Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poli Andrea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poli Andrea. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2013

SQUADRA AZZURRA: POWOŁANIA NA PAŹDZIERNIKOWE MECZE

Ostatnio dużo się działo. Roma rozniosła Inter na jego terenie 3-0, Milan po raz kolejny zagrał kompromitująco i uległ Juventusowi w Turynie 2-3 a na Stadio Ennio Terdini w Parmie swój dzień miał Antonio Cassano, który przeciwko Sassuolo dwukrotnie asystował przy golach kolegów i raz sam wpisał się na listę strzelców. Wcześniej mieliśmy również 2. kolejkę Champions League i wpadki włoskich drużyn - remisy Juventusu i Milanu z niżej notowanymi rywalami (Galatasaray oraz Ajaxem) a także porażkę Napoli na Emirates Stadium w Londynie. Niestety, moja doba nie jest z gumy. Obowiązki związane z uczelnią oraz pracą znacznie zmniejszyły częstotliwość wpisów na blogu, lecz nie spowodowały całkowitego zaniku publikowania. 

Nie sposób nie wspomnieć choćby słowem o październikowych meczach w ramach eliminacji do brazylijskiego Mondiale. Azzurri zmierzą się na wyjeździe z Danią (11 października), by następnie w Neapolu na stadionie im. św. Pawła podjąć reprezentację Armenii (15 października). Ze względu na to, że Squadra Azzurra zapewniła już sobie prawo udziału w Mistrzostwach Świata, mecze te będą okazją dla Prandellego do eksperymentów. Poniżej zamieszczam nazwiska powołanych przez selekcjonera.

PORTIERI
Gianluigi Buffon (Juventus), Federico Marchetti (Lazio), Salvatore Sirigu (PSG);

DIFENSORI
Ignazio Abate (Milan), Davide Astori (Cagliari), Federico Balzaretti (Roma), Leonardo Bonucci (Juventus), Lorenzo De Silvestri (Sampdoria), Manuel Pasqual (Fiorentina), Andrea Ranocchia (Inter)

CENTROCAMPISTI
Alberto Aquilani (Fiorentina), Antonio Candreva (Lazio), Daniele De Rossi (Roma), Alessandro Diamanti (Bologna), Alessandro Florenzi (Roma), Emanuele Giaccherini (Sunderland), Claudio Marchisio (Juventus), Riccardo Montolivo (Milan), Andrea Pirlo (Juventus), Andrea Poli (Milan), Thiago Motta (PSG), Marco Verratti (PSG);

ATTACANTI
Mario Balotelli (Milan), Alessio Cerci (Torino), Alberto Gilardino (Genoa), Lorenzo Insigne (Napoli), Pablo Daniel Osvaldo (Southampton), Giuseppe Rossi (Fiorentina).

Cesare Prandelli zdaje się robić przegląd kadr, szczególnie w obronie. Selekcjoner musi sobie radzić bez kontuzjowanego Mattii De Sciglio. W kadrze na Danię i Armenię nie znaleźli się również Luca Antonelli oraz - przede wszystkim - Giorgio Chiellini oraz Andrea Barzagli. Brak też Angelo Ogbonny, który w Juventusie jest zaledwie rezerwowym. Mamy dwa stosunkowo nowe nazwiska na lewej stronie. Piszę stosunkowo, gdyż obaj są zawodnikami doświadczonymi, którzy w La Nazionale już w przeszłości grywali. Pierwszym z tej dwójki jest Federico Balzaretti, którego forma cały czas idzie w górę i zdaje się stabilizować na wysokim poziomie. Prandelli dostrzegł również dobrą dyspozycję Manuela Pasquala, który kolejny rok jest filarem Fiorentiny. O ile lewi defensorzy gwarantują pewność, nie można już tego powiedzieć o środkowych. Znów w kadrze jest "wieczny talent" - Andrea Ranocchia. Inter pod wodzą Mazzarriego gra naprawdę dobry, uporządkowany futbol i trzeba oddać byłemu szkoleniowcowi Napoli, że ustabilizował sytuację, mocno rozchwianej za Stramaccioniego, defensywy. Ranocchii zdarzają się jednak nadal błędy tak kuriozalne, że gdy się to ogląda, nie sposób nie złapać się za głowę. To, co wyprawiał w meczu z Romą - absolutny kosmos.

Kilka zmian również w drugiej linii. Przede wszystkim wraca Alessandro Florenzi (Prandelli docenia świetny start Giallorossich jak widać) oraz Andrea Poli - chyba jedyny (może obok Nigela De Jonga) gracz Milanu, do którego nie można mieć pretensji. Ciekaw jestem, jak selekcjoner zagospodaruje Florenziego. Czy będzie go widział w roli środkowego pomocnika (osobiście wolę ten wariant), czy też może wykorzysta pomysł Rudiego Garcii, który w klubie wystawia go na boku ataku w systemie 4-3-3. Nie podejmuję się zabawy w zgadywanie, gdyż trudno mi powiedzieć, jaki pomysł na grę ma w głowie Prandelli. Ostatnimi czasy było to 4-3-2-1, które pozwalało Azzurrim neutralizować atuty rywala, lecz jednocześnie krępowało kreowanie gry.

W kontekście linii ataku najbardziej cieszy mnie powrót do La Nazionale Giuseppe Rossiego. Pepito do Florencji zawitał już zimą, lecz wzmocnił klub na boisku dopiero od tego sezonu. Początek ma bardzo dobry, jest absolutnym liderem Violi i jej najlepszym strzelcem. Rossi latem pozostawał nieco w cieniu transferu Mario Gómeza, lecz jeśli spojrzeć prawdzie w oczy - były napastnik Villarreal znaczy dla Fiorentiny o wiele więcej i byłby trudniejszy do zastąpienia.

