Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giaccherini Emanuele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giaccherini Emanuele. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Squadra Azzurra: Argentyna wygrywa na Olimpico

Włochy przegrywając z Argentyną dostali bolesny policzek. Prestiżowy mecz towarzyski rozegrany został na Stadio Olimpico - największym, najświetniejszym obiekcie na Półwyspie Apenińskim. I na tym obiekcie, na oczach 41 tysięcy widzów, Squadra Azzurra zaprezentowała się haniebnie słabo. Nawet, beztroscy zwykle, Włosi dostrzegają problem - kadra Prandellego ma trudności nie tylko ze spięciem się na mecze eliminacyjne, lecz przede wszystkim na gry towarzyskie. Rok temu przegrano w Genewie prestiżowy pojedynek z Anglią, zremisowano z Holandią a następnie z Brazylią (gdzie Azzurri mimo dobrej gry dali sobie wbić dwa gole i zmuszeni byli gonić). W maju co prawda wygrano 4:0 z San Marino (choć i tam styl nie zachwycił), lecz już w czerwcu skompromitowano się, remisując 2:2, z Haiti. Stefano Bizzotto, komentujący pojedynek z Albicelestes dla Rai Uno, podkreślał wagę problemu - w roku mundialowym reprezentacja pod wodzą Prandellego nie może sobie pozwolić na towarzyskie wpadki, szczególnie te prestiżowe. 

Mecz z Argentyną miał także nieco inne tło - został zorganizowany ku radości Papieża Franciszka, biskupa Rzymu z urzędu, Argentyńczyka z urodzenia, sympatyka drużyny San Lorenzo i, ogólnie rzecz biorąc, kibica piłkarskiego. Obie drużyny narodowe w przeddzień meczu spotkały głowę Kościoła Katolickiego na audiencji w Watykanie, co - jak relacjonują media - szczególnie mocno przeżył Mario Balotelli. Początkowy gwizdek poprzedziło zresztą symboliczne "zasadzenie" na środku boiska krzaczka oliwnego, będącego symbolem przyjaźni. Owe krzaczki zostały podczas audiencji podarowane Ojcu Świętemu i po zakończeniu lata zostaną zasadzone w watykańskich ogrodach. Papież był zresztą oczekiwany na trybunach rzymskiego obiektu. Ostatecznie jednak nie pojawił się, oglądając konfrontację przed telewizorem.

Zostawiając już sferę sacrum, przyznać muszę, że sposób zarządzania drużyną przez - cenionego przeze mnie - Cesare Prandellego niezwykle mnie ostatnio rozczarowuje. Jak bowiem imponował on błyskotliwością w doborze odpowiednich ludzi, elastycznością w kwestii ustawienia zespołu podczas Euro 2012, tak jestem przerażony brnięciem zarówno w (nietrafione moim zdaniem) decyzje dotyczące personaliów, jak i taktyki obecnie. Azzurri w tym meczu potwierdzili, że moduł 4-3-2-1 w znacznym stopniu ich ogranicza a największa dotąd broń, czyli pomocnicy, prezentują się mizernie. Włosi - w mojej opinii - nie mogą skupiać się jedynie na przeszkadzaniu rywalowi, to oni muszą dyktować warunki, panować na boisku. W tym systemie mają z tym wyraźne problemy. Każda z linii gra "każda sobie", kiedy w swoim prime time główną siłą Italii była szybka, nieszablonowa gra zespołowa. Przeciwko Albicelestes ograniczało się to do pchania się prawą stroną, gdzie akurat grali Maggio z Candrevą, których współpraca była największym plusem podczas Pucharu Konfederacji. Drugi z ofensywnych pomocników, Emanuele Giaccherini, nie pokazał nic godnego uwagi. Częściej niż pod polem karnym kręcił się w okolicy środka boiska, dokąd go naturalnie ciągnęło. Nie ma się zresztą co dziwić, skoro jego największy atut to waleczność i wybieganie, połączone z, owszem, niezłą techniką użytkową, lecz to za mało, by powierzać mu stery ofensywnych poczynań. Gdy bowiem odejmiemy odzyskiwanie piłek i, mówiąc brzydko, szarpanie się w środku i zaczniemy go oceniań głównie za poczynania w ofensywie, za kreowanie gry i nękanie obrony, okaże się, że jest to tylko dodatek do pracy, którą wykonuje w środku pola. Sama przystawka, bez dania głównego, wypada niestety blado.

