Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caldirola Luca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caldirola Luca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

U-21: Włochy 1:0 Anglia

Długo na to czekaliśmy - święto piłki młodzieżowej, okazja do zobaczenia wielu utalentowanych graczy. Dziś ruszyły Mistrzostwa Europy U-21 rozgrywane tego lata na boiskach Izreala. Gwoli przypomnienia, Włosi rywalizują w Grupie A, mierząc się z Anglią, Izraelem oraz Norwegią. Azzurrini przed turniejem jasno precyzowali swój cel - zwycięstwo w turnieju.


ITALIA (4-4-2): Bardi - Donati, Bianchetti, Caldirola, Biraghi - Florenzi, Marrone, Verratti, Insigne - Borini, Immobile  

Zestawienie, które Devis Mangia zaproponował na mecz z Anglią nieznacznie różniło się od tego, które przewidywałem na łamach bloga. W bramce zagrał Bardi, obrona również bez zaskoczeń: Donati - Bianchetti - Caldirola i Biraghi. Spodziewałem się obecności w wyjściowej jedenastce Riccardo Saponary, Mangia zaś tercet Marrone, Verratti, Insigne uzupełnił Alessandro Florenzim. W ataku zaś, zamiast awizowanego przeze mnie Manolo Gabbiadiniego, partnerem Ciro Immobile był Fabio Borini. 

Azzurrini wygrali mecz 1:0, będąc jednocześnie drużyną lepszą o klasę. Bynajmniej jednak nie mąci to mojego sceptycyzmu co do gry drużyny pod wodzą Devisa Mangii. Właściwie poza początkowymi fragmentami obu odsłon gry, młodzi Włosi dominowali nad przeciwnikiem. Mimo wszystko brak tej kadrze tego, co ma dorosła reprezentacja - pewnego porządku w grze. Cały czas mam wrażenie, że poczynaniami ekipy Mangii rządzi wszechobecny chaos. O ile starcza to na niżej notowane zespoły, o ile starczyło to na Anglików - których jednak (mimo wielkiej estymy, jaką cieszy się wyspiarski futbol) nie zaliczyłbym do ścisłej światowej czołówki - o tyle na naprawdę dobrze ułożone zespoły pokroju Niemców, Hiszpanów czy Holendrów może to być za mało. Po zespole złożonym z całkiem przecież sensownych, potrafiących grać w piłkę, zawodników oczekiwałbym czegoś więcej niż długie piłki do skrzydłowych lub napastników i "niech się martwią, co z tym fantem zrobić". Naprawdę szczęście, że mają Włosi w kadrze zawodnika, który tę piłkę przetransportuje i tego, do którego warto ją podać. Mowa oczywiście o Marco Verrattim i Lorenzo Insigne, dwójce kluczowych dziś graczy. Pierwszy cofał się po futbolówkę aż do linii obrony, rozgrywał ją i był prawdziwym reżyserem gry - godnym następcą Andrei Pirlo w przyszłości. Drugi zaś szalał po lewej stronie boiska, stwarzając zagrożenie indywidualnymi akcjami. To zresztą Insigne przypieczętował wygraną Italii, strzelając decydującego gola z rzutu wolnego w drugiej połowie. Pytanie jest jednak zasadnicze - czy licząc jedynie na błysk któregoś z ofensywnych graczy, czy to Insigne czy też kogoś z dwójki Immobile - Borini (dziś dysponowanych tak sobie - powiedzmy szczerze) można ogrywać najlepszych? Oczywiście, może się tak zdarzyć w jednym czy dwóch spotkaniach, lecz na dłuższą metę branie owego decydującego przebłysku za pewnik jest myśleniem błędnym. 

Prócz Verrattiego i Insigne wyróżnić chciałbym też dwójkę defensorów. Pierwszym jest Luca Caldirola, kapitan tej reprezentacji, stoper Brescii, wypożyczony z mediolańskiego Interu. Pewny w swoich interwencjach, potrafił też radzić sobie z wyprowadzeniem futbolówki. Drugim, co mnie dość zaskoczyło, którego występ odbieram jako duży pozytyw jest prawy obrońca Grossetto, Giulio Donati. Twardy, nieustępliwy, mocny fizycznie. Na tle Anglii zaprezentował się naprawdę dobrze. Jeśli chodzi o pochwały, to by było na tyle. A skorośmy już przy indywidualnych laurkach, to przyznać muszę, że najbardziej rozczarowany jestem występem Alessandro Florenziego. Za czasów, gdy w Rzymie urzędował Zdenek Zeman, Florenzi błyszczał. Po części był to też pewnie efekt "nowej twarzy" - gracz wszedł do pierwszego zespołu, nowa postać, nieopatrzony jeszcze - był nowinką dla obserwatorów włoskiego futbolu mojego pokroju. Do tego zasuwał jako box-to-box, technicznie nie odstawał od starszych kolegów, pokazywał ambicję. Po odejściu Czecha Florenzi wyraźnie jednak siadł. Niestety tę gorszą dyspozycję przekłada na występy reprezentacyjne. Brakowało celnych dośrodkowań, rozrywania obrony przeciwnika. Jednym zdaniem - brakowało jakości na tej prawej flance. Brakowało wszystkiego tego, co dawał jego kolega po drugiej stronie boiska - Insigne. Dość blado wypadli też Immobile z Borinim. Zresztą gra napastników Azzurrinich wygląda tak od dłuższego czasu - trochę walki, szarpania się z obrońcami i albo jest "to coś", "ten błysk", gol albo nota pozostaje przeciętna. Dziś tego "czegoś" nie mieli, lecz to samo tak naprawdę można powiedzieć o ich zmiennikach - Manolo Gabbiadinim i Matii Destro. Bo sami chyba przyznają Państwo, że ciężko jakoś wielce chwalić Gabbiadiniego za to, że był faulowany przed polem karnym, czego efektem był rzut wolny, po którym Insigne umieścił piłkę w siatce.


