Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiorentina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiorentina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 sierpnia 2013

SERIE A: FIORENTINA 2-1 CATANIA

Poniedziałkowe spotkanie nie tylko zamykało pierwszą kolejkę nowego sezonu Serie A. Było też setnym, jubileuszowym meczem Vincenzo Montelli w roli trenera. Pięknie się złożyło, że okazję tę świętował podejmując we Florencji zespół, który prowadził wcześniej, który otworzył mu drogę do futbolu przez duże "F" - Catanię. Sycylijczycy musieli zaś radzić sobie bez dotychczasowych filarów - rozgrywającego, Francesco Lodiego (przeniósł się do Genoi) oraz Papu Gómeza (słoneczną Katanię zamienił na ukraiński Charków). Jedni odchodzą, lecz ich miejsce zajmują inni. Kibice Rossoazzurrich największe nadzieje pokładają w dwójce piłkarzy występujących na lewej flance - obrońcy Fabio Monzónie oraz skrzydłowym Sebastiánie Leto.

Piłkarska Florencja żyje ostatnio sprawą Adema Ljajicia. Chcącego odejść Serba mają dość nie tylko tifosi Violi, którzy wygwizdali go podczas prezentacji drużyny, trener Montella - który oficjalnie powiedział: "mi sono stufato di Ljajić" ("mam dość Ljajicia" - przyp. TK), lecz również koledzy z drużyny, z którymi pokłócił się krnąbrny napastnik. Fiorentina zdaje się być pogodzona ze stratą gracza i wytypowała już nawet następcę - reprezentanta chorwackiego młodzieżówki (grał tego lata na Mistrzostwach Świata U-20), Ante Rebicia.

Montella ponownie ustawia swój zespół w systemie 3-5-2. W bramce znów Neto. L'Aereoplanino dokonał jednak roszad w defensywie. Na środku, rzecz jasna, Gonzalo Rodriguez. Na ławce usiadł Roncaglia, lecz w jego miejsce opiekun Violi nie desygnował do gry Tomovicia (jak spekulowano), lecz przestawił Savicia na pozycję pół-prawego obrońcy a po lewej ręce Rodrigueza zagrał Marvin Compper. W pomocy jedna zmiana - do składu wrócił David Pizarro, który zajął miejsce Ambrosiniego. Razem z Chilijczykiem w środku zagrali Borja Valero i Alberto Aquilani. Na skrzydłach - Cuadrado i Pasqual a w ataku tandem Gómez - Rossi.

Po stracie Lodiego Rolando Maran zdecydował się porzucić system 4-3-3 na rzecz 4-2-3-1, oddając stery drużyny w ręce Pablo Barrientosa, grającego za plecami Gonzalo Bergessio. Ofensywny kwartet uzupełniali Sebastián Leto (z prawej strony) i Lucas Castro (z lewej). Duet środkowych pomocników stanowili - pozyskany z Romy - Panagiotis Tachtsidis oraz - kapitan Catanii - Mariano Izco. Czwórka obrońców to - od prawej - Pablo Álvarez, Giuseppe Bellusci, Nicolás Spolli oraz, wspomniany już, Fabio Monzón. W bramce reprezentant Argentyny - Mariano Andújar.

Mecz na Artemio Franchi był bardzo dobrym widowiskiem, co można było zresztą łatwo przewidzieć. Zarówno Montella, jak i Maran lubią futbol na "tak", grę po ziemi i wysoki pressing. Obaj zresztą mają do tego znakomitych piłkarzy - świetnych rozgrywających i oszałamiających dryblerów. Szczególnie widowiskowa była pierwsza połowa, w której padły wszystkie gole. Druga odsłona gry toczona była w nieco niższym tempie, choć i tak oglądało się ją przyjemnie. Catanii czkawką odbiła się krótka ławka, bo pod koniec wyraźnie zeszło z niej powietrze, brakowało kogoś, kto mógłby jeszcze przyspieszyć. Viola kogoś takiego w swojej talii miała - mowa oczywiście o Matíasie Fernándezie, graczu nieszablonowym, kreatywnym, widowiskowym dryblerze, który jeszcze w końcówce tchnął nieco życia w ten mecz. Decydujący - po raz kolejny - okazał się Juan Cuadrado, którego rajdy prawą stroną przyniosły dwa gole dla Fiorentiny. Za pierwszym razem ograł Nicolása Spolliego i wycofał piłkę do Pepito Rossiego, który pokonał Andújara i otworzył wynik. Błąd w tej sytuacji popełnił Pablo Álvarez, który nie przejął krycia napastnika Fiorentiny. Drugi gol to niemalże kopia pierwszego. Cuadrado tym razem objechał lewego obrońcę, Fabio Monzóna, zacentrował. Wówczas jeszcze Tachtsidis zdążył ściągnąć futbolówkę z nogi zawodnika Violi, lecz wybił ją za krótko i ta trafiła pod nogi Davida Pizarro. Na zamach ograł Bergessio, później właśnie Tachtsidisa i huknął w okienko. Chilijczyk zrehabilitował się za błąd przy golu dla Catanii.

