoli - przyp. TK) negocjują transfer Maxime'a Gonalonsa z Lyonu oraz Evera Banegi z Valencii. Ostatecznie nikt do Neapolu nie trafił, a Rafè postawił na Inlera, który bywał krytykowany w poprzednim sezonie. W czasach, gdy występował jednak w Udinese był to czołowy regista Serie A i zdaje się przypominać malkontentom, że wcale nie zapomniał, jak się prowadzi grę. Ubezpieczany przez Behramiego, miał w meczu z Dortmundem więcej swobody. Był najcelniej podającym graczem tego spotkania - 78 z 84 jego podań trafiło do adresata, co daje nam wynik procentowy w postaci niemalże 93% celności.

Obok duetu środkowych pomocników, na wyróżnienie z pewnością zasługuje kolejny z bohaterów środowej konfrontacji - Gonzalo Higuaín. Argentyńczyk sprawia, że nikt już nie tęskni za Cavanim. Gdy pewne trudności w dostosowaniu się do stylu gry Fiorentiny ma Gómez, Pipita w tryby machiny Beniteza wszedł z marszu. Groźny w polu karnym, lecz też poza nim. Ruchliwy, szybki, szuka wolnych przestrzeni i wymusza swoim ruchem granie prostopadłych piłek. Neapol to dla niego idealne miejsce. Tu jest pierwszą strzelbą, niekwestionowanym numerem jeden w ataku swojego zespołu. Widać po nim, że czuje zaufanie trenera i odpłaca się najlepszym, co ma. Środowy mecz Higuaín skończył nie tylko z golem na koncie. To po jego ataku z boiska wyleciał Weidenfeller, który musiał interweniować poza polem karnym i zagrywał ręką.

Nie sposób nie wyróżnić także zawodników, grających w bocznych sektorach boiska. Napoli atakowało głównie lewą flanką, co oddaje zresztą statystyka podań. Oto najczęstsze wybory Azzurrich: Zúñiga do Insigne (19 podań), Inler do Insigne (16), Britos do Zúñigi (15), Inler do Zúñigi (14), Insigne do Zúñigi (13). A lewą stronę Napoli ma wyjątkowo mocną. Występują tam dwaj znakomici dryblerzy: Juan Zúñiga i Lorenzo Insigne. Kolumbijczyk ma jednak nieraz problemy z grą w defensywie. Czasem nie nadąży wrócić na swoją pozycję po akcji ofensywnej. Widać to było szczególnie po wejściu Pierre'a-Emericka Aubameyanga. Zúñiga mecz zakończył z asystą przy pierwszym golu Pipity oraz... trafieniem samobójczym, które dawało jeszcze Dortmundowi cień nadziei na remis. Insigne popisał się fantastycznym strzałem na 2-0 z rzutu wolnego.

Poniżej swoich możliwości zagrał, przynajmniej moim zdaniem, Marek Hamsik. Od gracza tego kalibru spodziewam się więcej. Słowak większość piłek grał do tyłu i swoim partnerom stworzył zaledwie jedną sytuację. Gdy spojrzałem w statystyki, zobaczyłem że kapitan Napoli zagrał zaledwie osiem piłek do przodu, z czego połowa była niecelna. Reszta podań albo do tyłu, albo do boku. 

Napoli stać na wyjście z trudnej grupy, w której grają również OM i Arsenal. Wydaje się, że Benitez - co do którego wielu miało wątpliwości - w końcu znalazł swoje miejsce na piłkarskiej mapie Europy. Napoli będzie groźne dla każdego, prezentując się znakomicie nie tylko na papierze, lecz również na boisku. Obserwatorzy Serie A (przyznaję, również ja) byli dość sceptycznie nastawieni w szczególności do nowych nabytków. Tymczasem okazuje się, że każdy z nowych piłkarzy jest wzmocnieniem dla zespołu. Pepe Reina nie popełnia błędów. Raúl Albiol w Madrycie był skończony. Fani Realu otwierali szampany, gdy się okazało, że odchodzi. Ba, że zapłacono za niego 12 milionów euro. W Neapolu Albiol jest liderem formacji defensywnej i środkowym obrońcą numer jeden. Nawet José Callejón prezentuje się znakomicie, imponując na początku sezonu formą strzelecką. Rafè Benitez dostał Napoli w spadku po Mazzarrim, jako zespół z solidnymi podstawami. Dostał również zaufanie prezesa i fundusze na wzmocnienia oraz czas na przebudowę potrzebną, by wykonać krok do przodu. Tego zabrakło mu w Interze.