Oczywiście na kiepską postawę Azzurrich złożyło się więcej czynników niż obecność Giaccheriniego w podstawie, bo nie tylko obecny gracz Sunderlandu zagrał słabo. Kompletnie niewidoczny był Riccardo Montolivo zredukowany do roli asekurującego poczynania Maggio i Candrevy. W katastrofalnej dyspozycji jest również Claudio Marchisio z Juventusu. Obaj dżentelmeni formą zresztą nie grzeszą już od lipcowego Pucharu Konfederacji. Po przerwie Prandelli próbował zmieniać, lecz Alberto Aquilani nie jest raczej graczem, który mógłby odmienić oblicze drużyny. Tak jest zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Trudno mieć większe pretensje do pomocnika Fiorentiny, trudno napisać, że zagrał jakoś bardzo źle, ale gra się nie kleiła i Aquilani niespecjalnie to zmienił. Podobnie zresztą jak Alessandro Florenzi. Najmniej pretensji można mieć do Marco Verrattiego. Pomocnik PSG zaliczył aż 107 kontaktów z piłką, 6 odbiorów i celność podań na poziomie 92%.

Azzurri największe problemy mieli z Gonzalo Higuaínem. Przyznać muszę, że po tym spotkaniu zmieniłem swoje spojrzenie na Pipitę na bardziej przychylne. Nie oglądam regularnie La Liga, więc w akcji widywałem go rzadko. Uważałem go do tej pory za napastnika raptem niezłego, patrząc przez pryzmat europejskich pucharów. Kwota 37 milionów, którą za niego zapłacona dalej jest, moim zdaniem, nieco przesadzona, ale z drugiej strony - to są tylko cyfry, które z konta na konto przelewa De Laurentiis, natomiast Higuaín to gracz z krwi i kości, którego obecność na boiskach Serie A realnie będzie można odczuć, którego grą będzie można się cieszyć. Snajper Napoli pokonał Gigi Buffona w 20', wykorzystując indywidualny błąd - występującego w tym meczu na środku obrony - Daniele De Rossiego, który źle wyprowadził piłkę spod pressingu Albicelestes, co momentalnie stworzyło sytuację 3 vs 3. Gdy piłka trafiła do Higuaína, wpakował ją do siatki. Miał też duży udział przy drugim golu, gdy wygrał pojedynek 1 vs 1 na boku boiska, podczas kontraataku, podciągnął kilkadziesiąt metrów i wyłożył ją Everowi Banedze przed polem karnym.

Najwięcej ożywienia w szeregi Włochów wniósł Alessandro Diamanti. Wielokrotnie słyszałem narzekania - że za stary, że za wolny, że błyszczeć to on może, owszem, ale w Bolonii podczas meczów z Chievo i Torino. Wszystko bzdury. Alino to gracz nadal przydatny reprezentacji, świetny w roli jokera. Przede wszystkim jego umiejętność bicia stałych fragmentów gry i znakomicie ułożona lewa noga - nie wiem, czy nie najlepsza na Półwyspie. To właśnie po jego wejściu Azzurri zaczęli stwarzać większe zagrożenie z rzutów wolnych (Diamanti uderzył w poprzeczkę) i rożnych. To on dał sygnał do ataku, to on krzyknął na kolegów, że czas wziąć się do roboty. Wreszcie to on potrafił utrzymać się przy piłce na połowie rywala, często podkładając się pod faul i prowokując rzut wolny. Drugim pozytywem był, dotychczas największa gwiazda reprezentacji U-21, Lorenzo Insigne. To on popisał się pięknym strzałem, który dał Włochom, na kwadrans przed końcem, nadzieję na remis. Filigranowy fantasista spod Wezuwiusza z pewnością dał Cesare Prandellemu znak, że musi poważnie brać jego kandydaturę pod kątem przyszłych powołań na mecze eliminacji Mistrzostw Świata. Trzecim pozytywnym bohaterem był rezerwowy bramkarz - Federico Marchetti. To jemu - i jego ekwilibrystycznej paradzie - Włosi zawdzięczają, że Gonzalo Higuaín nie upokorzył ich kompletnie.

