Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ljajić Adem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ljajić Adem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2013

SERIE A: ROMA 2-0 LAZIO

Po stołecznych derbach w gazetach królowały nagłówki "Roma è giallorossa" (Rzym jest żółto-czerwony). Lazio w końcu uległo, niepokonane w derbach przez pięć kolejnych spotkań. Ostatnie zwycięstwo Romy datowane jest na 13 marca 2011 roku, gdy po dwóch golach Tottiego ograło Biancocelestich 2-0. 2011 rok - prehistoria niemalże. Cóż to była wtedy za Roma? Jeszcze w rękach rodziny Sensich. Z Vincenzo Montellą na ławce trenerskiej. Sezon 2010/11 w ogóle był udany, jeśli chodzi o potyczki z Lazio, dla Giallorossich. Wygrali wszystkie trzy spotkania - oba w lidze i jedno w Coppa Italia.

Właściwie trudno w składach doszukiwać się niespodzianek. No, może z jednym wyjątkiem - Rudi Garcia zdecydował się zostawić na ławce rezerwowych Adema Ljajicia, który w tygodniu zmagał się z urazem, stawiając w podstawie na Gervinho. Oprócz niego w ataku również kapitan, Francesco Totti (jako fałszywa "9") oraz Alessandro Florenzi. W pomocy standard: De Rossi przed obroną a przed nim Strootman z Pjaniciem. W obronie kwartet Maicon, Benatia, Castan i Balzaretti a w bramce Morgan De Sanctis.

Vladimir Petković również wystawił do gry najlepsze, co miał. W bramce Marchetti, w obronie od prawej: Cavanda, Ciani, Cana i Konko. Przed nimi Ledesma. Na skrzydłach - Candreva z Luliciem a w środku Hernanes ubezpieczany Gonzalezem. Na szpicy - Miroslav Klose.

Rudi Garcia na konferencji przedmeczowej powiedział zdanie, które znakomicie nadaje się na bon mot - "un derby non si gioca, un derby si vince". Derbów się nie rozgrywa, derby się wygrywa. No i dokładnie tak zrobiła Roma. Pierwsza połowa była - co tu dużo kryć - nudna i nieco rozczarowująca. Oba zespoły skupiły się raczej na walce niż graniu w piłkę, w efekcie czego oglądaliśmy trochę niedokładności, szarpanej gry, fauli. Niespecjalnie dużo się działo pod bramkami. Znudziło to trochę Federico Marchettiego, który postanowił ubarwić nieco spotkanie - dwukrotnie wikłał się w dziwaczne (na jego szczęście skuteczne) dryblingi z napastnikami Romy, bawił się w wyjścia poza pole karne. Jeśli jednak spojrzymy na sprawę uczciwie, to w szeregach Lazio trzeba go uznać za najlepszego, bo w drugiej części gry kilkukrotnie ratował swój zespół.

Ano właśnie - druga połowa. Gdy Roma przetrwała okres walki wręcz i przyszło do grania w piłkę, Lazio zostało zdeklasowane. To Giallorossi dyktowali warunki na boisku i okres ich dominacji zbiegł się zresztą z pojawieniem się na murawie Adema Ljajicia, który zmienił Alessandro Florenziego. Ja zresztą, przyznam szczerze, nie jestem fanem wystawiania tego chłopaka (mówię o Florenzim) w ataku. To nie jest ktoś, kto ma dobrą kiwkę, potrafi wygrywać po kilka pojedynków 1 vs 1 na mecz i ładować piłki w pole karne. Zresztą nie kogoś takiego potrzebuje Roma, bo nie gra przecież z wykorzystaniem typowej "9". Casus młodego Włocha przypomina mi casus Kevina-Prince'a Boatenga, gdy ze świetnego box-to-boxa zrobiono bocznego napastnika. Oczywiście, Florenzi gdy dostanie jakieś wytyczne, zrealizuje je, lecz na jakiś błysk z jego strony bym nie liczył. Z pewnością też na jego grę w ataku ma wpływ mocna obsada drugiej linii (gdzie pewnie by się nie łapał do podstawy) oraz marne alternatywy z przodu, gdzie oprócz niego do wyboru są jeszcze Borriello, wiecznie kontuzjowany Destro i Gervinho. Na dłuższą metę miejsce w napadzie powinno zostać obsadzone kimś innym, niż Florenzi, który ustawiony wysoko mniej pracuje w destrukcji i łapie niższe noty.