piątek, 23 sierpnia 2013

Squadra Azzurra: Argentyna wygrywa na Olimpico

Włochy przegrywając z Argentyną dostali bolesny policzek. Prestiżowy mecz towarzyski rozegrany został na Stadio Olimpico - największym, najświetniejszym obiekcie na Półwyspie Apenińskim. I na tym obiekcie, na oczach 41 tysięcy widzów, Squadra Azzurra zaprezentowała się haniebnie słabo. Nawet, beztroscy zwykle, Włosi dostrzegają problem - kadra Prandellego ma trudności nie tylko ze spięciem się na mecze eliminacyjne, lecz przede wszystkim na gry towarzyskie. Rok temu przegrano w Genewie prestiżowy pojedynek z Anglią, zremisowano z Holandią a następnie z Brazylią (gdzie Azzurri mimo dobrej gry dali sobie wbić dwa gole i zmuszeni byli gonić). W maju co prawda wygrano 4:0 z San Marino (choć i tam styl nie zachwycił), lecz już w czerwcu skompromitowano się, remisując 2:2, z Haiti. Stefano Bizzotto, komentujący pojedynek z Albicelestes dla Rai Uno, podkreślał wagę problemu - w roku mundialowym reprezentacja pod wodzą Prandellego nie może sobie pozwolić na towarzyskie wpadki, szczególnie te prestiżowe. 

Mecz z Argentyną miał także nieco inne tło - został zorganizowany ku radości Papieża Franciszka, biskupa Rzymu z urzędu, Argentyńczyka z urodzenia, sympatyka drużyny San Lorenzo i, ogólnie rzecz biorąc, kibica piłkarskiego. Obie drużyny narodowe w przeddzień meczu spotkały głowę Kościoła Katolickiego na audiencji w Watykanie, co - jak relacjonują media - szczególnie mocno przeżył Mario Balotelli. Początkowy gwizdek poprzedziło zresztą symboliczne "zasadzenie" na środku boiska krzaczka oliwnego, będącego symbolem przyjaźni. Owe krzaczki zostały podczas audiencji podarowane Ojcu Świętemu i po zakończeniu lata zostaną zasadzone w watykańskich ogrodach. Papież był zresztą oczekiwany na trybunach rzymskiego obiektu. Ostatecznie jednak nie pojawił się, oglądając konfrontację przed telewizorem.

Zostawiając już sferę sacrum, przyznać muszę, że sposób zarządzania drużyną przez - cenionego przeze mnie - Cesare Prandellego niezwykle mnie ostatnio rozczarowuje. Jak bowiem imponował on błyskotliwością w doborze odpowiednich ludzi, elastycznością w kwestii ustawienia zespołu podczas Euro 2012, tak jestem przerażony brnięciem zarówno w (nietrafione moim zdaniem) decyzje dotyczące personaliów, jak i taktyki obecnie. Azzurri w tym meczu potwierdzili, że moduł 4-3-2-1 w znacznym stopniu ich ogranicza a największa dotąd broń, czyli pomocnicy, prezentują się mizernie. Włosi - w mojej opinii - nie mogą skupiać się jedynie na przeszkadzaniu rywalowi, to oni muszą dyktować warunki, panować na boisku. W tym systemie mają z tym wyraźne problemy. Każda z linii gra "każda sobie", kiedy w swoim prime time główną siłą Italii była szybka, nieszablonowa gra zespołowa. Przeciwko Albicelestes ograniczało się to do pchania się prawą stroną, gdzie akurat grali Maggio z Candrevą, których współpraca była największym plusem podczas Pucharu Konfederacji. Drugi z ofensywnych pomocników, Emanuele Giaccherini, nie pokazał nic godnego uwagi. Częściej niż pod polem karnym kręcił się w okolicy środka boiska, dokąd go naturalnie ciągnęło. Nie ma się zresztą co dziwić, skoro jego największy atut to waleczność i wybieganie, połączone z, owszem, niezłą techniką użytkową, lecz to za mało, by powierzać mu stery ofensywnych poczynań. Gdy bowiem odejmiemy odzyskiwanie piłek i, mówiąc brzydko, szarpanie się w środku i zaczniemy go oceniań głównie za poczynania w ofensywie, za kreowanie gry i nękanie obrony, okaże się, że jest to tylko dodatek do pracy, którą wykonuje w środku pola. Sama przystawka, bez dania głównego, wypada niestety blado.