Z pewnością Prandelli będzie mieć ból głowy przed meczami eliminacyjnymi. Tym bardziej, że zabraknie w nich zawieszonych za kartki - Pablo Osvaldo, Mario Balotellego i Riccardo Montolivo. Wypadły dwie "9" w rankingu. Czy wobec tego z okazji skorzysta Alberto Gilardino? Czy może selekcjoner zdecyduje się grać na dwóch napastników, zamiast jedną wysuniętą "9"? Swego czasu taki manewr udało się Massimiliano Allegriemu, gdy w obliczu niedostępności Ibrahimovicia, zmuszony był grać duetem Cassano - Robinho. Milan sięgnął wówczas po Scudetto. Czy Prandelli zdecyduje się zaufać np. El Shaarawiemu? Do pełni formy fizycznej wracają też Giuseppe Rossi i Antonio Cassano, któremu opiekun La Nazionale zostawił uchyloną furtkę.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Squadra Azzurra: klasyk w Genewie i sparing o punkty

Państwo wybaczą opóźnienie. O La Nazionale nie pisałem nie dlatego, żem leniwy, lecz w obliczu takiej konfrontacji, jak ta z Brazylią należało podejść do kwestii poważnie - to wymaga czasu, rzecz jasna. Ostatecznie marzec podopieczni Cesare Prandellego zakończyli remisując 2:2 z Brazylią oraz ogrywając kopciuszka z Malty 2:0. Dziś zatem mecz z reprezentacją Kraju Kawy w pięciu punktach oraz krótko też o konfrontacji w ramach el. do Mundialu 2014.


Na przeciw siebie: Canarinhos i Squadra Azzurra (fot. zimbio.com)

Italia vs. Brasile


1. Brazylia zdeklasowana 2:2

Włosi, na płaszczyźnie samej gry, dosłownie zdeptali swoich rywali. Byli o klasę lepsi. Stąd też wynik remisowy pozostawia ogromny niedosyt. Squadra Azzurra - wyłączając te sytuacje, po których trafiała do siatki - stworzyła sobie w trakcie meczu jeszcze jakieś dziesięć - może jedenaście, może dwanaście okazji. Tym bardziej ogarniało mnie zdziwienie, gdy drużyna wydająca się być o półkę wyżej od Brazylii, schodziła do szatni z dwoma golami w plecy. Pierwsza stracona bramka to jakieś nagłe rozprężenie tyłów. Najpierw piłka zagrana w lukę - choć była to właściwie dziura tak ogromna, że można by na tych połaciach murawy pasać krowy - między Maggio i De Rossim, później fatalne zachowanie Bonucciego, który wygrał walkę o górną piłkę, lecz posłał futbolówkę wprost pod nogi niepilnowanego Freda. Przy drugiej bramce znów Italia złapana na zbytnim otwarciu się i rozwarciu szeregów i piłkę w siatce umieszcza Oscar. Przecież gdyby Włosi ze spokojem kończyli te okazje, które sobie wypracowywali, Canarinhos powinni wracać do domów z bagażem czterech - pięciu bramek. Remis ten, mimo iż tylko towarzyski, boli dotkliwie. I to mimo faktu, iż selekcjoner wykorzystał potyczkę w Genewie do sprawdzenia nie tylko jak prezentuje się grupa stanowiąca kręgosłup drużyny, lecz także do dania szansy pokazania się kilku mniej znaczącym piłkarzom.


2. Giaccherini za napastnikami

Dość zaskakująca była, moim zdaniem, decyzja Cesare Prandellego o powierzeniu roli trequartisty w systemie 4-3-1-2, bo takie ustawienie selekcjoner wybrał na mecz z Brazylią, Emanuele Giaccheriniemu. Nie mam pojęcia, jakie były przyczyny tego wyboru. Że Prandelli rezerwowego Juventusu ceni - rozumiem. Że chciał skorzystać z niego w tym meczu - ok, przełknę. Natomiast wystawienie Giaka przeciwko rywalowi formatu Brazylii za napastnikami, co w przyjętym przez selekcjonera ustawieniu, jest pozycją kluczową (jak bardzo - pokazał Milan grając tam, na początku sezonu, kompletnie zagubionym Boatengiem), jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Gra Giaccheriniego potwierdza zresztą to, o czym piszę - na Brazylię to jest on za cienki w uszach. Początkowo miał duże problemy z utrzymaniem się przy piłce - na czym tracił oczywiście cały zespół, później zaś zniknął nam z oczu, snując się gdzieś między obroną a pomocą rywala. Skoro, przy absencji Marchisio, chciał Prandelli cofnąć Montolivo na pozycję mezz'ala ("pół-skrzydłowy" brzmi głupio, a w zapisie wygląda jeszcze gorzej, więc wybaczą mi Państwo makaronizm), mógł przecież w roli trequartisty obsadzić Alessandro Diamantiego - gracza ze świetnie ułożoną lewą nogą, potrafiącego zagrać niekonwencjonalnie, mającego podanie zarówno krótkie jak i długie, potrafiącego huknąć z dystansu. 