Jeszcze niedawno był problem z obsadą ataku. Ostatnio wielu znakomitych atakujących wskoczyło na wysokie obroty. We Włoszech zrodziła się dyskusja na temat tego, czy nie warto by odkurzyć Francesco Tottiego, który jest kapitanem, motorem napędowym i najlepszym zawodnikiem lidera ligi. Prandelli Il Capitano nie powołał, ale zastrzegł, że jeśli w maju sytuacja nie ulegnie zmianie i dalej będzie wyglądała tak dobrze, nie będzie miał innego wyjścia - powoła Tottiego na Mistrzostwa Świata. Czego sobie i Państwu życzę, bo to fenomenalny piłkarz.

niedziela, 15 września 2013

SERIE A: TORINO 2-2 MILAN

Sobotni mecz na stadionie olimpijskim w Turynie był konfrontacją wyczekiwaną. Oczywiście, o godzinie 18 rozgrywane były Derby d'Italia na mediolańskim San Siro, lecz na deser powtórnie w barwach Milanu zagrać miał Kakà. Transfer last-minute, ostatni puzzel w układance, która układała się w obraz drużyny Massimiliano Allegrego w zmienionym systemie gry na 4-3-1-2 z Brazylijczykiem w roli "10" za plecami dwóch napastników. Milan na brak trequartisty cierpiał odkąd Kakà odszedł do Madrytu i teraz oto miał tryumfalnie wrócić do domu a Rossoneri mieli nawiązać do czasów, gdy święcili tryumfy. Tak się nie stało.

Słówko jednak o Torino. Nestor wśród włoskich trenerów, Giampiero Ventura, od sezonu 2013/14 zaproponował bowiem nowe ustawienie swojego zespołu w związku z odejściem dotychczasowego kapitana, reprezentanta Italii, Angelo Ogbonny. Torino porzuciło 4-4-2 (lub 4-2-4 jak, nie wiedzieć czemu, rozpisywali to włoscy dziennikarze) i przeszło na grę trójką obrońców. W bramce zagrał zatem Padelli, w obronie tercet Glik - Bovo - Moretti. Po bokach grali Darmian i D'Ambrosio - do niedawna po prostu boczni obrońcy, dziś wahadłowi - w środku pomocy Brighi, Vives i, wypożyczony z Napoli, Omar El Kaddouri a w ataku Ventura postawił na wychowanka Juventusu, Ciro Immobile oraz Alessio Cerciego - największą obecnie gwiazdę Toro.

Allegri zmagać się musiał z plagą kontuzji, szczególne problemy mając ze skompletowaniem formacji obronnej. Operację przeszedł bowiem De Sciglio a kontuzjowani są również Bonera (od dłuższego czasu), Silvestre oraz Abate. Ponadto toskański trener znów na ławce posadził Andreę Polego (będącego chyba w najwyższej, obok De Jonga, dyspozycji z pomocników Milanu) oraz Alessandro Matriego. Z powodu kontuzji wypadł również El Shaarawy, więc w podstawie wyszedł Robinho. Całość prezentowała się następująco: Abbiati; Zaccardo, Zapata, Mexes, Emanuelson; Montolivo, De Jong, Muntari; Kakà; Robinho, Balotelli.

Milan zagrał dramatycznie źle. Po występach z Cagliari i PSV wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że drużyna wskakuje na właściwe tory a do tego przybycie Kaki wniosło nowe pokłady entuzjazmu. Tymczasem na Olimpico Rossoneri powtórzyli wszystkie błędy z Werony. Znów byli ospali, znów ślamazarni. Trudno napisać o grze gości cokolwiek nowego. To po raz kolejny był Milan jaki pamiętamy z poprzedniego sezonu, z wielu meczów jeszcze poprzedniego a nawet z końcówki kadencji Carlo Ancelottiego. Milan, który zdaje się wychodzić na boisko za karę, grający na stojąco. Jak zagrał Kakà, który miał wnieść nową jakość? Cóż, jeśli ktokolwiek liczył na to, że cztery lata w Madrycie podziałały na Brazylijczyka jak zimowy sen, jak hibernacja i zawodnik wróci taki, jakiego go pamiętamy z czasów przed odejściem, to właściwie się nie pomylił. Nie oznacza to jednak, że rozegrał on olśniewające zawody - wręcz przeciwnie. Mówiąc o Kace pamięta się gracza, który właściwie w pojedynkę zatargał Milan do ateńskiego finału Champions League, lecz mało kto pamięta, że po roku 2007 spędził on w Mediolanie jeszcze dwa lata i że przez ten czas grał właśnie tak, jak w sobotę. Wrócił "stary Kakà"? Owszem, ten z 2008 roku - stłamszony, mało dynamiczny, niegroźny i mający problemy ze zdrowiem. Mecz z Torino zakończył w 70', gdy zmienił go Birsa.

Krótko też o Mario Balotellim. Czarnoskóry snajper znów pokazał swoje gorsze oblicze. Zagrał słaby mecz, zmarnował dwie wyśmienite okazje i po raz kolejny bardziej niż na grze w piłkę skupiał się na walce wręcz z obrońcami, szukaniem fauli, dyskusją z arbitrem. Przykro się to ogląda. Na szczęście nie ma w zwyczaju marnować rzutów karnych i zdołał ustalić wynik w 97' na 2-2.