Goście przegrali, lecz z pewnością nie mają się czego wstydzić. Zagrali dobry mecz, będąc równorzędnym rywalem dla Fiorentiny. Maran wykonuje kawał dobrej pracy ze swoim zespołem i kto wie, gdzie trafi w przyszłości. Prezes Antonio Pulvirenti to absolutna czołówka wśród piłkarskich działaczy we Włoszech i doskonale dobiera podwładnych. To właśnie w jego klubie eksplodowały trenerskie talenty takich ludzi jak właśnie Vincenzo Montella czy też Diego Simeone. Dobra organizacja gry, ofensywny sznyt, dużo ruchu z przodu, wymienność pozycji i świetnie opracowane stałe fragmenty gry, po których Etnei stwarzają sobie dużo sytuacji strzeleckich - tymi słowami można opisać grę Catanii pod batutą Marana - człowieka, który nie ma żadnych kompleksów wobec nikogo. Dość powiedzieć, że w przeszłości nieomal wprowadził prowincjonalne Varese do Serie A. Świetnie spisał się duet środkowych obrońców Spolli - Bellusci. Twardzi i nieustępliwi w grze, kompletnie stłamsili największą gwiazdę Violi - Mario Gómeza. Niemiec miał bić kolejne rekordy strzeleckie, tymczasem do Florencji przyjechała malutka Catania i jej tandem ze środka obrony dosłownie wytarł gwiazdorem podłogę. Z prawdziwą przyjemnością oglądało się też poczynania skrzydłowego Leto. Świetny w pojedynkach 1 vs 1, dobrze pasuje do gry Catanii. To właśnie po jego akcji, w której ograł Savicia i dośrodkował w pole karne - duży błąd Pizarro, któy powinien interweniować - padł gol. Bardzo możliwe, że absencja Papu Gomeza będzie niezauważalna dzięki Argentyńczykowi oraz większej odpowiedzialności za grę złożonej na barki Pablo Barrientosa - największej obecnie gwiazdy Rossoazzurrich. Barrientos był wszędzie, cały czas pod grą, cały czas pokazujący się do gry. Wreszcie to on strzelił gola na 1-1. Sporym rozczarowaniem okazał się Fabio Monzón, z którego wiatrak przez pierwszą połowę robił Cuadrado. Na drugą już nie wyszedł, a jego miejsce na lewej obronie zajął Pablo Álvarez, który z Kolumbijczykiem radził sobie o wiele lepiej. Więcej spodziewałem się też po Gonzalo Bergessio. Mało widoczny, miał stuprocentową okazję po widowiskowym rajdzie Bellusciego, lecz strzelił prosto w Neto.

W barwach Violi po raz kolejny świetnie pokazał się Giuseppe Rossi. Strzelił gola, mógł mieć również na koncie asystę, gdyby w stuprocentowej sytuacji w słupek nie trafił Gómez. Dwójka napastników miała trudną przeprawę z obrońcami Catanii, lecz to Pepito wyszedł z tego starcia z twarzą. Świetny powrót do składu zaliczył, wspomniany już, David Pizarro. Pek to prawdziwy lider. W poniedziałek nie miał łatwo, Catania często blokowała korytarze i zmuszony był zagrywać długie piłki. Poniżej możliwości za to Borja Valero, którego stać na więcej a cieniem na jego występie kładzie się również fakt, iż to on był graczem, który odpuścił Barrientosa i dał mu wbiec w pole karne i strzelić gola. Niespecjalnie przekonują mnie też Savić z Compperem. Fiorentina - jeśli chce bić się z najlepszymi - musi wzmocnić obronę. Jeden Gonzalo Rodriguez to za mało.

piątek, 23 sierpnia 2013

Europa League: Fiorentina wywozi zwycięstwo z Letzigrund

Włoskie drużyny rozpoczęły zmagania w europucharach. We wtorek Milan rozpoczął remisem dwumecz z PSV, którego stawką jest awans do fazy grupowej Champions League. Czwartek zwyczajowo zarezerwowany jest dla Europa League. W eliminacjach tych rozgrywek grały dwa włoskie zespoły - Udinese i Fiorentina. Który oglądać? Wybór był prosty - oczywiście, że florentczyków. 