3. Debiut De Sciglio

Konfrontacja z Brazylią była niewątpliwie trudnym testem dla debiutujęcego Mattii De Sciglio. Spotkałem się z wieloma głosami, że młody obrońca Milanu spalił się psychicznie, nie podołał i rozegrał słaby mecz. Oglądając spotkanie ponownie, już na zimno, odniosłem jednak inne wrażenie. De Sciglio spisał się, w moim odczuciu, całkiem poprawnie. Umiejętnie wychodził spod pressingu rywali, dobrze się ustawiał i Dani Alves do spółki z Hulkiem - dobrze przecież tego dnia dysponowani - nie mieli z nim łatwego życia. Do tego pięknie i, co najważniejsze, czysto wytrącił Hernanesa z równowagi, gdy ten znalazł się w dogodnej sytuacji do pokonania Buffona. Cieniem na jego występie kładzie się jednak gol nr 2 dla Canarinhos, kiedy to jedno z jego niewielu wejść ofensywnych zaowocowało kontrą Brazylijczyków i spóźniony Mattia nie zdołał dogonić Oscara, który w efekcie wyprowadził piłkę, inicjując kontrę, oraz na samym końcu - dostawszy zwrotne podanie od Neymara - strzelił bramkę. Nie ma jednak mowy o błędzie De Sciglio przy pierwszym golu. Oglądając powtórki, widzimy że przejął on krycie wbiegającego napastnika drużyny przeciwnej i nie dostał wsparcia od Montolivo - który najpierw odpuścił Neymara, później zaś nie przejął Freda. De Sciglio skupiał się na robieniu rzeczy prostych i ostatecznie był to poprawny debiut, na tle klasowego przecież rywala.

4. Bohaterowie drugoplanowi

W drugiej połowie Prandelli zmienił ustawienie na 4-3-3, wprowadzając jednocześnie dwóch bocznych napastników. Po 45 minut dostali zatem El Shaarawy i Alessio Cerci. Il Faraone po raz kolejny potwierdził, że ma problem z grą przeciwko mocnym rywalom. Jeśli sięgniecie Państwo pamięcią wstecz i przypomnicie sobie takie spotkania jak np. pierwszy mecz derbowy z Interem, jesienne spotkanie z Juventusem czy konfrontacje z Barceloną, zobaczycie Państwo pewną prawidłowość - Stephen El Shaarawy przeciwko mocnym rywalom jest bezradny. Nie potrafi wygrać pojedynku 1 na 1, ma problemy z grą w ataku i skupia się głównie na pracy w defensywie. Oczywiście chwała mu za to, że ciężko haruje również w destrukcji, lecz nie zapominajmy, że graczy ofensywnych rozliczać należy głównie z tego, jak prezentują się w grze do przodu. Jasną rzeczą jest również, że El Shaarawy to jeszcze nie do końca ukształtowany gracz, który również złapał dołek formy w ostatnim okresie i nie należy z niego rezygnować. Mecz ten jednak potwierdza, że na dziś napastnik Milanu nie ma umiejętności ku temu, by w reprezentacji odgrywać pierwszoplanową rolę. Że nie jest materiałem na pierwszy skład, myślę, pokazał również Alessio Cerci. W tym, oczywiście, przypadku nikt nie oczekiwał, że skrzydłowy Torino zawojuje kadrę. Musiałem to jednak odnotować. Prandelli robił przegląd zaplecza, toteż na murawie pojawiali się tacy zawodnicy jak w/w Cerci, Antonelli z Genoi, Poli z Samp czy Gilardino i Diamanti z Bologni. Żaden z nich jednak nic wielkiego do gry nie wniósł.


