Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allegri Massimiliano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allegri Massimiliano. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2014

ALLEGRI: "CECHY POMOCNIKÓW W TRZYOSOBOWEJ LINII POMOCY" (1)

Massimiliano Allegri niewątpliwie jest trenerem, który wzbudza wiele emocji. Szczególnie wśród sympatyków Milanu, którzy często zarzucają mu zbyt zachowawcze nastawienie, prowincjonalną mentalność i brak charakteru. Z drugiej strony Allegri ma na swoim koncie mistrzostwo, wicemistrzostwo Włoch oraz zajęte 3. miejsce w sezonie, w którym zarząd rozmontował mu szkielet zespołu. O pochodzącym z Livorno szkoleniowcu pochlebnie wypowiadają się również najważniejsi włoscy trenerzy ostatnich lat z Fabio Capello, Cesare Prandellim i Marcello Lippim na czele. Po cichu mówi się, że Allegri miałby objąć stanowisko selekcjonera po Mistrzostwach Świata w Brazylii. Jaka jest zatem prawda o obecnym opiekunie Milanu: prowincjonalny rzemieślnik czy czołowy włoski fachowiec umiejący pracować w każdych warunkach? Kluczem do tego może być lepsze poznanie filozofii gry Massimiliano Allegriego. Dlatego też oddaję w ręce czytelników tłumaczenie pracy dyplomowej w/w ze szkoły trenerskiej w Coverciano, które w języku włoskim dostępne jest na stronie sektora technicznego włoskiej federacji. Ze względu na to, że blog z gumy nie jest, dzielę tłumaczenie na części. Poniżej część pierwsza.

Massimiliano Allegri - pierwszy z prawej (fot. flckr.com)


1. WPROWADZENIE

We współczesnym futbolu używa się wielu różnych systemów gry, biorąc pod uwagę cechy fizyczne, techniczne oraz mentalne piłkarzy, których trener ma do dyspozycji.
Pokażę kilka systemów opartych o rolę pomocników, lecz nie będę się rozwlekał nad tymi, stosowanymi w zależności od charakterystyk przeciwnika. Zajęłoby to bowiem zbyt dużo miejsca oraz odwiodłoby od zadania, które sobie postawiłem.
Ostatnio zakończony sezon piłkarski (2004/05) był moim drugim doświadczeniem w roli trenera. Musiałem zmierzyć się z problemem dotyczącym wyboru systemu gry, nie znając cech poszczególnych zawodników, których klub – SPAL – oddał do mojej dyspozycji. Do zespołu dołączyłem bowiem zaledwie dzień przed wyjazdem na zgrupowanie. Musiałem zatem poświęcić trochę czasu, by wybrać system gry, który będę stosował, by jak najlepiej wykorzystać umiejętności poszczególnych graczy. Początkowo myślałem o zastosowaniu 4-4-2: systemu, który zapewnia przynajmniej dobrą organizację gry obronnej. Później, z powodu wąskiej kadry oraz różnych kontuzji, przeszedłem do stosowania 4-3-3 (patrz Fig.1 poniżej)

Fig. 1


Pierwsze osiem spotkań rozegraliśmy stosując ten system. Następnie zmieniłem ustawienie pomocników: zamiast grać nisko ustawionym rozgrywającym nr 4 (patrz Fig. 1), odwróciłem trójkąt w środku pola i ustawiłem zespół z dwoma środkowymi pomocnikami i wysuniętym rozgrywającym (patrz Fig. 2), utrzymując zawsze dwóch bocznych i jednego środkowego gracza w ataku oraz czwórkę defensorów:

Fig. 2


2. CECHY POMOCNIKÓW

Kolejno: piłka, zawodnik, przeciwnik, ruch piłki, ruch zawodnika bez piłki, prowadzenie piłki, kolejność podań


Cechy taktyczne oraz techniczne trójki pomocników muszą być różne w zależności od tego, czy wybiera się grę z pomocnikiem nr 4 ustawionym przed linią obrony i dwójką środkowych nr 8 i nr 10 (Fig. 1) lub z dwójką środkowych nr 8 i nr 4 przed czwórką obrońców oraz trequartistą przed dwójką środkowych pomocników (Fig. 2).
Zacznę od omówienia cech poszczególnych zawodników (pomocników), by przejść później do przedstawienia wad i zalet, które napotyka się, gdy drużyna jest lub nie jest w posiadaniu piłki.