O innych antybohaterach w szeregach Milanu chyba nie ma sensu pisać. Nikt bowiem nie spodziewał się, że Zaccardo (gol D'Ambrosio na jego konto) jest w stanie zagrać na wysokim poziomie. Robinho przecież już od kilkunastu miesięcy udowadnia, że do grania w piłkę na wysokim poziomie nijak się nie nadaje i nie zmieniają tego gole na treningach z początku przygotowań. Dość jasne jest też, że Zapata przez pół poprzedniego sezonu szukał formy, by przez wakacje gdzieś ją zgubić. Warto by było napisać coś o pozytywach. Bardzo dobrą zmianę - już po raz drugi - dał Alessandro Matri. Widać było, że bardzo się starał, szukał wolnych przestrzeni (wychodzi na to, że sporo racji miał pewien sympatyk Juve, który twierdził, że jest to napastnik z najlepszym wyjściem na pozycję w kadrze Bianconerich) oraz dwukrotnie otwierał Balotellemu drogę do bramki Padellego. Nie po raz pierwszy również dobrze spisał się Andrea Poli. Gol w Weronie, gol z PSV, do tego duża ruchliwość i chęć do gry. Gdyby każdy z pomocników Milanu grał tak, jak były zawodnik Sampdorii, może pomysły Allegriego na środkową linię złożoną z box-to-boxów miałby jakiś sens. Pod koniec meczu to właśnie on wykorzystał błąd Pasquale i dał Rossonerim karnego na wagę punktu.

Zaskoczyła mnie postawa Torino. Nie sądziłem, że ten zespół pod wodzą Ventury jest w stanie zagrać tak odważnie, tak widowiskowo i tak ofensywnie, jak w sobotę. Granatę kojarzyłem raczej z murowaniem środka i długimi podaniami do wybiegających skrzydłowych (wówczas Cerciego i Santany) oraz napastników. Tymczasem Toro piłkarsko było drużyną od Milanu lepszą. Grali szybciej, grali dokładniej, no i mieli w swoich szeregach fenomenalnego Alessio Cerciego. Na koncie asysta oraz gol a do tego masa wygranych pojedynków 1 na 1 i rajdów. Definitywnie najlepszy na boisku, man of the match. Jeśli kiedykolwiek miałem (a miałem!) wątpliwości co do klasy wychowanka Romy, po tym meczu zostały one rozwiane. Cerci to absolutnie fuoriclasse, gracz którego nie wstyd pokazać na arenie międzynarodowej. Coraz lepiej wygląda też jego partner z ataku, Ciro Immobile. Poprzedni sezon spisany na straty w Genoi. W sobotę asystował Cerciemu, ale również sam stanowił zagrożenie. Może jednak talent byłego reprezentanta włoskiej młodzieżówki nie pójdzie na zmarnowanie i Torino będzie portem, w którym zakotwiczy na dłużej, odbudowując się piłkarsko. Oby, tego mu należy życzyć.

Graczem, który jednak najmilej mnie zaskoczył był Omar El Kaddouri. Swego czasu było o nim dość głośno. Kolejni dziennikarze zachwycali się talentem młodego ofensywnego pomocnika, grającego wówczas w Serie B w barwach Brescii. Ba, pod swoje skrzydła wziął go nawet Mino Raiola, który umieścił go później w Napoli. Pod Wezuwiuszem młody Marokańczyk nie mógł jednak liczyć na regularne występy i władze Azzurrich zdecydowały się wysłać go na wypożyczenie. Tak trafił do Torino. Słyszałem oczywiście, że to świetnie wyszkolony technicznie zawodnik, że ma potencjał. Nie sądziłem jednak, że jest on w stanie zagrać tak dojrzałe pod względem taktycznym zawody, że tak dobrze radzi sobie w defensywie. Jeśli Ventura będzie dalej nad nim pracował i rozwijał go w tym kierunku, może pomóc mu się stać naprawdę bardzo dobrym (i kompletnym) pomocnikiem.

Torino może mieć pretensje do samych siebie, że tego meczu nie udało im się wygrać. Mieli rozbity Milan na tacy, mieli wynik 2-0. Wystarczyło to dowieźć do końca. Tymczasem Ventura ściągnął lidera, Cerciego a Rossoneri za punkt mogą dziękować niebiosom. Najpierw kuriozalny gol Muntariego, później rzut karny wykorzystany przez Balotellego. Złośliwi pewnie powiedzą, że znów arbiter ciągnie mediolańczyków za uszy, lecz - czy się to podoba czy nie - Pasquale faulował Polego. Ironiczne "rigore per il Milan" nie ma więc żadnego uzasadnienia. Choć we Florencji pewnie usłyszą Państwo coś innego.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Kompromitacja Milanu w Eindhoven

Dwumecz z PSV to prawdopodobnie dwa najważniejsze mecze sezonu dla Milanu. Dwumecz, który zadecyduje czy Rossoneri wejdą do fazy grupowej Champions League. Zadecyduje o finansach. Milan nie jest w stanie pozwolić sobie na niezainkasowanie pieniędzy od UEFA. Umberto Gandini jasno powiedział niedawno - dla klubu takiego jak Milan (którego funkcjonowanie kosztuje) brak awansu do Champions League jest jak spadek do drugiej ligi. Po pierwszym meczu wynik rywalizacji brzmi 1:1. Podopieczni Massimiliano Allegriego w Holandii zaprezentowali się jednak kompromitująco słabo na tle niżej notowanego rywala, którego kadra składa się w dużej mierze z nastolatków.

Poniżej dwudziestu dwóch wybranków Philipa Cocu oraz Allegriego, czyli oficjalne składy wyjściowe PSV i Milanu.


PSV (4-3-3) Zoet; Brenet, Bruma, Rekik, Willems; Wijnaldum, Schaars, Maher; Park Ji-Sung, Matavz, Depay.