5. Liderzy poszczególnych formacyj


Słówko o wiodących postaciach poszczególnych formacji. Ostatnimi czasy modne się stawało "nie dawanie punktów odniesienia" w grze rywalowi i włoscy trenerzy lubią tym zwrotem szastać. Ja jednak jestem zdania, że punkty odniesienia są kluczowe dla drużyny. Nie przeciwnej, lecz własnej. Punktami odniesienia są bowiem - w moim odczuciu - zawodnicy trzymający poszczególne formacje w ryzach a z kolejnych punktów odniesienia buduje się kręgosłup drużyny, to ich się "obudowuje" innymi zawodnikami tworząc zespół. Na lidera obrony wyrósł Andea Barzagli, który przeciwko Brazylii zagrał jak profesor. Ogromną pracę wykonano w Juventusie, przywracając mistrza świata z 2006 roku do piłkarskiego życia po okresie gry w Wolfsburgu. Obecnie Barzagli wydaje się być w życiowej formie. Przeciwko Brazylii zaprezentował się bezbłędnie, znakomicie odbierając futbolówkę i czytając grę. W pomocy postawiłbym na Daniele De Rossiego z Romy. Kiedyś nawet popełniłem zdanie, iż dla równowagi środka pola Azzurrich jest on ważniejszy od Andrei Pirlo. Capitan Futuro to gracz, którego nie sposób przecenić. Bardzo nowoczesny pomocnik, grający dobrze zarówno w fazie obronnej, jak i w ataku. Mecz zaczął jako prawy mezz'ala, by po zmianie ustawienia na 4-3-3 zagrać przed obroną. W widowiskowy sposób ubezpieczał tyły i dał sygnał do odrabiania strat, pakując piłkę do siatki po dośrodkowaniu El Shaarawiego z rzutu rożnego. Jeśli chodzi o pierwszą linię wybór jest prosty - Mario Balotelli. Piękny gol na 2:2 i ciężka praca. SuperMario zdaje się przekraczać Conradowską "smugę cienia", dojrzewając i biorąc na siebie większą odpowiedzialność za grę reprezentacji. Zapytany po meczu z Brazylią o notę, jaką by sobie wystawił, odpowiedział: "Oceniam swój występ na 6. Zmarnowałem zbyt wiele okazji". Balotelli jest kluczowy przy utrzymywaniu się przy piłce w fazie ofensywnej. 


Malta vs. Italia


Mecz z Maltą sam w sobie niezbyt godny uwagi. Włosi zagrali minimalistycznie - jak to mają w zwyczaju. Mieli gospodarze, co prawda, rzut karny i uderzenie w poprzeczkę zanotowane, lecz Italia, grając na zaciągniętym hamulcu, wymęczyła wynik 2:0 a strzelcem obu goli był Mario Balotelli. Spotkanie to godne jest uwagi z innej przyczyny. Wyjściowa jedenastka Azzurrich złożona była, po raz trzeci w historii, tylko z piłkarzy dwóch klubów. W tym przypadku byli to gracze Juventusu oraz Milanu. Poprzednie takie przypadki miały miejsce w czasach Grande Torino, w roku 1947. Wyjściowe ustawienie na Maltę wyglądało następująco: Buffon; Abate, Barzagli, Bonucci, De Sciglio; Marchisio, Pirlo, Montolivo; Giaccherini; Balotelli, El Shaarawy. 

poniedziałek, 18 marca 2013

Squadra Azzurra: przed meczami z Brazylią i Maltą

Redakcja bloga nie próżnuje. Nie mogliśmy przecież nie wspomnieć o poczynaniach La Nazionale - soli włoskiej piłki, crème de la crème makaroniarskich kopaczy. Po powołaniach Azzurrinich przyszedł czas na powołania do pierwszej reprezentacji. Przed nią bowiem prestiżowa potyczka z Brazylią w Genewie (21 marca) oraz eliminacyjny mecz z Maltą (26 marca). Wczoraj nazwiska piłkarzy, z których korzystać będzie w tych meczach, ogłosił Cesare Prandelli.