2.1 Trójkąt z wierzchołkiem ustawionym nisko

Zobaczmy, jakie cechy muszą posiadać zawodnicy, gdy drużyna gra z nisko ustawionym wierzchołkiem.

Fig. 3

Idealny pomocnik grający przed linią obrony (nr 4, "reżyser") powinien przedewszystkim cechować się:
  • wielką charyzmą, by jak najlepiej dowodzić dwójką środkowych pomocników nr 8 i nr 4 oraz trójką graczy w ataku nr 7, nr 9 i nr 11, gdy drużyna nie jest w posiadaniu piłki
Przykład:
Gdy przeciwnik rozpoczyna budowanie akcji, "reżyser" (nr 4) musi decydować o momencie wyjścia bocznych napastników (nr 7 i nr 11) oraz dwójki środkowych pomocników (nr 8 i nr 10) skracając pole gry poprzez wyjście do przodu; w tym samym czasie nr 9 odcina drogę podania od D do C.

Fig. 4


Ważne: gdy nasza drużyna kończy akcję, cofnięty "reżyser" ma za zadanie natychmiast przywołać dwójkę pomocników oraz tercet napastników do zajęcia właściwych pozycji, by móc zorganizować odbiór piłki.

W przypadku, gdy trzej napastnicy zostają wykluczeni z fazy odbioru piłki, zachowanie trójki pomocników i czwórki obrońców powinno być następujące:
  1. nie dać się minąć, lecz spowalniać akcję przeciwnika cofając się
  2. Nr 8 podchodzi pod 3, nr 4 zajmuje miejsce nr 8 a nr 10, obniżając swoje położenie, przesuwa się w kierunku środka
Fig. 5

W sytuacji, w której trzeba bronić się sześcioma zawodnikami przeciwko akcji prowadzonej środkiem, należy:
  1. nie dać się minąć, lecz spowalniać akcję przeciwnika
  2. "reżyser" nr 4 stara się ograniczyć czas i miejsce zawodnikowi z piłką A oraz przywołując nr 8, by ten dał mu wsparcie i asekurował go, gdy kwartet obrońców z tyłu pozostaje ustawiony wąsko:
Fig. 6


"Reżyser" (nr 4) powinien ponadto charakteryzować się:
  • dobrą techniką, by móc regulować tempo gry
  • świetnym wyczuciem pozycji (zmysłem taktycznym), by móc zawsze pokazywać się do gry i być punktem odniesienia dla kolegów z zespołu
  • świetnym długim i celnym podaniem zarówno by móc natychmiastowo przeprowadzić zespół z fazy defensywnej do ofensywy (kontratak), jak i po to, by móc zmienić stronę gry poprzez przerzut na drugie skrzydło, gdy zespół jest naciskany w ataku pozycyjnym
Musi również potrafić zagrać prostopadłą piłkę i nie może nigdy tracić pozycji poprzez złe ustawienie, gdyż w fazie defensywnej może on ubezpieczać czwórkę defensorów, próbując zatrzymać zagrania przeciwnika (przechwyt podań).

Fig. 7

Ogromny zmysł taktyczny wydaje się zatem kluczowy dla zawodnika pełniącego tę rolę. Jego wejścia ofensywne podczas meczów będą rzadkie i dobrze przemyślane. Wszystko to, by nie pozostawiać środkowej strefy boiska niezabezpieczonej. Musi on zapewnić równowagę drużynie w najbardziej newralgicznej części boiska.

W odróżnieniu od "reżysera", dwójka środkowych pomocników (nr 8 i nr 10) musi charakteryzować się wybieganiem i dobrą kondycją. Głównie dlatego, że gdy zespół gra z jednym środkowym napastnikiem i dwoma bocznymi, wymaga się od środkowych pomocników częstych wejść ofensywnych bez piłki.
Wejścia ofensywne w różnych wariantach gry w ataku są kluczowe dla wypracowania sobie okazji do strzału z dystansu lub dla zakończenia akcji za pomocą ewentualnych zagrań kombinacyjnych skonstruowanych po drugiej stronie boiska (np. Dośrodkowanie).