Oczywiście na kiepską postawę Azzurrich złożyło się więcej czynników niż obecność Giaccheriniego w podstawie, bo nie tylko obecny gracz Sunderlandu zagrał słabo. Kompletnie niewidoczny był Riccardo Montolivo zredukowany do roli asekurującego poczynania Maggio i Candrevy. W katastrofalnej dyspozycji jest również Claudio Marchisio z Juventusu. Obaj dżentelmeni formą zresztą nie grzeszą już od lipcowego Pucharu Konfederacji. Po przerwie Prandelli próbował zmieniać, lecz Alberto Aquilani nie jest raczej graczem, który mógłby odmienić oblicze drużyny. Tak jest zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Trudno mieć większe pretensje do pomocnika Fiorentiny, trudno napisać, że zagrał jakoś bardzo źle, ale gra się nie kleiła i Aquilani niespecjalnie to zmienił. Podobnie zresztą jak Alessandro Florenzi. Najmniej pretensji można mieć do Marco Verrattiego. Pomocnik PSG zaliczył aż 107 kontaktów z piłką, 6 odbiorów i celność podań na poziomie 92%.

Azzurri największe problemy mieli z Gonzalo Higuaínem. Przyznać muszę, że po tym spotkaniu zmieniłem swoje spojrzenie na Pipitę na bardziej przychylne. Nie oglądam regularnie La Liga, więc w akcji widywałem go rzadko. Uważałem go do tej pory za napastnika raptem niezłego, patrząc przez pryzmat europejskich pucharów. Kwota 37 milionów, którą za niego zapłacona dalej jest, moim zdaniem, nieco przesadzona, ale z drugiej strony - to są tylko cyfry, które z konta na konto przelewa De Laurentiis, natomiast Higuaín to gracz z krwi i kości, którego obecność na boiskach Serie A realnie będzie można odczuć, którego grą będzie można się cieszyć. Snajper Napoli pokonał Gigi Buffona w 20', wykorzystując indywidualny błąd - występującego w tym meczu na środku obrony - Daniele De Rossiego, który źle wyprowadził piłkę spod pressingu Albicelestes, co momentalnie stworzyło sytuację 3 vs 3. Gdy piłka trafiła do Higuaína, wpakował ją do siatki. Miał też duży udział przy drugim golu, gdy wygrał pojedynek 1 vs 1 na boku boiska, podczas kontraataku, podciągnął kilkadziesiąt metrów i wyłożył ją Everowi Banedze przed polem karnym.

Najwięcej ożywienia w szeregi Włochów wniósł Alessandro Diamanti. Wielokrotnie słyszałem narzekania - że za stary, że za wolny, że błyszczeć to on może, owszem, ale w Bolonii podczas meczów z Chievo i Torino. Wszystko bzdury. Alino to gracz nadal przydatny reprezentacji, świetny w roli jokera. Przede wszystkim jego umiejętność bicia stałych fragmentów gry i znakomicie ułożona lewa noga - nie wiem, czy nie najlepsza na Półwyspie. To właśnie po jego wejściu Azzurri zaczęli stwarzać większe zagrożenie z rzutów wolnych (Diamanti uderzył w poprzeczkę) i rożnych. To on dał sygnał do ataku, to on krzyknął na kolegów, że czas wziąć się do roboty. Wreszcie to on potrafił utrzymać się przy piłce na połowie rywala, często podkładając się pod faul i prowokując rzut wolny. Drugim pozytywem był, dotychczas największa gwiazda reprezentacji U-21, Lorenzo Insigne. To on popisał się pięknym strzałem, który dał Włochom, na kwadrans przed końcem, nadzieję na remis. Filigranowy fantasista spod Wezuwiusza z pewnością dał Cesare Prandellemu znak, że musi poważnie brać jego kandydaturę pod kątem przyszłych powołań na mecze eliminacji Mistrzostw Świata. Trzecim pozytywnym bohaterem był rezerwowy bramkarz - Federico Marchetti. To jemu - i jego ekwilibrystycznej paradzie - Włosi zawdzięczają, że Gonzalo Higuaín nie upokorzył ich kompletnie.