Cesare Prandelli (fot. bestmanagerintheworld.com)

Portieri:
Gianluigi Buffon (Juventus), Morgan De Sanctis (Napoli), Federico Marchetti (Lazio), Salvatore Sirigu (Paris Saint Germain);
Difensori:
Ignazio Abate (Milan), Luca Antonelli (Genoa), Davide Astori (Cagliari), Andrea Barzagli (Juventus), Leonardo Bonucci (Juventus), Giorgio Chiellini (Juventus), Mattia De Sciglio (Milan), Christian Maggio (Napoli), Andrea Ranocchia (Inter);
Centrocampisti:
Antonio Candreva (Lazio), Alessio Cerci (Torino), Daniele De Rossi (Roma), Alessandro Diamanti (Bologna), Emanuele Giaccherini (Juventus), Claudio Marchisio (Juventus), Riccardo Montolivo (Milan), Andrea Pirlo (Juventus), Andrea Poli (Sampdoria);
Attaccanti:
Mario Balotelli (Milan), Stephan El Shaarawy (Milan), Alberto Gilardino (Bologna), Sebastian Giovinco (Juventus), Pablo Daniel Osvaldo (Roma).

Personalia



W bramce niespodzianek brak. Dziwić może jedynie konsekwentne zabieranie czwórki zamiast trójki (choć np. Brazylia na mecz z Italią zabrała raptem dwójkę) golkiperów. Nie ma w tej materii zbytnio z czym polemizować. Buffon numerem jeden, przerwa, później Sirigu i dwójka ligowców o wyrobionej marce. Niby można by się spierać - czemu De Sanctis, który ostatnio jest w dołku, a nie Consigli, czemu nie Viviano? No można by. Tylko po co? Co to za różnica, który z nich będzie na trybunach?

O wiele więcej jest do napisania w kwestii obrońców, szczególnie ich boków. Mamy bowiem dwa duety - Abate i Maggio z prawej oraz Antonelli i De Sciglio z lewej. Może wyda się to dziwne, ale o wiele bardziej martwi mnie ten pierwszy tandem, bardziej doświadczony i z kadrą już obyty. Maggio w Napoli dołuje i sympatycy Azzurrich najchętniej widzieliby w jego miejsce Armero. Mazzari jednak upiera się przy Christianie, którego zna jeszcze z czasów pracy w Sampdorii. Abate z kolei to gracz, którego obecność na tym poziomie zawsze mnie zastanawiała. Trudno bowiem znaleźć drugiego tak kołkowatego gracza. Właściwie jego jedynym atutem jest to, że szybko biega. No bo co innego? Dośrodkowywać uczył się chyba od Massimo Oddo (dla niezorientowanych - był kiedyś w Milanie taki obrońca, który dośrodkowując w pole karne, obdarowywał piłkami tifosich siedzących w górnych kręgach San Siro), dryblingu też za grosz. Kiedyś przeczytałem określenie, które bardzo mi się spodobało, mianowicie że Abate porusza się po boisku jak pionek w szachach - po linii prostej. Od jednego pola karnego do drugiego. Niezwykle celny opis jego gry. Psioczę na niego, a znając życie Ignazio odpłaci mi się pewnie dobrym meczem przeciwko Brazylii. Ma on bowiem to do siebie, że trenerzy ufają mu gdy przychodzi grać z mocnym rywalem. Wówczas boczny obrońca Rossonerich skrzętnie skrywa swoją kołkowatość nieustającym bieganiem za przeciwnikiem i zazwyczaj wypada nieźle. No i zaczyna się człowiek zastanawiać "cholera jasna, może ja się mylę, może coś w nim jest". Ale później przychodzi jeden, drugi, trzeci mecz ligowy, gdzie trzeba prowadzić grę a przeciwnik się zamyka i ani myśli grać otwartą piłkę i Abate swoje - głowa w dół, rajd po prostej, zamknąć oczy i kopnąć w kierunku pola karnego. Oczywiście połowa zablokowana, druga połowa kompletnie "na pałę", bez patrzenia kto gdzie biegnie. I tak co tydzień. Jedyna nadzieja dla mnie, że znajdzie się jakiś frajer, co blond Ignasia ogląda od święta i przekonany, że bierze solidnego obrońcę klasy międzynarodowej, przeleje te 15 mln euro na konto Milanu. Trzymam zatem kciuki za piotrogrodzki Zenit. 