Wróćmy jednak do Ljajicia, bo ten dał naprawdę znakomitą zmianę. Rozruszał poczynania ofensywne Romy i po raz kolejny okazał się decydujący. Przypomnijcie sobie Państwo mecz w Weronie. Pierwsza połowa mizerna, w drugiej pojawia się Serb i Roma odprawia Hellas 0-3. Podobnie w derbach - po wejściu na murawę, Ljajić szuka gry kombinacyjnej, pokazuje się do gry, wreszcie "robi" karnego i go wykorzystuje. Pozostaje pytanie, czy były napastnik Fiorentiny potrafi utrzymać taką aktywność nie tylko wchodząc z ławki? W Parmie zagrał od początku i zagrał słabo - został zmieniony w przerwie. Ciekaw jestem na ile jest to defekt Serba, który sprawdzał się w tym sezonie tylko w roli "jokera", a na ile całego zespołu, który niepierwszy już mecz rozstrzyga po zmianie stron. Przypomnijmy sobie - w Livorno oba gole w drugiej połowie, w Weronie (o czym pisałem) również, na Ennio Tardini to samo. Tak też i w meczu z Lazio. Chyba jest to raczej jednak szczęśliwy dla Serba zbieg okoliczności, że dwukrotnie przebywał na boisku w dobrym dla zespołu okresie.

Do zachwytów nad Ljajiciem, nie sposób nie dorzucić braw dla, wiecznie młodego, Francesco Tottiego. Il Capitano przedłużył niedawno kontrakt z klubem do 2016 roku i mimo wielu wiosen na karku pozostaje największą gwiazdą Giallorossich. Ponownie zresztą przestawiony przez Garcię na pozycję fałszywej "9" przeżywa kolejny już renesans formy. W niedzielnych Derby della Capitale - l'uomo-partita, man of the match. Bezsprzecznie najlepszy. Asysta przy golu Balzarettiego i kolejne - sprawdziłem z ciekawości - osiem wypracowanych okazji dla kolegów z drużyny. W meczu o takim ciężarze gatunkowym - kosmos.

Żeby być uczciwym trzeba też przyznać, że i Lazio miało swoje okazje na początku drugiej połowy. Stuprocentowe okazje mieli Ciani i Klose, ale żaden z nich nie pokonał De Sanctisa. Dodać też trzeba kuriozalną czerwoną kartkę dla Andre Diasa w końcówce. Znacznie utrudniło to, dość trudną i tak, odpowiedź - a było to przy stanie 1-0 dla Romy. Giallorossi byli bardziej głodni tego zwycięstwa i przez ostatnie dziesięć minut dosłownie grillowali, grające w osłabieniu, Lazio. A że dobrze ustawiona Roma - prowadzona przez trenera, który nie jest amatorem - ma potencjał znacznie większy od lokalnego rywala, mówiłem już dawno. I wyszło na moje.

piątek, 23 sierpnia 2013

Europa League: Fiorentina wywozi zwycięstwo z Letzigrund

Włoskie drużyny rozpoczęły zmagania w europucharach. We wtorek Milan rozpoczął remisem dwumecz z PSV, którego stawką jest awans do fazy grupowej Champions League. Czwartek zwyczajowo zarezerwowany jest dla Europa League. W eliminacjach tych rozgrywek grały dwa włoskie zespoły - Udinese i Fiorentina. Który oglądać? Wybór był prosty - oczywiście, że florentczyków. 

Vincenzo Montella przeciwko Grasshoppers wrócił do ustawienia 3-5-2 (w składzie: Neto; Roncaglia, Gonzalo Rodriguez, Savić; Cuadrado, Borja Valero, Ambrosini, Aquilani, Pasqual; Rossi, Gómez). Viola potwierdziła swoje aspiracje, wygrała 2:1 i ustawiła się w wygodnej pozycji przed rewanżem na Artemio Franchi. Gospodarze nie byli godnymi rywalami dla Fiorentiny, zagrażając bramce Neto właściwie jedynie uderzeniami z dystansu. Tym bardziej szkoda straconego gola, bo zaliczka mogła być wyższa. Po przerwie wróciły jednak stare "demony" ekipy Montelli i przy wyniku 2:0, oddali pole gry Grasshoppersowi. Szwajcarzy nie mieli zbyt wielu argumentów, ale gola strzelić im się udało. Szybkie rozegranie rzutu wolnego, po którym Viola nie zdążyła się dobrze ustawić zaowocowało wyciąganiem piłki z siatki. 