MILAN (4-3-3) Abbiati; Abate, Mexes, Zapata, Emanuelson; Montolivo, de Jong, Muntari; Boateng, Balotelli, El Shaarawy.

Allegri to (tylko lub aż) niezły trener. Gdy coś nie idzie, szuka, próbuje przestawiać klocki. Ma jednak jedną wadę - często włącza mu się tryb dywersanta. Podejmuje wówczas decyzje sprzeczne z jakąkolwiek logiką i nic nie jest w stanie go od tego odwieźć. Całą masę przykładów można przytoczyć, biorąc pod lupę ubiegły sezon. Emanuelson najlepszy w pre-seasonie - posadzony na ławie. Boateng w beznadziejnej dyspozycji - podstawa co mecz, przecież w końcu się odblokuje. Tragiczny Nocerino - podstawa. Bojan nie radzi sobie jako środkowy napastnik - Allegri z uporem maniaka wpuszcza go z ławki na "9". Niestety, sympatyczny szkoleniowiec przed najważniejszym meczem sezonu po raz kolejny odpalił swoje petardy. Przez kilka miesięcy podnoszono w Milanie kwestię braku jakości środkowej linii ze względu na brak dobrze wyszkolonych technicznie zawodników. Sprowadzony zostaje Andrea Poli, który - jak można było przypuszczać - bije na głowę resztę drewnianej hałastry formacji środka pola. W pre-seasonie prezentuje się nieźle, od czasu do czasu zabłyśnie efektownym dryblingiem. Cóż tam, kto by na to patrzył - w podstawie na PSV wychodzi Sulley Muntari, który - pomijając fakt, że prędzej urwie komuś nogę niż zagra trzy celne podania z rzędu - przez ostatni miesiąc głównie trenował indywidualnie ze względu na Ramadan. Wydawało się też, że Allegri sam sobie ulepił solidnego i pewnego lewego obrońcę z pomocnika, Kevina Constanta. Gwinejczyk prezentował się z reguły nieźle a w pierwszej części sezonu nawet bardzo dobrze. Logicznym by się wydawało - pod nieobecność De Sciglio - wystawić tam takiego gościa? Nie znają Państwo, widać, Allegriego. Wiadomo wszakże, że rozsądniej postawić tam na Urbiego Emanuelsona, człowieka-łatę, który na lewej obronie kiedyś grał, owszem, lecz przesunięto go do przodu ze względu na popełniane w defensywie błędy. Gramy ważny mecz na wyjeździe przeciwko zespołowi, którego mocną stroną są ataki skrzydłami i wystawiamy tam zawodnika, który zagrał kilka meczów w sparingach na tej pozycji i który nie potrafi bronić? Dla Massimiliano Allegriego to brzmi jak plan!

Milan zagrał kompromitujący mecz. Piłkarze Rossonerich byli powolni, niedokładni i mało błyskotliwi. Nie potrafili operować piłką a gol Stephana El Shaarawiego był raczej prezentem ze strony holenderskiego zespołu niż efektem przemyślanej, efektownej akcji włoskiego klubu. Zupełnie inaczej zaprezentowali się gospodarze. Grali szybko, na jeden kontakt, wymieniali pozycje i często stwarzali sobie sytuacje strzeleckie. Dość powiedzieć, że na bramkę Abbiatiego uderzali 22 razy. W strzeleckim fachu ćwiczył się głównie Adam Maher, lecz i środkowi obrońcy PSV sobie nie żałowali.


Nie wiem, czy jest sens się pastwić indywidualnie nad każdym z osobna. Najbardziej martwi mnie chyba to, że Abbiati jest już na ostatniej prostej i nie wydaje się mieć szansy nawiązać do mistrzowskiego sezonu 2010/11. Doświadczony golkiper coraz częściej popełnia błędy i ma kłopoty z najprostszymi elementami bramkarskiego rzemiosła. Niestety to na jego konto należy zapisać gola Matavza. Tragiczny dziś był też Montolivo. Kompletnie bezużyteczny. W ofensywie nic, zero. Obawiam się, że przesunięcie go bliżej bramki rywala i obarczenie większą ilością zadań ofensywnych boleśnie obnaży jego braki. Trudno mi powiedzieć, czy Riccardo ma trudny okres czy też to inna pozycja ma wpływ na drastyczne obniżenie jego formy, ale faktem jest, że katastrofalnie prezentował się już w lipcu, gdy grał z reprezentacją w Pucharze Konfederacji.


Że Milan to PSV na San Siro odprawi, jestem pewien. Ale co dalej? Ta drużyna ma jeden duży problem, którego nie potrafi rozwiązać od dawna - słabo gra w piłkę. Powraca zatem pytanie kluczowe, o posadę Massimiliano Allegriego. Berlusconi chciał zwolnić go już tego lata. Ostatecznie Galliani nakłonił go do zmiany zdania, lecz z trenerem nie przedłużono kontraktu, co - jak sugerowano - miało być następstwem jego pozostania. W kościach czuję, że latem 2014 roku może dać o sobie znać miłość Berlusconiego do van Bastena.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Odbudowa Samp

Sezon 2012/13 Sampdoria skończyła na bezpiecznym 14. miejscu zdobywając 42 punkty, co nad ostatnim spadkowiczem z Palermo daje przewagę aż dziesięciu oczek. Cel został osiągnięty, lecz jaka przyszłość maluje się przed Samp? Uważam, że widoki nastrajają pozytywnie wszystkich, którzy trzymają za nią kciuki. Genueńczycy odbudowują powoli swoją pozycję po rocznym pobycie w Serie B. Jeszcze niedawno wydawało się, że na stałe dobiją do czołówki włoskiego futbolu. W sezonie 2009/10 zapewnili sobie prawo do gry w eliminacjach Champions League. W ataku brylował duet Cassano - Pazzini, na ławce zasiadał Luigi Delneri a poczynaniami na rynku transferowym kierował Giuseppe Marotta. Kolejny sezon był dla Samp dramatem. Wszystko, co udało się zbudować, zostało zniszczone. Latem 2010 roku do Juventusu przenieśli się Delneri oraz Marotta. Do Interu powędrował Pazzini. Zimą Milan zabrał, skłóconego ze wszystkimi, Antonio Cassano. W międzyczasie Sampdoria przegrała walkę o udział w Champions League z Werderem Brema, by ostatecznie sezon 2010/11 zakończyć spadkiem do Serie B - pierwszy po ośmiu kolejnych w najwyższej klasie rozgrywkowej. 