Z pewnością Prandelli będzie mieć ból głowy przed meczami eliminacyjnymi. Tym bardziej, że zabraknie w nich zawieszonych za kartki - Pablo Osvaldo, Mario Balotellego i Riccardo Montolivo. Wypadły dwie "9" w rankingu. Czy wobec tego z okazji skorzysta Alberto Gilardino? Czy może selekcjoner zdecyduje się grać na dwóch napastników, zamiast jedną wysuniętą "9"? Swego czasu taki manewr udało się Massimiliano Allegriemu, gdy w obliczu niedostępności Ibrahimovicia, zmuszony był grać duetem Cassano - Robinho. Milan sięgnął wówczas po Scudetto. Czy Prandelli zdecyduje się zaufać np. El Shaarawiemu? Do pełni formy fizycznej wracają też Giuseppe Rossi i Antonio Cassano, któremu opiekun La Nazionale zostawił uchyloną furtkę.

czwartek, 6 czerwca 2013

U-21: Włochy 1:0 Anglia

Długo na to czekaliśmy - święto piłki młodzieżowej, okazja do zobaczenia wielu utalentowanych graczy. Dziś ruszyły Mistrzostwa Europy U-21 rozgrywane tego lata na boiskach Izreala. Gwoli przypomnienia, Włosi rywalizują w Grupie A, mierząc się z Anglią, Izraelem oraz Norwegią. Azzurrini przed turniejem jasno precyzowali swój cel - zwycięstwo w turnieju.


ITALIA (4-4-2): Bardi - Donati, Bianchetti, Caldirola, Biraghi - Florenzi, Marrone, Verratti, Insigne - Borini, Immobile  

Zestawienie, które Devis Mangia zaproponował na mecz z Anglią nieznacznie różniło się od tego, które przewidywałem na łamach bloga. W bramce zagrał Bardi, obrona również bez zaskoczeń: Donati - Bianchetti - Caldirola i Biraghi. Spodziewałem się obecności w wyjściowej jedenastce Riccardo Saponary, Mangia zaś tercet Marrone, Verratti, Insigne uzupełnił Alessandro Florenzim. W ataku zaś, zamiast awizowanego przeze mnie Manolo Gabbiadiniego, partnerem Ciro Immobile był Fabio Borini. 

Azzurrini wygrali mecz 1:0, będąc jednocześnie drużyną lepszą o klasę. Bynajmniej jednak nie mąci to mojego sceptycyzmu co do gry drużyny pod wodzą Devisa Mangii. Właściwie poza początkowymi fragmentami obu odsłon gry, młodzi Włosi dominowali nad przeciwnikiem. Mimo wszystko brak tej kadrze tego, co ma dorosła reprezentacja - pewnego porządku w grze. Cały czas mam wrażenie, że poczynaniami ekipy Mangii rządzi wszechobecny chaos. O ile starcza to na niżej notowane zespoły, o ile starczyło to na Anglików - których jednak (mimo wielkiej estymy, jaką cieszy się wyspiarski futbol) nie zaliczyłbym do ścisłej światowej czołówki - o tyle na naprawdę dobrze ułożone zespoły pokroju Niemców, Hiszpanów czy Holendrów może to być za mało. Po zespole złożonym z całkiem przecież sensownych, potrafiących grać w piłkę, zawodników oczekiwałbym czegoś więcej niż długie piłki do skrzydłowych lub napastników i "niech się martwią, co z tym fantem zrobić". Naprawdę szczęście, że mają Włosi w kadrze zawodnika, który tę piłkę przetransportuje i tego, do którego warto ją podać. Mowa oczywiście o Marco Verrattim i Lorenzo Insigne, dwójce kluczowych dziś graczy. Pierwszy cofał się po futbolówkę aż do linii obrony, rozgrywał ją i był prawdziwym reżyserem gry - godnym następcą Andrei Pirlo w przyszłości. Drugi zaś szalał po lewej stronie boiska, stwarzając zagrożenie indywidualnymi akcjami. To zresztą Insigne przypieczętował wygraną Italii, strzelając decydującego gola z rzutu wolnego w drugiej połowie. Pytanie jest jednak zasadnicze - czy licząc jedynie na błysk któregoś z ofensywnych graczy, czy to Insigne czy też kogoś z dwójki Immobile - Borini (dziś dysponowanych tak sobie - powiedzmy szczerze) można ogrywać najlepszych? Oczywiście, może się tak zdarzyć w jednym czy dwóch spotkaniach, lecz na dłuższą metę branie owego decydującego przebłysku za pewnik jest myśleniem błędnym. 