Jeśli Fiorentina chce powalczyć o coś na poważnie, musi utrzymywać koncentrację. Personalnie tylne formacje również nie rzucają na kolana i to tutaj należałoby szukać wzmocnień. Po odejściu Emiliano Viviano, rozpoczęto poszukiwania podstawowego bramkarza. Wobec fiaska, między słupkami stoi Neto, który na Letzigrund spisał się przyzwoicie. Z tercetu defensorów zastrzeżeń nie można mieć tylko do Gonzalo Rodrigueza, który nie dość, że niezrównany w grze powietrznej, to jeszcze kapitalnie wprowadza piłkę do gry - czego najlepszym zresztą przykładem asysta przy golu Juana Cuadrado. Facundo Roncaglia wygrał walkę o miejsce w podstawie z Tomoviciem i prezentował się całkiem nieźle. Na swoje konto zapisze jednak bramkę dla Grasshoppers, gdyż to właśnie on zgubił krycie. Savić zaś miał spore problemy z lewej strony i beznadziejnie wyprowadzał piłkę. Grający przed linią obrony Ambrosini nie był zbyt widoczny, gdy Viola operowała piłką i skupiał się głównie na asekuracji tercetu obrońców. Szczególnie, że nie raz spóźniony z powrotem był Juan Cuadrado. Nie sposób jednak czepiać się Kolumbijczyka. Strzelił pięknego gola i raz po raz stwarzał zagrożenie z prawej strony. Cuadrado dużo pewniej czuje się mając mniej zadań defensywnych, grając na boku ataku 4-3-3. Dzięki obecności Ambrosiniego, niefrasobliwość w obronie zostanie puszczona w niepamięć, na długo jednak z pewnością zapamiętają go rywale grający po tej samej stronie boiska. Z pewnością wart odnotowania jest również fakt, iż po raz pierwszy w oficjalnym meczu zagrał ze sobą duet napastników mający stanowić o sile Fiorentiny - Giuseppe Rossi i Mario Gómez. Niemiec powoli adaptuje się do stylu gry zespołu. W czwartek widać było, że jest bardzo skoncentrowany i zależy mu na trafieniu do siatki. Pepito kilkukrotnie szukał swojego partnera z napadu. W końcu to dwójkowa akcja tego tandemu przyniosła gola na 2:0. 

Ostatnią kwestią, którą chciałem poruszyć jest sytuacja Adema Ljajicia, który wciąż nie przedłużył swojego kontraktu z Fiorentiną. Przeciwko Grasshoppers Serb pojawił się w 66' gry, zmieniając Pepito Rossiego. Wciąż nieznana jest jego przyszłość. Na rozwój sytuacji czeka Milan. Ostatnio media donoszą, że - wobec ewentualnej sprzedaży Erika Lameli - do grona zainteresowanych pozyskaniem bałkańskiego fantasisty dołączyła Roma. Sytuacja wydaje się coraz bardziej napięta. Ljajić został wygwizdany przez fanów Violi podczas prezentacji drużyny a w Zurychu - gdy po meczu cała drużyna poszła pod trybunę gości podziękować za doping - Serb udał się prosto do szatni. 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Adem Ljajić: #22 fioletowa czy czerwono-czarna?

Dość niespodziewanie powrócił temat transferu Adema Ljajicia do Milanu, o czym przedwczoraj poinformowały włoskie media. Sytuacja Serba nie jest jasna - obecny kontrakt wiąże go z Fiorentiną jeszcze przez jeden sezon i toskański klub, chcąc uniknąć powtórki z casusu Riccardo Montolivo, musi interweniować. Prolongować lub sprzedać, zachwycającego w rundzie wiosennej, fantasistę. Sam zawodnik, mając mocną kartę przetargową w postaci bardzo udanego półrocza, oczekuje dwukrotnej podwyżki.