La Samp w sezonie 2012/13 (fot. fifa.com)


Banicja trwała, co prawda, ledwie rok, lecz nie był to najspokojniejszy okres w dziejach klubu. Początkowo powierzono drużynę Gianluce Atzoriemu. Szkoleniowiec ten dotrwał na swoim stanowisku jedynie do listopada 2011 roku, gdy zdecydowano się zastąpić go Giuseppe Iachinim. Serie B okazała się rozgrywkami diametralnie różnymi od Serie A i Doria nierzadko miała kłopoty, by się dostosować do nieco innej gry. Ostatecznie sezon zakończyła na 6. miejscu i wygrywając fazę play-off wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. 

W pierwszej lidze drużynę Samp prowadzić miał Ciro Ferrara - młody szkoleniowiec, który po tym, jak nie poradził sobie w Juventusie, został wzięty pod skrzydła przez rodzimą federację (przez Arrigo Sacchiego, konkretniej mówiąc), która powierzyła mu prowadzenie kadry U-21. Tam Ferrara, mówiąc potocznie, "odpalił" i zwrócił na siebie uwagę dyrektorów Sampdorii. Gdy jednak, po dość obiecującym początku, zespół zaczął niebezpiecznie dryfować w niższe rejony tabeli, zdecydowano się podziękować sympatycznemu ex-defensorowi Juve. Zimą doszło do małej rewolucji, bowiem nie tylko zastąpiono Ferrarę Delio Rossim, lecz również podziękowano za współpracę dotychczasowemu dyrektorowi sportowemu Pasquale Sensibile a na jego miejsce wzięto Carlo Ostiego. Przyznać muszę, że ów dżentelmen sprowadził na siebie moje zainteresowanie. Piłkarzem był przeciętnym, tułając się po Serie B, nie uniknął spadku do Serie C1. W swej karierze otarł się jednak o gwiazdy pierwszej wielkości takie jak choćby bracia Baresi, Mauro Tasotti, Alessandro Altobelli, Carlo Ancelotti czy Giovanni Galli, grając z nimi w reprezentacji U-21 i będąc członkiem złotej drużyny tejże kategorii wiekowej w roku 1980. Terminował również w Juventusie, gdy ten zdobywał Scudetto w sezonach 1980/81 oraz 1981/82.


Fundamentalnym krokiem do odbudowy było rozwiązanie sprawy Angelo Palombo. Niegdyś kluczowa postać Samp, zawodnik ocierający się o reprezentację Włoch, po spadku do Serie B grzecznie podziękował za wszystkie oferty od możnych włoskiego futbolu, deklarując chęć pozostania w swoim klubie aż do końca kariery. Mimo tego Palombo znalazł się na marginesie. Zimą wypożyczony, razem z Andreą Polim, do Interu z prawem do wykupienia karty zawodniczej przez Nerazzurrich, nie zdołał jednak przekonać do siebie władz mediolańskiego giganta. Latem 2012 roku wrócił więc do Genui i dalej odrzucał kolejne oferty - tym razem od Bologni, Torino, Udinese i Rubina Kazań. Władze Samp zmuszone były przywrócić go do grupy, skoro miał ważny kontrakt. Umowę zresztą rozciągnięto w czasie (4,5 miliona euro, jakie miał zarabiać Palombo w rok, zostały rozciągnięte na całą długość trwania kontraktu, który przedłużono do lata 2017), by zachować równowagę w bilansie. Wizja Ferrary nie przewidywała Palombo jako integralną część zespołu, niemniej jednak jego czas, jak już Państwu wspominałem, szybko dobiegł końca. Gdy zespół objął Delio Rossi, Palombo wrócił do łask. Były szkoleniowiec Lazio miał autorski pomysł na wykorzystanie umiejętności nieco zapomnianego gwiazdora i zaczął wystawiać go na środku obrony w systemie 3-5-2. Okazało się to strzałem w "10". Palombo, pełniąc rolę podobną do Leonardo Bonucciego w Juventusie Antonio Conte, mógł w pełni wykorzystać swoje atuty - nieustępliwość w grze i dyscyplinę taktyczną oraz celne długie podanie. Szybko powrócił do pełnienia kluczowej roli dla Samp. 