Z drugiej strony duet o wiele ciekawszy. Luca Antonelli jest kolejnym potwierdzeniem mojej tezy, że Genoa to jeden z najgorzej zarządzanych klubów we Włoszech. Okupuje dolne rejony tabeli a dostarcza kolejnych reprezentantów. Dziwne? Ależ skąd, bo piłkarzy w swoich szeregach ma niezłych. Może gdyby prezes Preziosi zatrudnił trenera, a nie popierdółki w typie Malesaniego, i dał mu popracować dwa - trzy sezony, coś by z tego było. Na to się jednak nie zanosi, więc Rossoblu dalej, miast drużyną walczącą o puchary, będą zbieraniną lepszych lub gorszych kopaczy grających o ligowy byt lub, patrząc optymistycznie, nie grających o nic. 


Szansę na debiut dostaje Mattia De Sciglio, dwudziestoletni obrońca Milanu. Chciałoby się powiedzieć - w końcu. Ciekawe, czy doczekam się kiedyś boków obrony MDS - Santon. Czy to w La Nazionale czy też w Mediolanie. Nieco zaskoczyła mnie też absencja Angelo Ogbonny, w miejsce którego Prandelli powołał Andreę Ranocchię. Nie mam pojęcia jaki sens takiego postępowania, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Przed Ranocchią do grania jest czterech środkowych obrońców.


W pomocy bez większych zaskoczeń. Powołaniami dla Antonio Candrevy i Alessio Cerciego selekcjoner daje znak, że każdy ma szansę na grę w reprezentacji, jeśli dobrze pracuje w klubie i wyróżnia się w lidze.


Teoretyczni niespodzianką mogłaby być obecność wśród kadrowiczów Giaccheriniego, dla mnie wybór, z którego Prandelli spokojnie się wybroni. Giac to znakomita zapchajdziura. Może zagrać w pomocy i na boku ataku w 4-3-3 (poprawcie mnie jeśli się mylę, ale na tej drugiej pozycji występował w Cesenie i w czasie gdy ów system stosował Conte), w 3-5-2 obstawi oba "wahadła". Ktokolwiek by nie wypadł z gry, Emanuele go zastąpi. Nie jest to wirtuoz, raczej rzemieślnik gryzący trawę i w kadrze będzie pełnił taką samą rolę, co w Juventusie.


Rzecz, która mnie zdziwiła - brak Verrattiego i obecność Poliego z Samp. Ligue 1 nie oglądam (z natury mam awersję do wszystkiego co francuskie), ostatnio rzadziej też oglądałem mecze Blucerchiatich, lecz regista genueńczyków nie wydawał się być w reprezentacyjnej formie. Verratti z kolei w Champions League na Mestalla prezentował się bardzo dobrze. Chęć dania wyraźnego sygnału Poliemu? Inaczej niż w kategorii "na zachętę" nie potrafię tego wyjaśnić. Nie wierzę też oczywiście, że Prandelli na dłużej odstawił Marco, na którego miał odwagę postawić, gdy ten kopał w Serie B, lecz z drugiej strony szkoda, że nie zobaczymy go na tle Brazylii.


W ataku warto odnotować powrót Osvaldo i Giovinco oraz powołanie dla, dobrze spisującego się w Bologni, Gilardino.


4-3-1-2 przeciwko Canarinhos


Media dziś zasugerowały wyjściową "jedenastkę", która w Genewie miałaby wyjść na mecz z Brazylią. Prandelli ma, według nich, zdecydować się na grę 4-3-1-2 i miałoby to wyglądać następująco: 

Buffon
Maggio - Barzagli - Chiellini - De Sciglio
De Rossi - Pirlo - Marchisio
Montolivo
Balotelli - Osvaldo

Oczywiście od pierwszych minut De Rossi i Pablo Osvaldo. Oni bowiem pauzują w eliminacjach za kartki. Do tego niespodzianka w postaci De Sciglio w roli startera.


Mecz z Brazylią będzie też debiutem nowych strojów Squadra Azzurra. Zostały one zaprezentowane dziś i Włosi wystąpią w nich podczas Pucharu Konfederacji w 2013 roku. Można zobaczyć je tutaj.


FORZA ITALIA.