Prócz Verrattiego i Insigne wyróżnić chciałbym też dwójkę defensorów. Pierwszym jest Luca Caldirola, kapitan tej reprezentacji, stoper Brescii, wypożyczony z mediolańskiego Interu. Pewny w swoich interwencjach, potrafił też radzić sobie z wyprowadzeniem futbolówki. Drugim, co mnie dość zaskoczyło, którego występ odbieram jako duży pozytyw jest prawy obrońca Grossetto, Giulio Donati. Twardy, nieustępliwy, mocny fizycznie. Na tle Anglii zaprezentował się naprawdę dobrze. Jeśli chodzi o pochwały, to by było na tyle. A skorośmy już przy indywidualnych laurkach, to przyznać muszę, że najbardziej rozczarowany jestem występem Alessandro Florenziego. Za czasów, gdy w Rzymie urzędował Zdenek Zeman, Florenzi błyszczał. Po części był to też pewnie efekt "nowej twarzy" - gracz wszedł do pierwszego zespołu, nowa postać, nieopatrzony jeszcze - był nowinką dla obserwatorów włoskiego futbolu mojego pokroju. Do tego zasuwał jako box-to-box, technicznie nie odstawał od starszych kolegów, pokazywał ambicję. Po odejściu Czecha Florenzi wyraźnie jednak siadł. Niestety tę gorszą dyspozycję przekłada na występy reprezentacyjne. Brakowało celnych dośrodkowań, rozrywania obrony przeciwnika. Jednym zdaniem - brakowało jakości na tej prawej flance. Brakowało wszystkiego tego, co dawał jego kolega po drugiej stronie boiska - Insigne. Dość blado wypadli też Immobile z Borinim. Zresztą gra napastników Azzurrinich wygląda tak od dłuższego czasu - trochę walki, szarpania się z obrońcami i albo jest "to coś", "ten błysk", gol albo nota pozostaje przeciętna. Dziś tego "czegoś" nie mieli, lecz to samo tak naprawdę można powiedzieć o ich zmiennikach - Manolo Gabbiadinim i Matii Destro. Bo sami chyba przyznają Państwo, że ciężko jakoś wielce chwalić Gabbiadiniego za to, że był faulowany przed polem karnym, czego efektem był rzut wolny, po którym Insigne umieścił piłkę w siatce.


sobota, 6 kwietnia 2013

U-21: dwie towarzyskie wygrane w marcu

Wróciły już ligi, wróciły europuchary. Ja tymczasem jeszcze bym chciał o reprezentacji, bo dobrze by było zamknąć ten temat. Zacznijmy od U-21 prowadzonej przez Devisa Mangię, która przygotowuje się do Młodzieżowych Mistrzostw Europy, które rozgrywane będą w czerwcu na izraelskich boiskach. W ramach tychże przygotowań Azzurrini najpierw pokonali Rosjan 2:0, później zaś rozprawili się z Ukrainą, wygrywając 1:0. Niby dwa zwycięstwa, a nie potrafię powstrzymać się przed krytyką. To dość znacząca cecha tej kadry.