Dziś wiemy, że szeregów Blucerchiatich nie opuści inny podstawowy gracz, hiszpański pomocnik, Pedro Obiang - rocznik 1992. Mający korzenie w Gwinei Równikowej gracz przyszedł do Sampdorii w 2008 roku i przez dwa lata był podstawowym zawodnikiem młodzieżowych drużyn Dorii - najpierw w drużynie Allievi Nazionali, później w Primaverze. Miejsce w pierwszym zespole znalazł, gdy klub grał w Serie B. Rozegrał wówczas w jego barwach 29 spotkań ligowych, do których dorzucił 4 występy w fazie play-off. Po powrocie Sampdorii do Serie A, Obiang był gotowy na skok jakościowy. Rozegrał 34 spotkania w najwyższej klasie rozgrywkowej i stał się fundamentem nowej Dorii. Skorośmy przy zatrzymywaniu kluczowych graczy - dziś już wiemy, że Osti wykonał kolejny krok ku utrzymaniu obecnego poziomu kadry. Blisko pozostania w Samp jest prawy wahadłowy, niegdyś znakomicie się zapowiadający, Lorenzo De Silvestri. Włoch wypożyczony jest z Fiorentiny. Kluby są jednak bliskie znalezienia porozumienia w sprawie pozostania Lorenzo w Genui na zasadzie transferu definitywnego. Cała sprawa nie powinna się zbytnio skomplikować. Viola nie ma bowiem zamiaru sprowadzać do siebie De Silvestriego.


Kolejnymi kwestia do rozwiązania przez genueński klub pozostają przypadki Andrei Poliego oraz Simone Zazy. Obaj mają kontrakty ważne jeszcze przez rok, co obniża cenę. Obaj na brak propozycji narzekać nie mogą. Poli znalazł się na celowniku Milanu. Strony zbliżają się do porozumienia, które codziennie wydaje się niemal zawarte. Oficjalnych wiadomości jednak brak. Milan musi najpierw uporządkować sprawy wewnątrz klubu. Dbając o bilans, musi najpierw kogoś sprzedać. Kwota transferu oscyluje, według włoskich mediów, koło 6 milionów euro. Co i rusz pojawiają się jednak nowe doniesienia w sprawie spłaty części kwoty poprzez dorzucenie karty zawodniczej (jej połówki lub wypożyczenia) jednego z zawodników Rossonerich. Początkowo mówiło się o zainteresowaniu Bartoszem Salamonem ze strony Samp. Możliwe było też umieszczenie w Genui któregoś z młodych wychowanków mediolańskiego giganta - Marco Ezio Fossatiego lub Simone Calvano. Ostatnio jednak media donoszą o zainteresowaniu Ostiego Mbaye Niangiem - francuskim napastnikiem urodzonym w 1994 roku. Gdyby negocjacje upadły, Carlo Osti ma jednak plan B, którym jest nowa umowa dla Poliego. Ponoć coraz bardziej optymistycznie wygląda sprawa pozostania w Genui Simone Zazy. Strzelec 18 goli w Serie B w barwach Ascoli, do którego był wypożyczony, zwrócił na siebie uwagę największych klubów we Włoszech z Juventusem, Milanem oraz Napoli na czele. Jeszcze niedawno o odejściu napastnika pisało się w tonie faktu niemalże już dokonanego. Dziś ta pewność słabnie. Zaza co prawda nie przedłużył jeszcze umowy, lecz wydaje się, że obecnie jest to bardziej prawdopodobne niż jeszcze kilka tygodni temu. 

Carlo Osti nie próżnuje i przede wszystkim, co mnie się u niego podoba, nie kręci się w kółko wokół tych samych zgranych nazwisk, które przewijają się przez średniaki Serie A. Bo też Sampdoria nie ma być średniakiem, lecz odzyskiwać dawny blask. Osti konstruuje młodą kadrę, pełną jakości i graczy, którzy mogą się jeszcze rozwinąć. Równolegle z przypadkiem Simone Zazy, toczyła się sprawa Vasco Reginiego. Środkowy obrońca Empoli, rocznik 1990, który z przeciętnego lewego obrońcy przeistoczył się w rozchwytywanego stopera. Tego lata z kadrą U-21 został wicemistrzem Europy. Również o Reginim mówiło się w kontekście transferu do Juventusu lub Milanu. Osti zadziałał szybko rozwiązując współwłasność na korzyść Samp. Podobnie było zresztą w przypadku innego wyróżniającego się zawodnika Serie B, pomocnika Crotone, Mirko Eramo (ur. 1989 r.). O negocjacjach ws. Eramo dyrektor sportowy Crotone powiedział tak: "Zarówno Osti jak i Sagramola (l'amministratore delegato, czyli przedstawiciel zarządu; ichniejszy Adriano Galliani - przyp. TK) byli wspaniali. Porozumienie zostało znalezione w kwadrans. Spotkaliśmy się po raz pierwszy, a później w Ata Hotel szybko dobiliśmy targu. To naprawdę niesamowite osoby". Pan Urbino zresztą dalej mówi o Eramo w sposób następujący: "Eramo rozegrał dwa niezwykłe sezony. Według mnie może sobie poradzić w Serie A. Jest nie tylko chłopcem, który poważnie podchodzi do swoich obowiązków, ale ma też inny atut: jest pomocnikiem, który strzela dużo goli, ponieważ potrafi znakomicie podłączyć się w ofensywie". Trzecim wartym uwagi, szczególnie z perspektywy Polski, zakupem jest Paweł Wszołek. Reprezentant Polski przekonał do siebie Carlo Ostiego nie tylko występami w T-Mobile Ekstraklasie, ale także występami w narodowej kadrze. "To utalentowany boczny pomocnik. Prawonożny, grający na lewej stronie i atakujący z głębi. Idealny do filozofii Delio Rossiego" - charakteryzuje go dyrektor sportowy Samp. Polak będzie zatem rywalizował o miejsce w składzie z Paragwajczykiem Marcelo Estigarribią. Nie należy również zapominać o Roberto Soriano, pomocniku z rocznika 1991.