Zazwyczaj jeden tej dwójki (przyjęło się, że jest to nr 10) musi cechować się:
  • umiejętnością stworzenia przewagi liczebnej za pomocą dryblingu
  • umiejętnością tzw. ostatniego podania
  • dobrym strzałem z dystansu
  • umiejętnością zagrania prostopadłej piłki tak, by uruchomić któregoś z trójki napastników
W odróżnieniu od nr 10, nr 8 musi cechować się:
  • lepszymi umiejętnościami taktycznymi
  • w większym stopniu pomagać kolegom z formacji
  • więcej pracować, gdy drużyna nie jest w posiadaniu piłki
  • pomagać "reżyserowi" (nr 4) w zapewnieniu równowagi w środku pola i w odbiorze piłki

Nawet jeśli nr 8 technicznie nie jest tak zaawansowany jak nr 10, musi umieć podłączyć się do akcji ofensywnej, by ewentualnie zakończyć akcję (strzał z dystansu). Nr 8 musi również być silny fizycznie oraz dobrze grać głową, by móc wygrywać pojedynki powietrzne.

(...)

niedziela, 15 września 2013

SERIE A: TORINO 2-2 MILAN

Sobotni mecz na stadionie olimpijskim w Turynie był konfrontacją wyczekiwaną. Oczywiście, o godzinie 18 rozgrywane były Derby d'Italia na mediolańskim San Siro, lecz na deser powtórnie w barwach Milanu zagrać miał Kakà. Transfer last-minute, ostatni puzzel w układance, która układała się w obraz drużyny Massimiliano Allegrego w zmienionym systemie gry na 4-3-1-2 z Brazylijczykiem w roli "10" za plecami dwóch napastników. Milan na brak trequartisty cierpiał odkąd Kakà odszedł do Madrytu i teraz oto miał tryumfalnie wrócić do domu a Rossoneri mieli nawiązać do czasów, gdy święcili tryumfy. Tak się nie stało.

Słówko jednak o Torino. Nestor wśród włoskich trenerów, Giampiero Ventura, od sezonu 2013/14 zaproponował bowiem nowe ustawienie swojego zespołu w związku z odejściem dotychczasowego kapitana, reprezentanta Italii, Angelo Ogbonny. Torino porzuciło 4-4-2 (lub 4-2-4 jak, nie wiedzieć czemu, rozpisywali to włoscy dziennikarze) i przeszło na grę trójką obrońców. W bramce zagrał zatem Padelli, w obronie tercet Glik - Bovo - Moretti. Po bokach grali Darmian i D'Ambrosio - do niedawna po prostu boczni obrońcy, dziś wahadłowi - w środku pomocy Brighi, Vives i, wypożyczony z Napoli, Omar El Kaddouri a w ataku Ventura postawił na wychowanka Juventusu, Ciro Immobile oraz Alessio Cerciego - największą obecnie gwiazdę Toro.

Allegri zmagać się musiał z plagą kontuzji, szczególne problemy mając ze skompletowaniem formacji obronnej. Operację przeszedł bowiem De Sciglio a kontuzjowani są również Bonera (od dłuższego czasu), Silvestre oraz Abate. Ponadto toskański trener znów na ławce posadził Andreę Polego (będącego chyba w najwyższej, obok De Jonga, dyspozycji z pomocników Milanu) oraz Alessandro Matriego. Z powodu kontuzji wypadł również El Shaarawy, więc w podstawie wyszedł Robinho. Całość prezentowała się następująco: Abbiati; Zaccardo, Zapata, Mexes, Emanuelson; Montolivo, De Jong, Muntari; Kakà; Robinho, Balotelli.