sobota, 6 kwietnia 2013

U-21: dwie towarzyskie wygrane w marcu

Wróciły już ligi, wróciły europuchary. Ja tymczasem jeszcze bym chciał o reprezentacji, bo dobrze by było zamknąć ten temat. Zacznijmy od U-21 prowadzonej przez Devisa Mangię, która przygotowuje się do Młodzieżowych Mistrzostw Europy, które rozgrywane będą w czerwcu na izraelskich boiskach. W ramach tychże przygotowań Azzurrini najpierw pokonali Rosjan 2:0, później zaś rozprawili się z Ukrainą, wygrywając 1:0. Niby dwa zwycięstwa, a nie potrafię powstrzymać się przed krytyką. To dość znacząca cecha tej kadry.

Lorenzo Insigne strzelił gola Rosjanom po podaniu Riccardo Saponary (fot. zimbio.com)


Mangia i 4-4-2



Od razu zaznaczam, że widziałem jedynie mecz z Rosją. No i nie było to wielkie widowisko. Włosi wymęczyli, co prawda, zwycięstwo 2:0, ale jakie wnioski można wyciągnąć po tym meczu? Przede wszystkim dalej będę obstawał przy swoim - 4-4-2 pasuje do tej kadry jak pięść do nosa. Nie był to pierwszy mecz, w którym pomysł na grę ograniczał się do "weź kopnij tam do przodu, niech się martwią co z tym fantem zrobić". No i kopali. Do Immobile, do Gabbiadiniego i ci parę razy coś tam z piłką zrobili. Tyle, co mogli - wspomagani przez równie  ruchliwego, co niedokładnego w swoich zagraniach  Insigne. Jak takie granie na rympał wychodzi, gdy po drugiej stronie boiska stoi ktoś, kto potrafi mądrze grać w piłkę, to Państwo pamiętacie z meczu przeciwko Hiszpanii. Italia wówczas jak dzieci we mgle. Brak Włochom płynności w grze płaskim 4-4-2. Co tu się zresztą dziwić - na palcach jednej ręki można policzyć ekipy ten system stosujące. To zatem, że rozjeżdżają się poszczególne formacje złożone ze spotykających się od wielkiego dzwonu grajków, nie jest wielkim zaskoczeniem.

Znudzony bramkarz, niebiesko-czarna obrona i pomoc, która nie pomaga



Mecz ten ziewnięciem pewnie skwitowałby Francesco Bardi. Golkiper Novary nie miał bowiem okazji się wykazać. Parę zbłąkanych dośrodkowań złapał i tyle. Rosjanie nie zdołali przećwiczyć młodego bramkarza, nie potrafiąc oddać strzału w światło bramki. 

Osobny wątek stanowi obrona. Cały kwartet Donati - Bianchetti - Caldirola - Biraghi to zawodnicy, którzy wyszli z młodzieżowego sektora Interu. To ja się pytam - gdzie to dostosowanie się Nerazzurrich do Finansowego Fair Play? Logicznym byłoby stawianie na wychowanków. Szczególnie, gdy się ma jeden z najlepszych sektorów młodzieżowych w kraju. I wiecie Państwo gdzie grają najlepsi wychowankowie tego klubu? Wszędzie tylko nie w nim samym. Co więcej - gracze tacy jak Longo czy Livaja, widząc że w czarno-niebieskiej części Mediolanu gębą Morattiego krzyczy się o tym, że trzeba się do FFP dostosować, trzeba ciąć koszty i stawiać na młodzież, że Stramaccioni ma nieść ten kaganek oświaty a jednocześnie drugą ręką przygarnia się szrot, który przyzwoitym ligowcem był, ale parę ładnych lat temu, w postaci Rocchiego, czują pismo nosem i niespecjalnie się kwapią do tego, by wrócić do swej alma mater. W Interze obrona dziurawa jak szwajcarski ser a w młodzieżówce kwartet, co spod ich skrzydeł wyszedł. Paradne, doprawdy! 