Lorenzo Insigne strzelił gola Rosjanom po podaniu Riccardo Saponary (fot. zimbio.com)


Mangia i 4-4-2



Od razu zaznaczam, że widziałem jedynie mecz z Rosją. No i nie było to wielkie widowisko. Włosi wymęczyli, co prawda, zwycięstwo 2:0, ale jakie wnioski można wyciągnąć po tym meczu? Przede wszystkim dalej będę obstawał przy swoim - 4-4-2 pasuje do tej kadry jak pięść do nosa. Nie był to pierwszy mecz, w którym pomysł na grę ograniczał się do "weź kopnij tam do przodu, niech się martwią co z tym fantem zrobić". No i kopali. Do Immobile, do Gabbiadiniego i ci parę razy coś tam z piłką zrobili. Tyle, co mogli - wspomagani przez równie  ruchliwego, co niedokładnego w swoich zagraniach  Insigne. Jak takie granie na rympał wychodzi, gdy po drugiej stronie boiska stoi ktoś, kto potrafi mądrze grać w piłkę, to Państwo pamiętacie z meczu przeciwko Hiszpanii. Italia wówczas jak dzieci we mgle. Brak Włochom płynności w grze płaskim 4-4-2. Co tu się zresztą dziwić - na palcach jednej ręki można policzyć ekipy ten system stosujące. To zatem, że rozjeżdżają się poszczególne formacje złożone ze spotykających się od wielkiego dzwonu grajków, nie jest wielkim zaskoczeniem.

Znudzony bramkarz, niebiesko-czarna obrona i pomoc, która nie pomaga



Mecz ten ziewnięciem pewnie skwitowałby Francesco Bardi. Golkiper Novary nie miał bowiem okazji się wykazać. Parę zbłąkanych dośrodkowań złapał i tyle. Rosjanie nie zdołali przećwiczyć młodego bramkarza, nie potrafiąc oddać strzału w światło bramki. 

Osobny wątek stanowi obrona. Cały kwartet Donati - Bianchetti - Caldirola - Biraghi to zawodnicy, którzy wyszli z młodzieżowego sektora Interu. To ja się pytam - gdzie to dostosowanie się Nerazzurrich do Finansowego Fair Play? Logicznym byłoby stawianie na wychowanków. Szczególnie, gdy się ma jeden z najlepszych sektorów młodzieżowych w kraju. I wiecie Państwo gdzie grają najlepsi wychowankowie tego klubu? Wszędzie tylko nie w nim samym. Co więcej - gracze tacy jak Longo czy Livaja, widząc że w czarno-niebieskiej części Mediolanu gębą Morattiego krzyczy się o tym, że trzeba się do FFP dostosować, trzeba ciąć koszty i stawiać na młodzież, że Stramaccioni ma nieść ten kaganek oświaty a jednocześnie drugą ręką przygarnia się szrot, który przyzwoitym ligowcem był, ale parę ładnych lat temu, w postaci Rocchiego, czują pismo nosem i niespecjalnie się kwapią do tego, by wrócić do swej alma mater. W Interze obrona dziurawa jak szwajcarski ser a w młodzieżówce kwartet, co spod ich skrzydeł wyszedł. Paradne, doprawdy! 

Linia defensywna wypadła poprawnie. Boczni obrońcy grali, co prawda, nad wyraz zachowawczo, lecz jednocześnie bardzo uważnie z tyłu, gdzie dobrze radzili sobie z Czeryszewem i Smołowem, którzy - poza końcówką pierwszej połowy - nie mogli sobie pozwolić na nic. Na środku w oko wpadał z pewnością Matteo Bianchetti - najmłodszy z całej formacji (r. 1993). Bardzo dobrze się ustawiał i popisał się kilkoma naprawdę efektownymi wślizgami, które ratowały Azzurrinich. Będą mieli niezłą zagwozdkę w Interze, co z nim począć. Talentem chłopak jest obdarzony z pewnością, ale potrzebuje grać. W Serie B, w barwach Hellas rzadko znajduje miejsce w wyjściowej jedenastce. Nie jest to zresztą jedyny zdolny obrońca, który tam nie gra zbyt często. Ten sam problem zdaje się mieć, dwa lata od Bianchettiego starszy, wychowanek Milanu - Michelangelo Albertazzi. Osobny temat to Luca Caldirola - kapitan U-21 w tym meczu, który w przyszłym roku powinien być sprawdzony na poziomie Serie A. 