Największa dziura przed sezonem 2013/14 powstaje w przedniej formacji. Do Interu odchodzi Mauro Icardi, który dzięki dobrej grze wypromował się i dał działaczom Samp godziwie zarobić. Na wylocie znajduje się również inny Argentyńczyk, którego strzelec dziesięciu goli posadził na ławie, czyli Maxi López. Wychowanek River Plate nie miał szczęścia w poprzednim sezonie. Średnia dyspozycja, pauza z powodu kontuzji oraz eksplozja talentu Icardiego zepchnęły go w czeluści ławki rezerwowych Sampdorii. López we Włoszech cieszy się dobrą opinią i z otwartymi rękami przyjąłby go z powrotem choćby Antonio Pulvirenti - prezes, rozkochanej w Argentyńczykach, Catanii Calcio, w której zresztą napastnik miał już okazję występować z powodzeniem po epizodach w FK Moskwa oraz Gremio. Pomysł zastąpienia ich Brazylijczykiem Paulinho z Livorno, strzelcem 19 goli w Serie B, raczej nie wypali. Przynajmniej dopóki prezes Spinelli nie zażąda za swojego asa mniej niż, oczekiwane obecnie, 10 milionów euro. Dużo zależeć będzie od tego, jak skończą się deal z Milanem i kwestia Mbaye Nianga oraz sprawa przedłużenia kontraktu Simone Zazy. Osti monitoruje ponoć sytuacje Manolo Gabbiadiniego, którego Juventus nie zamierza ściągać z powrotem, lecz umieścić w którymś z klubów Serie A na kolejny rok oraz napastnika lokalnego rywala, Ciro Immobile.


Mercato dopiero przed nami i równanie o nazwie "Sampdoria" wciąż ma wiele niewiadomych. Wzmocnienia wymagać będą atak oraz pozycja bramkarza. Wszystko w rękach Carlo Ostiego, który będzie musiał rozsądnie poruszać się po rynku transferowym, reagując na kolejne zwroty akcji, których - o to proszę się nie bać - z pewnością nie zabraknie. Samp warto jednak śledzić, bo to klub o pięknej tradycji z ciekawymi perspektywami. Budowany z głową przez mądrych ludzi, nie bojących się stawiać na młodzież. Jak ktoś ma notesik, to proszę go wyciągnąć i w rubryczce z zespołami do śledzenia w przyszłym sezonie, proszę obok Fiorentiny wpisać właśnie Samp.

poniedziałek, 18 marca 2013

Squadra Azzurra: przed meczami z Brazylią i Maltą

Redakcja bloga nie próżnuje. Nie mogliśmy przecież nie wspomnieć o poczynaniach La Nazionale - soli włoskiej piłki, crème de la crème makaroniarskich kopaczy. Po powołaniach Azzurrinich przyszedł czas na powołania do pierwszej reprezentacji. Przed nią bowiem prestiżowa potyczka z Brazylią w Genewie (21 marca) oraz eliminacyjny mecz z Maltą (26 marca). Wczoraj nazwiska piłkarzy, z których korzystać będzie w tych meczach, ogłosił Cesare Prandelli.



Cesare Prandelli (fot. bestmanagerintheworld.com)

Portieri:
Gianluigi Buffon (Juventus), Morgan De Sanctis (Napoli), Federico Marchetti (Lazio), Salvatore Sirigu (Paris Saint Germain);
Difensori:
Ignazio Abate (Milan), Luca Antonelli (Genoa), Davide Astori (Cagliari), Andrea Barzagli (Juventus), Leonardo Bonucci (Juventus), Giorgio Chiellini (Juventus), Mattia De Sciglio (Milan), Christian Maggio (Napoli), Andrea Ranocchia (Inter);
Centrocampisti:
Antonio Candreva (Lazio), Alessio Cerci (Torino), Daniele De Rossi (Roma), Alessandro Diamanti (Bologna), Emanuele Giaccherini (Juventus), Claudio Marchisio (Juventus), Riccardo Montolivo (Milan), Andrea Pirlo (Juventus), Andrea Poli (Sampdoria);
Attaccanti:
Mario Balotelli (Milan), Stephan El Shaarawy (Milan), Alberto Gilardino (Bologna), Sebastian Giovinco (Juventus), Pablo Daniel Osvaldo (Roma).

Personalia



W bramce niespodzianek brak. Dziwić może jedynie konsekwentne zabieranie czwórki zamiast trójki (choć np. Brazylia na mecz z Italią zabrała raptem dwójkę) golkiperów. Nie ma w tej materii zbytnio z czym polemizować. Buffon numerem jeden, przerwa, później Sirigu i dwójka ligowców o wyrobionej marce. Niby można by się spierać - czemu De Sanctis, który ostatnio jest w dołku, a nie Consigli, czemu nie Viviano? No można by. Tylko po co? Co to za różnica, który z nich będzie na trybunach?