Milan zagrał dramatycznie źle. Po występach z Cagliari i PSV wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że drużyna wskakuje na właściwe tory a do tego przybycie Kaki wniosło nowe pokłady entuzjazmu. Tymczasem na Olimpico Rossoneri powtórzyli wszystkie błędy z Werony. Znów byli ospali, znów ślamazarni. Trudno napisać o grze gości cokolwiek nowego. To po raz kolejny był Milan jaki pamiętamy z poprzedniego sezonu, z wielu meczów jeszcze poprzedniego a nawet z końcówki kadencji Carlo Ancelottiego. Milan, który zdaje się wychodzić na boisko za karę, grający na stojąco. Jak zagrał Kakà, który miał wnieść nową jakość? Cóż, jeśli ktokolwiek liczył na to, że cztery lata w Madrycie podziałały na Brazylijczyka jak zimowy sen, jak hibernacja i zawodnik wróci taki, jakiego go pamiętamy z czasów przed odejściem, to właściwie się nie pomylił. Nie oznacza to jednak, że rozegrał on olśniewające zawody - wręcz przeciwnie. Mówiąc o Kace pamięta się gracza, który właściwie w pojedynkę zatargał Milan do ateńskiego finału Champions League, lecz mało kto pamięta, że po roku 2007 spędził on w Mediolanie jeszcze dwa lata i że przez ten czas grał właśnie tak, jak w sobotę. Wrócił "stary Kakà"? Owszem, ten z 2008 roku - stłamszony, mało dynamiczny, niegroźny i mający problemy ze zdrowiem. Mecz z Torino zakończył w 70', gdy zmienił go Birsa.

Krótko też o Mario Balotellim. Czarnoskóry snajper znów pokazał swoje gorsze oblicze. Zagrał słaby mecz, zmarnował dwie wyśmienite okazje i po raz kolejny bardziej niż na grze w piłkę skupiał się na walce wręcz z obrońcami, szukaniem fauli, dyskusją z arbitrem. Przykro się to ogląda. Na szczęście nie ma w zwyczaju marnować rzutów karnych i zdołał ustalić wynik w 97' na 2-2.

O innych antybohaterach w szeregach Milanu chyba nie ma sensu pisać. Nikt bowiem nie spodziewał się, że Zaccardo (gol D'Ambrosio na jego konto) jest w stanie zagrać na wysokim poziomie. Robinho przecież już od kilkunastu miesięcy udowadnia, że do grania w piłkę na wysokim poziomie nijak się nie nadaje i nie zmieniają tego gole na treningach z początku przygotowań. Dość jasne jest też, że Zapata przez pół poprzedniego sezonu szukał formy, by przez wakacje gdzieś ją zgubić. Warto by było napisać coś o pozytywach. Bardzo dobrą zmianę - już po raz drugi - dał Alessandro Matri. Widać było, że bardzo się starał, szukał wolnych przestrzeni (wychodzi na to, że sporo racji miał pewien sympatyk Juve, który twierdził, że jest to napastnik z najlepszym wyjściem na pozycję w kadrze Bianconerich) oraz dwukrotnie otwierał Balotellemu drogę do bramki Padellego. Nie po raz pierwszy również dobrze spisał się Andrea Poli. Gol w Weronie, gol z PSV, do tego duża ruchliwość i chęć do gry. Gdyby każdy z pomocników Milanu grał tak, jak były zawodnik Sampdorii, może pomysły Allegriego na środkową linię złożoną z box-to-boxów miałby jakiś sens. Pod koniec meczu to właśnie on wykorzystał błąd Pasquale i dał Rossonerim karnego na wagę punktu.

Zaskoczyła mnie postawa Torino. Nie sądziłem, że ten zespół pod wodzą Ventury jest w stanie zagrać tak odważnie, tak widowiskowo i tak ofensywnie, jak w sobotę. Granatę kojarzyłem raczej z murowaniem środka i długimi podaniami do wybiegających skrzydłowych (wówczas Cerciego i Santany) oraz napastników. Tymczasem Toro piłkarsko było drużyną od Milanu lepszą. Grali szybciej, grali dokładniej, no i mieli w swoich szeregach fenomenalnego Alessio Cerciego. Na koncie asysta oraz gol a do tego masa wygranych pojedynków 1 na 1 i rajdów. Definitywnie najlepszy na boisku, man of the match. Jeśli kiedykolwiek miałem (a miałem!) wątpliwości co do klasy wychowanka Romy, po tym meczu zostały one rozwiane. Cerci to absolutnie fuoriclasse, gracz którego nie wstyd pokazać na arenie międzynarodowej. Coraz lepiej wygląda też jego partner z ataku, Ciro Immobile. Poprzedni sezon spisany na straty w Genoi. W sobotę asystował Cerciemu, ale również sam stanowił zagrożenie. Może jednak talent byłego reprezentanta włoskiej młodzieżówki nie pójdzie na zmarnowanie i Torino będzie portem, w którym zakotwiczy na dłużej, odbudowując się piłkarsko. Oby, tego mu należy życzyć.