Do pomocników mam najwięcej pretensji. Kiepskie zawody - cenionego przeze mnie - Florenziego, który dosłownie przeszedł obok meczu. Anonimowy występ. O Insigne pisałem. Ciężko go ocenić - notę podnosi bramka i w całym tym marazmie drugiej linii to on był tym, któremu się chciało, który szukał gry i pokazywał się do podania. Z tym, że nie sposób przejść obojętnie wobec ilości jego strat i niedokładnych podań. Najwięcej Italia zyskała na zastąpieniu Florenziego Riccardo Saponarą. Odkąd ogłoszono, że od przyszłego sezonu będzie zawodnikiem Milanu, jego akcje zdecydowanie poszły w górę. Pomocnik Empoli rozruszał niemrawą linię pomocy i po jego wejściu Azzurrini zaczęli grać szybciej a sam Saponara zanotował asystę przy golu Lorenzo Insigne na 2:0. Jak widać, mój sceptycyzm wobec jego osoby, topnieje tym bardziej, im dłużej oglądam Riccardo a i statystyki w Serie B ma konkretne. Środek słabo. O ile Marrone wywiązał się ze swoich obowiązków tego, który ma odebrać i oddać piłkę bardzo dobrze (to on odebrał futbolówkę i posłał ją do Immobile przy okazji pierwszego gola) o tyle Fausto Rossi nie pokazał nic ciekawego. Żadnego podania uruchamiającego napastników, w destrukcji też średnio przydatny. Nic nie zmieniło wpuszczenie za niego Bertolacciego. Zresztą, co miało zmienić? Wychowanek Romy nie jest i nie będzie rozgrywającym. Jaki jest sens wpuszczania trequartisty w miejsce środkowego pomocnika w 4-4-2, wie chyba tylko Mangia. Efekt był taki, że - całkiem przecież niezły - Bertolacci snuł się po boisku, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić. To już lepiej by było zestawić środek z dwóch "6" (jak to określa się w niemieckim futbolu), powiedzieć im "chłopaki, odpowiadacie za środek pola, macie mi tu ruskich za mordy trzymać - szczególnie naszych bocznych obrońców musicie asekurować - i harować na to, żeby sobie Insigne z Saponarą mogli pograć na spokoju, bez obawy o stratę". 

Immobile i Gabbiadini bez wielkiego wsparcia ze strony kolegów i tak ugrali bramkę. Nie przez przypadek zresztą w pierwszej połowie zagrożenie z ich strony to były strzały z dystansu - tak też zresztą padł gol Ciretto. Szkoda, że musieli grać sami ze sobą, bo ciężko we dwójkę rozmontować całą obronę. Paloschi na boisku zrobił jeszcze mniej. Bo co też mogła zrobić typowa "9" w stylu Pippo Inzaghiego, jak piłek nie dostawała? Nic. O ile Immobile jeszcze z piłką przy nodze potrafi coś zrobić, o tyle napastnik Chievo statystował przez cały okres swojej obecności na murawie.

Jakie będą MME?



Nie mam pojęcia, jak ten zespół wypadnie na MME. Materiał ludzki jest świetny. Nie ma tu graczy Primaver, jak to niedawno jeszcze bywało, tylko piłkarze, którzy grają już przynajmniej na poziomie Serie B. Niestety Mangia niezbyt potrafi skleić z tego kolektywu. Obawiam się, że w konfrontacjach z przeciwnikiem pokroju Hiszpanii, Niemiec czy Francji wypadnie to bardzo blado. Pomoc, jak nie działała przeciwko np. Irlandii, nie działała przeciwko Hiszpanii i teraz przeciwko Rosji, przecież nie zacznie nagle działać - tym bardziej, że Mangia nie widzi w tym żadnego problemu. Nie wiem doprawdy dlaczego tak wielkim zwolennikiem tego pana jest Arrigo Sacchi - nestor włoskich trenerów i koordynator techniczny reprezentacji młodzieżowych. Czy rację mam ja, mówiąc od dłuższego czasu, że Mangia się do tej roboty nie nadaje i na kartach historii zapisze się jako "n-ty zwolniony przez Zampariniego z Palermo" czy też p. Sacchi, pokaże przyszłość.