O wiele więcej jest do napisania w kwestii obrońców, szczególnie ich boków. Mamy bowiem dwa duety - Abate i Maggio z prawej oraz Antonelli i De Sciglio z lewej. Może wyda się to dziwne, ale o wiele bardziej martwi mnie ten pierwszy tandem, bardziej doświadczony i z kadrą już obyty. Maggio w Napoli dołuje i sympatycy Azzurrich najchętniej widzieliby w jego miejsce Armero. Mazzari jednak upiera się przy Christianie, którego zna jeszcze z czasów pracy w Sampdorii. Abate z kolei to gracz, którego obecność na tym poziomie zawsze mnie zastanawiała. Trudno bowiem znaleźć drugiego tak kołkowatego gracza. Właściwie jego jedynym atutem jest to, że szybko biega. No bo co innego? Dośrodkowywać uczył się chyba od Massimo Oddo (dla niezorientowanych - był kiedyś w Milanie taki obrońca, który dośrodkowując w pole karne, obdarowywał piłkami tifosich siedzących w górnych kręgach San Siro), dryblingu też za grosz. Kiedyś przeczytałem określenie, które bardzo mi się spodobało, mianowicie że Abate porusza się po boisku jak pionek w szachach - po linii prostej. Od jednego pola karnego do drugiego. Niezwykle celny opis jego gry. Psioczę na niego, a znając życie Ignazio odpłaci mi się pewnie dobrym meczem przeciwko Brazylii. Ma on bowiem to do siebie, że trenerzy ufają mu gdy przychodzi grać z mocnym rywalem. Wówczas boczny obrońca Rossonerich skrzętnie skrywa swoją kołkowatość nieustającym bieganiem za przeciwnikiem i zazwyczaj wypada nieźle. No i zaczyna się człowiek zastanawiać "cholera jasna, może ja się mylę, może coś w nim jest". Ale później przychodzi jeden, drugi, trzeci mecz ligowy, gdzie trzeba prowadzić grę a przeciwnik się zamyka i ani myśli grać otwartą piłkę i Abate swoje - głowa w dół, rajd po prostej, zamknąć oczy i kopnąć w kierunku pola karnego. Oczywiście połowa zablokowana, druga połowa kompletnie "na pałę", bez patrzenia kto gdzie biegnie. I tak co tydzień. Jedyna nadzieja dla mnie, że znajdzie się jakiś frajer, co blond Ignasia ogląda od święta i przekonany, że bierze solidnego obrońcę klasy międzynarodowej, przeleje te 15 mln euro na konto Milanu. Trzymam zatem kciuki za piotrogrodzki Zenit. 


Z drugiej strony duet o wiele ciekawszy. Luca Antonelli jest kolejnym potwierdzeniem mojej tezy, że Genoa to jeden z najgorzej zarządzanych klubów we Włoszech. Okupuje dolne rejony tabeli a dostarcza kolejnych reprezentantów. Dziwne? Ależ skąd, bo piłkarzy w swoich szeregach ma niezłych. Może gdyby prezes Preziosi zatrudnił trenera, a nie popierdółki w typie Malesaniego, i dał mu popracować dwa - trzy sezony, coś by z tego było. Na to się jednak nie zanosi, więc Rossoblu dalej, miast drużyną walczącą o puchary, będą zbieraniną lepszych lub gorszych kopaczy grających o ligowy byt lub, patrząc optymistycznie, nie grających o nic. 


Szansę na debiut dostaje Mattia De Sciglio, dwudziestoletni obrońca Milanu. Chciałoby się powiedzieć - w końcu. Ciekawe, czy doczekam się kiedyś boków obrony MDS - Santon. Czy to w La Nazionale czy też w Mediolanie. Nieco zaskoczyła mnie też absencja Angelo Ogbonny, w miejsce którego Prandelli powołał Andreę Ranocchię. Nie mam pojęcia jaki sens takiego postępowania, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Przed Ranocchią do grania jest czterech środkowych obrońców.


W pomocy bez większych zaskoczeń. Powołaniami dla Antonio Candrevy i Alessio Cerciego selekcjoner daje znak, że każdy ma szansę na grę w reprezentacji, jeśli dobrze pracuje w klubie i wyróżnia się w lidze.


Teoretyczni niespodzianką mogłaby być obecność wśród kadrowiczów Giaccheriniego, dla mnie wybór, z którego Prandelli spokojnie się wybroni. Giac to znakomita zapchajdziura. Może zagrać w pomocy i na boku ataku w 4-3-3 (poprawcie mnie jeśli się mylę, ale na tej drugiej pozycji występował w Cesenie i w czasie gdy ów system stosował Conte), w 3-5-2 obstawi oba "wahadła". Ktokolwiek by nie wypadł z gry, Emanuele go zastąpi. Nie jest to wirtuoz, raczej rzemieślnik gryzący trawę i w kadrze będzie pełnił taką samą rolę, co w Juventusie.


Rzecz, która mnie zdziwiła - brak Verrattiego i obecność Poliego z Samp. Ligue 1 nie oglądam (z natury mam awersję do wszystkiego co francuskie), ostatnio rzadziej też oglądałem mecze Blucerchiatich, lecz regista genueńczyków nie wydawał się być w reprezentacyjnej formie. Verratti z kolei w Champions League na Mestalla prezentował się bardzo dobrze. Chęć dania wyraźnego sygnału Poliemu? Inaczej niż w kategorii "na zachętę" nie potrafię tego wyjaśnić. Nie wierzę też oczywiście, że Prandelli na dłużej odstawił Marco, na którego miał odwagę postawić, gdy ten kopał w Serie B, lecz z drugiej strony szkoda, że nie zobaczymy go na tle Brazylii.


W ataku warto odnotować powrót Osvaldo i Giovinco oraz powołanie dla, dobrze spisującego się w Bologni, Gilardino.


4-3-1-2 przeciwko Canarinhos


Media dziś zasugerowały wyjściową "jedenastkę", która w Genewie miałaby wyjść na mecz z Brazylią. Prandelli ma, według nich, zdecydować się na grę 4-3-1-2 i miałoby to wyglądać następująco: 

Buffon
Maggio - Barzagli - Chiellini - De Sciglio
De Rossi - Pirlo - Marchisio
Montolivo
Balotelli - Osvaldo

Oczywiście od pierwszych minut De Rossi i Pablo Osvaldo. Oni bowiem pauzują w eliminacjach za kartki. Do tego niespodzianka w postaci De Sciglio w roli startera.


Mecz z Brazylią będzie też debiutem nowych strojów Squadra Azzurra. Zostały one zaprezentowane dziś i Włosi wystąpią w nich podczas Pucharu Konfederacji w 2013 roku. Można zobaczyć je tutaj.


FORZA ITALIA.