Graczem, który jednak najmilej mnie zaskoczył był Omar El Kaddouri. Swego czasu było o nim dość głośno. Kolejni dziennikarze zachwycali się talentem młodego ofensywnego pomocnika, grającego wówczas w Serie B w barwach Brescii. Ba, pod swoje skrzydła wziął go nawet Mino Raiola, który umieścił go później w Napoli. Pod Wezuwiuszem młody Marokańczyk nie mógł jednak liczyć na regularne występy i władze Azzurrich zdecydowały się wysłać go na wypożyczenie. Tak trafił do Torino. Słyszałem oczywiście, że to świetnie wyszkolony technicznie zawodnik, że ma potencjał. Nie sądziłem jednak, że jest on w stanie zagrać tak dojrzałe pod względem taktycznym zawody, że tak dobrze radzi sobie w defensywie. Jeśli Ventura będzie dalej nad nim pracował i rozwijał go w tym kierunku, może pomóc mu się stać naprawdę bardzo dobrym (i kompletnym) pomocnikiem.

Torino może mieć pretensje do samych siebie, że tego meczu nie udało im się wygrać. Mieli rozbity Milan na tacy, mieli wynik 2-0. Wystarczyło to dowieźć do końca. Tymczasem Ventura ściągnął lidera, Cerciego a Rossoneri za punkt mogą dziękować niebiosom. Najpierw kuriozalny gol Muntariego, później rzut karny wykorzystany przez Balotellego. Złośliwi pewnie powiedzą, że znów arbiter ciągnie mediolańczyków za uszy, lecz - czy się to podoba czy nie - Pasquale faulował Polego. Ironiczne "rigore per il Milan" nie ma więc żadnego uzasadnienia. Choć we Florencji pewnie usłyszą Państwo coś innego.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

SERIE A: HELLAS 2:1 MILAN

Sezon 2013/14 inaugurowało spotkanie w Weronie. Na Stadio Bentegodi, wracające po jedenastu sezonach rozegranych w niższych ligach, Hellas podejmowało Milan, który walczy o awans do fazy grupowej Champions League. Chyba nikt z kibiców Rossonerich nie oczekiwał łatwej przeprawy w pierwszym meczu po powrocie podopiecznych Andrei Mandorliniego do Serie A, lecz porażka w tak fatalnym stylu pozostaje zaskoczeniem.

Najgorzej zaprezentowała się druga linia, złożona z Włochów. Allegri zdecydował się pozostawić na ławce Nigela De Jonga, który w tygodniu zmagał się z problemami zdrowotnymi. Szansę od pierwszych minut dostał zatem Andrea Poli, w środku (gdzie wcześniej grał De Jong) wyszedł Riccardo Montolivo, jako lewy półskrzydłowy - Antonio Nocerino. Gdy to Milan był przy piłce (czyli przez większość spotkania), środkowa formacja grała zbyt wolno, zbyt schematycznie i zbyt ślamazarnie. Nie była w stanie zagrozić, nisko ustawionemu w obronie, Hellas. Początkowo nieźle prezentował się Poli, który kilkukrotnie próbował wchodzić w pole karne po rozegraniu piłki z Balotellim. Jedna z tych akcji zakończyła się golem w 14'. Później było już jednak gorzej i były pomocnik Sampdorii dostosował się do poziomu swoich kolegów. Ci grali jeszcze gorzej. Antonio Nocerino był kompletnie niewidoczny. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to zawodnik, który przy próbie dryblingu stosuje zapaśnicze chwyty, może to i lepiej. Niestety rola "pomocnika-widmo" odbijała się czkawką, gdy z kontrą wychodzili podopieczni Mandorliniego. Nocerino spóźniał się z asekuracją.