Linia defensywna wypadła poprawnie. Boczni obrońcy grali, co prawda, nad wyraz zachowawczo, lecz jednocześnie bardzo uważnie z tyłu, gdzie dobrze radzili sobie z Czeryszewem i Smołowem, którzy - poza końcówką pierwszej połowy - nie mogli sobie pozwolić na nic. Na środku w oko wpadał z pewnością Matteo Bianchetti - najmłodszy z całej formacji (r. 1993). Bardzo dobrze się ustawiał i popisał się kilkoma naprawdę efektownymi wślizgami, które ratowały Azzurrinich. Będą mieli niezłą zagwozdkę w Interze, co z nim począć. Talentem chłopak jest obdarzony z pewnością, ale potrzebuje grać. W Serie B, w barwach Hellas rzadko znajduje miejsce w wyjściowej jedenastce. Nie jest to zresztą jedyny zdolny obrońca, który tam nie gra zbyt często. Ten sam problem zdaje się mieć, dwa lata od Bianchettiego starszy, wychowanek Milanu - Michelangelo Albertazzi. Osobny temat to Luca Caldirola - kapitan U-21 w tym meczu, który w przyszłym roku powinien być sprawdzony na poziomie Serie A. 

Do pomocników mam najwięcej pretensji. Kiepskie zawody - cenionego przeze mnie - Florenziego, który dosłownie przeszedł obok meczu. Anonimowy występ. O Insigne pisałem. Ciężko go ocenić - notę podnosi bramka i w całym tym marazmie drugiej linii to on był tym, któremu się chciało, który szukał gry i pokazywał się do podania. Z tym, że nie sposób przejść obojętnie wobec ilości jego strat i niedokładnych podań. Najwięcej Italia zyskała na zastąpieniu Florenziego Riccardo Saponarą. Odkąd ogłoszono, że od przyszłego sezonu będzie zawodnikiem Milanu, jego akcje zdecydowanie poszły w górę. Pomocnik Empoli rozruszał niemrawą linię pomocy i po jego wejściu Azzurrini zaczęli grać szybciej a sam Saponara zanotował asystę przy golu Lorenzo Insigne na 2:0. Jak widać, mój sceptycyzm wobec jego osoby, topnieje tym bardziej, im dłużej oglądam Riccardo a i statystyki w Serie B ma konkretne. Środek słabo. O ile Marrone wywiązał się ze swoich obowiązków tego, który ma odebrać i oddać piłkę bardzo dobrze (to on odebrał futbolówkę i posłał ją do Immobile przy okazji pierwszego gola) o tyle Fausto Rossi nie pokazał nic ciekawego. Żadnego podania uruchamiającego napastników, w destrukcji też średnio przydatny. Nic nie zmieniło wpuszczenie za niego Bertolacciego. Zresztą, co miało zmienić? Wychowanek Romy nie jest i nie będzie rozgrywającym. Jaki jest sens wpuszczania trequartisty w miejsce środkowego pomocnika w 4-4-2, wie chyba tylko Mangia. Efekt był taki, że - całkiem przecież niezły - Bertolacci snuł się po boisku, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić. To już lepiej by było zestawić środek z dwóch "6" (jak to określa się w niemieckim futbolu), powiedzieć im "chłopaki, odpowiadacie za środek pola, macie mi tu ruskich za mordy trzymać - szczególnie naszych bocznych obrońców musicie asekurować - i harować na to, żeby sobie Insigne z Saponarą mogli pograć na spokoju, bez obawy o stratę". 

Immobile i Gabbiadini bez wielkiego wsparcia ze strony kolegów i tak ugrali bramkę. Nie przez przypadek zresztą w pierwszej połowie zagrożenie z ich strony to były strzały z dystansu - tak też zresztą padł gol Ciretto. Szkoda, że musieli grać sami ze sobą, bo ciężko we dwójkę rozmontować całą obronę. Paloschi na boisku zrobił jeszcze mniej. Bo co też mogła zrobić typowa "9" w stylu Pippo Inzaghiego, jak piłek nie dostawała? Nic. O ile Immobile jeszcze z piłką przy nodze potrafi coś zrobić, o tyle napastnik Chievo statystował przez cały okres swojej obecności na murawie.

Jakie będą MME?



Nie mam pojęcia, jak ten zespół wypadnie na MME. Materiał ludzki jest świetny. Nie ma tu graczy Primaver, jak to niedawno jeszcze bywało, tylko piłkarze, którzy grają już przynajmniej na poziomie Serie B. Niestety Mangia niezbyt potrafi skleić z tego kolektywu. Obawiam się, że w konfrontacjach z przeciwnikiem pokroju Hiszpanii, Niemiec czy Francji wypadnie to bardzo blado. Pomoc, jak nie działała przeciwko np. Irlandii, nie działała przeciwko Hiszpanii i teraz przeciwko Rosji, przecież nie zacznie nagle działać - tym bardziej, że Mangia nie widzi w tym żadnego problemu. Nie wiem doprawdy dlaczego tak wielkim zwolennikiem tego pana jest Arrigo Sacchi - nestor włoskich trenerów i koordynator techniczny reprezentacji młodzieżowych. Czy rację mam ja, mówiąc od dłuższego czasu, że Mangia się do tej roboty nie nadaje i na kartach historii zapisze się jako "n-ty zwolniony przez Zampariniego z Palermo" czy też p. Sacchi, pokaże przyszłość.