Milan ostrzył sobie zęby na serbskiego napastnika na początku lipca. Wówczas wydawało się, że policzone są dni Robinho. Przyjście Ljajicia miało być powiązane z odejściem Brazylijczyka i fiasko rozmów z Santosem zdawał się przekreślić szansę na deal. Binho z brazylijskim klubem się nie dogadał a Galliani przedłużył z nim umowę o kolejne dwa lata. Włoskie media zapowiadały istną idyllę. Robinho miał ciężko pracować i wracać do formy z pierwszego sezonu w barwach Rossonerich. Strzelił gola na treningu, strzelił gola Valencii. A że zmarnował po drodze dwa karne - kto by się tam przejmował. Ironizuję nie bez przyczyny. Nie trzeba być wielkim specem, żeby stwierdzić jasno, że opieranie ataku o Robinho, dołującego z każdym sezonem coraz bardziej, jest pomysłem z góry skazanym na porażkę. Poza tym Brazylijczyk dalej zarabiał dużo, bo jego apanaże zostały zmniejszone z 4 milionów euro do 3. Jeśli ktoś oglądał mecze Milanu, musiał widzieć, że Robinho w Milanie jest zwyczajnie zbędny. Tym bardziej dziwi prolongowanie z nim umowy, gdy pojawiła się opcja wymienienia go na perspektywicznego zawodnika w wysokiej formie, pasującego do nowej filozofii klubu, sprawdzonego już w Serie A i, dzięki szczególnej sytuacji kontraktowej, w finansowym zasięgu Rossonerich. Przecież gdyby umowa obowiązująca jeszcze tylko rok, Fiorentina pewnie mogłaby wyceniać Ljajicia nie na 10, ale na 20 milionów euro a od ewentualnego kupca żądać kwoty 30-35 milionów. Galliani jednak, wbrew logice, potwierdził Robinho. Ten jednak doznał urazu we, wspomnianym już, starciu z Valencią i pojawiła się potrzeba znalezienia zastępcy. Milan bowiem w sierpniu zagra najważniejszy dwumecz sezonu. Dwumecz ostatniej rundy eliminacji do Champions League. Dwumecz o finansowe być lub nie być w elicie. "Brak kwalifikacji byłby dla naszych finansów, jak spadek do Serie B" - w ten sposób sprawę stawiał dyrektor organizacyjny, Umberto Gandini.

Karuzela ruszyła w godzinach przedpołudniowych. Adriano Galliani, wylatujący z Milanem do Stanów Zjednoczonych na tournée, miał dzwonić do dyrektora sportowego Fiorentiny, Daniele Pradè z oficjalną ofertą. Po godzinie 11 strona toskańska potwierdziła tę informację: Galliani dzwonił i złożył oficjalną ofertę. Kwota: 8 milionów euro + bonusy. Fiorentina za, mającego kontrakt ważny jeszcze przez rok, Serba oczekuje kwoty w wysokości 12 milionów. Milan zgłosił się dziś po Ljajicia nieprzypadkowo. Bowiem to właśnie na dziś planowane było kolejne spotkanie włodarzy klubu z zawodnikiem, mające wyjaśnić jego przyszłość. Do tej pory media donosiły o braku porozumienia ws. wysokości klauzuli odstępnego, która miałaby się znaleźć w kontrakcie napastnika. Po każdym kolejnym spotkaniu klub ogłaszał, że zawodnik wyraża chęć pozostania, po czym media donosiły o smutnym i zasępionym Serbie na treningach. I tak w koło Macieju. Wczoraj piłkarz spotkał się z samym prezesem, Andreą Della Valle. Nie wniosło to jednak nic nowego. Prezes Della Valle swoje ("Rozmawiałem z nim (Ljajiciem - przyp. TK). Był pogodny i wyraził swoją chęć pozostania w klubie") a media swoje ("Nerwowy, więc i niezbyt pogodny - tak Ljajić wygląda w ostatnich dniach na zgrupowaniu"). Prezes potwierdził ofertę i poinformował o jej odrzuceniu, uznając ją za zbyt niską. Włoskie media informują jednak, że Milan i Fiorentina powinny znaleźć porozumienie gdzieś w połowie drogi, przy kwocie ok. 10 milionów euro. Dodatkowym smaczkiem, który wychwycili dziennikarze z Półwyspu Apenińskiego jest fakt, że Giuseppe Rossi zaprezentował swoją nową oficjalną stronę internetową, której adres to...  www.gr22.it. Numer #22 towarzyszył Pepito w Villarreal i drużynie narodowej. We Florencji nosi go jednak - a jakże - Adem Ljajić. Jakby tego było mało numer ten w Milanie pozostaje wolny. Przypadek?