Błędy w asekuracji były dla Milanu szczególnie dotkliwe, gdyż bardzo wysoko ustawiali się boczni obrońcy. Wobec mizerii w środku, piłkarze Allegriego wykorzystywali boki do atakowania. Niewiele dobrego można napisać jednak na temat ofensywnych poczynań dwójki bocznych defensorów Rossonerich.  Kevina Constanta oraz Ignazio Abate. Pierwszy, rzadziej wykorzystywany, nie był żadnym zagrożeniem - żadne z jego trzech dośrodkowań nie było celne. W tzw. "attacking third", czyli tej jednej trzeciej boiska, która położona jest najdalej od własnej bramki, miał ledwie cztery podania, z czego połowa niecelna. Constant zagrywał głównie do tyłu lub do boku. Gdy kilkukrotnie zmieniał kierunek podań i decydował się zagrać do przodu, robił to niecelnie. Jeszcze więcej pretensji mam do Abate, który jest przecież obrońcą aspirującym do gry w wyjściowym składzie reprezentacji Włoch. To właśnie Ignazio był zawodnikiem, przez którego przechodziła większość akcji ofensywnych Milanu. Do tego, że nie potrafi dośrodkowywać, niestety mnie już przyzwyczaił. Przeciwko Hellas futbolówkę wrzucał dziewięciokrotnie - ani razu celnie.

Osobny akapit warto poświęcić stałym fragmentom gry. Wątpię, by znalazła się osoba potrafiąca wytłumaczyć mi, jakim cudem Allegri pracując z drużyną czwarty sezon nie potrafi opracować żadnych schematów. Milan nie potrafi wykorzystać rzutów rożnych a jedynym schematem na rozegranie rzutu wolnego jest Mario Balotelli, który huknie ze stojącej piłki. Najgorsze jest jednak to, że Rossoneri fatalnie prezentują się również gdy idzie o bronienie. To po golu Luki Toniego, który padł po rzucie rożnym, Hellas złapało wiatr w żagle. Co w tej sytuacji robili Zapata z Mexesem? To pozostanie chyba ich słodką tajemnicą. Kolumbijczyk zawalił zresztą krycie Toniego również w drugiej połowie i ex-napastnik m.in. Bayernu dopisał sobie kolejną bramkę na konto, gdy znakomicie, na nos, futbolówkę dorzucił mu Janković. Mastini - czyli mastify - w drugiej połowie zresztą znakomicie wykorzystywali fakt, że Milan musiał się odkryć i dramatycznie źle asekurował biegających wysoko bocznych obrońców. Im dłużej trwał mecz, to bym bardziej pachniało golem dla gospodarzy. Mandorlini miał w swoich szeregach graczy idealnych do tego typu gry - świetnie dysponowanego Raphaela Martinho czy też - znanego z Fiorentiny - Romulo. Udany powrót Hellas do Serie A. Milan do poprawki.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Kompromitacja Milanu w Eindhoven

Dwumecz z PSV to prawdopodobnie dwa najważniejsze mecze sezonu dla Milanu. Dwumecz, który zadecyduje czy Rossoneri wejdą do fazy grupowej Champions League. Zadecyduje o finansach. Milan nie jest w stanie pozwolić sobie na niezainkasowanie pieniędzy od UEFA. Umberto Gandini jasno powiedział niedawno - dla klubu takiego jak Milan (którego funkcjonowanie kosztuje) brak awansu do Champions League jest jak spadek do drugiej ligi. Po pierwszym meczu wynik rywalizacji brzmi 1:1. Podopieczni Massimiliano Allegriego w Holandii zaprezentowali się jednak kompromitująco słabo na tle niżej notowanego rywala, którego kadra składa się w dużej mierze z nastolatków.

Poniżej dwudziestu dwóch wybranków Philipa Cocu oraz Allegriego, czyli oficjalne składy wyjściowe PSV i Milanu.


PSV (4-3-3) Zoet; Brenet, Bruma, Rekik, Willems; Wijnaldum, Schaars, Maher; Park Ji-Sung, Matavz, Depay.

MILAN (4-3-3) Abbiati; Abate, Mexes, Zapata, Emanuelson; Montolivo, de Jong, Muntari; Boateng, Balotelli, El Shaarawy.

Allegri to (tylko lub aż) niezły trener. Gdy coś nie idzie, szuka, próbuje przestawiać klocki. Ma jednak jedną wadę - często włącza mu się tryb dywersanta. Podejmuje wówczas decyzje sprzeczne z jakąkolwiek logiką i nic nie jest w stanie go od tego odwieźć. Całą masę przykładów można przytoczyć, biorąc pod lupę ubiegły sezon. Emanuelson najlepszy w pre-seasonie - posadzony na ławie. Boateng w beznadziejnej dyspozycji - podstawa co mecz, przecież w końcu się odblokuje. Tragiczny Nocerino - podstawa. Bojan nie radzi sobie jako środkowy napastnik - Allegri z uporem maniaka wpuszcza go z ławki na "9". Niestety, sympatyczny szkoleniowiec przed najważniejszym meczem sezonu po raz kolejny odpalił swoje petardy. Przez kilka miesięcy podnoszono w Milanie kwestię braku jakości środkowej linii ze względu na brak dobrze wyszkolonych technicznie zawodników. Sprowadzony zostaje Andrea Poli, który - jak można było przypuszczać - bije na głowę resztę drewnianej hałastry formacji środka pola. W pre-seasonie prezentuje się nieźle, od czasu do czasu zabłyśnie efektownym dryblingiem. Cóż tam, kto by na to patrzył - w podstawie na PSV wychodzi Sulley Muntari, który - pomijając fakt, że prędzej urwie komuś nogę niż zagra trzy celne podania z rzędu - przez ostatni miesiąc głównie trenował indywidualnie ze względu na Ramadan. Wydawało się też, że Allegri sam sobie ulepił solidnego i pewnego lewego obrońcę z pomocnika, Kevina Constanta. Gwinejczyk prezentował się z reguły nieźle a w pierwszej części sezonu nawet bardzo dobrze. Logicznym by się wydawało - pod nieobecność De Sciglio - wystawić tam takiego gościa? Nie znają Państwo, widać, Allegriego. Wiadomo wszakże, że rozsądniej postawić tam na Urbiego Emanuelsona, człowieka-łatę, który na lewej obronie kiedyś grał, owszem, lecz przesunięto go do przodu ze względu na popełniane w defensywie błędy. Gramy ważny mecz na wyjeździe przeciwko zespołowi, którego mocną stroną są ataki skrzydłami i wystawiamy tam zawodnika, który zagrał kilka meczów w sparingach na tej pozycji i który nie potrafi bronić? Dla Massimiliano Allegriego to brzmi jak plan!

Milan zagrał kompromitujący mecz. Piłkarze Rossonerich byli powolni, niedokładni i mało błyskotliwi. Nie potrafili operować piłką a gol Stephana El Shaarawiego był raczej prezentem ze strony holenderskiego zespołu niż efektem przemyślanej, efektownej akcji włoskiego klubu. Zupełnie inaczej zaprezentowali się gospodarze. Grali szybko, na jeden kontakt, wymieniali pozycje i często stwarzali sobie sytuacje strzeleckie. Dość powiedzieć, że na bramkę Abbiatiego uderzali 22 razy. W strzeleckim fachu ćwiczył się głównie Adam Maher, lecz i środkowi obrońcy PSV sobie nie żałowali.


Nie wiem, czy jest sens się pastwić indywidualnie nad każdym z osobna. Najbardziej martwi mnie chyba to, że Abbiati jest już na ostatniej prostej i nie wydaje się mieć szansy nawiązać do mistrzowskiego sezonu 2010/11. Doświadczony golkiper coraz częściej popełnia błędy i ma kłopoty z najprostszymi elementami bramkarskiego rzemiosła. Niestety to na jego konto należy zapisać gola Matavza. Tragiczny dziś był też Montolivo. Kompletnie bezużyteczny. W ofensywie nic, zero. Obawiam się, że przesunięcie go bliżej bramki rywala i obarczenie większą ilością zadań ofensywnych boleśnie obnaży jego braki. Trudno mi powiedzieć, czy Riccardo ma trudny okres czy też to inna pozycja ma wpływ na drastyczne obniżenie jego formy, ale faktem jest, że katastrofalnie prezentował się już w lipcu, gdy grał z reprezentacją w Pucharze Konfederacji.


Że Milan to PSV na San Siro odprawi, jestem pewien. Ale co dalej? Ta drużyna ma jeden duży problem, którego nie potrafi rozwiązać od dawna - słabo gra w piłkę. Powraca zatem pytanie kluczowe, o posadę Massimiliano Allegriego. Berlusconi chciał zwolnić go już tego lata. Ostatecznie Galliani nakłonił go do zmiany zdania, lecz z trenerem nie przedłużono kontraktu, co - jak sugerowano - miało być następstwem jego pozostania. W kościach czuję, że latem 2014 roku może dać o sobie znać miłość Berlusconiego do van Bastena.