Vincenzo Montella przeciwko Grasshoppers wrócił do ustawienia 3-5-2 (w składzie: Neto; Roncaglia, Gonzalo Rodriguez, Savić; Cuadrado, Borja Valero, Ambrosini, Aquilani, Pasqual; Rossi, Gómez). Viola potwierdziła swoje aspiracje, wygrała 2:1 i ustawiła się w wygodnej pozycji przed rewanżem na Artemio Franchi. Gospodarze nie byli godnymi rywalami dla Fiorentiny, zagrażając bramce Neto właściwie jedynie uderzeniami z dystansu. Tym bardziej szkoda straconego gola, bo zaliczka mogła być wyższa. Po przerwie wróciły jednak stare "demony" ekipy Montelli i przy wyniku 2:0, oddali pole gry Grasshoppersowi. Szwajcarzy nie mieli zbyt wielu argumentów, ale gola strzelić im się udało. Szybkie rozegranie rzutu wolnego, po którym Viola nie zdążyła się dobrze ustawić zaowocowało wyciąganiem piłki z siatki. 

Jeśli Fiorentina chce powalczyć o coś na poważnie, musi utrzymywać koncentrację. Personalnie tylne formacje również nie rzucają na kolana i to tutaj należałoby szukać wzmocnień. Po odejściu Emiliano Viviano, rozpoczęto poszukiwania podstawowego bramkarza. Wobec fiaska, między słupkami stoi Neto, który na Letzigrund spisał się przyzwoicie. Z tercetu defensorów zastrzeżeń nie można mieć tylko do Gonzalo Rodrigueza, który nie dość, że niezrównany w grze powietrznej, to jeszcze kapitalnie wprowadza piłkę do gry - czego najlepszym zresztą przykładem asysta przy golu Juana Cuadrado. Facundo Roncaglia wygrał walkę o miejsce w podstawie z Tomoviciem i prezentował się całkiem nieźle. Na swoje konto zapisze jednak bramkę dla Grasshoppers, gdyż to właśnie on zgubił krycie. Savić zaś miał spore problemy z lewej strony i beznadziejnie wyprowadzał piłkę. Grający przed linią obrony Ambrosini nie był zbyt widoczny, gdy Viola operowała piłką i skupiał się głównie na asekuracji tercetu obrońców. Szczególnie, że nie raz spóźniony z powrotem był Juan Cuadrado. Nie sposób jednak czepiać się Kolumbijczyka. Strzelił pięknego gola i raz po raz stwarzał zagrożenie z prawej strony. Cuadrado dużo pewniej czuje się mając mniej zadań defensywnych, grając na boku ataku 4-3-3. Dzięki obecności Ambrosiniego, niefrasobliwość w obronie zostanie puszczona w niepamięć, na długo jednak z pewnością zapamiętają go rywale grający po tej samej stronie boiska. Z pewnością wart odnotowania jest również fakt, iż po raz pierwszy w oficjalnym meczu zagrał ze sobą duet napastników mający stanowić o sile Fiorentiny - Giuseppe Rossi i Mario Gómez. Niemiec powoli adaptuje się do stylu gry zespołu. W czwartek widać było, że jest bardzo skoncentrowany i zależy mu na trafieniu do siatki. Pepito kilkukrotnie szukał swojego partnera z napadu. W końcu to dwójkowa akcja tego tandemu przyniosła gola na 2:0. 

Ostatnią kwestią, którą chciałem poruszyć jest sytuacja Adema Ljajicia, który wciąż nie przedłużył swojego kontraktu z Fiorentiną. Przeciwko Grasshoppers Serb pojawił się w 66' gry, zmieniając Pepito Rossiego. Wciąż nieznana jest jego przyszłość. Na rozwój sytuacji czeka Milan. Ostatnio media donoszą, że - wobec ewentualnej sprzedaży Erika Lameli - do grona zainteresowanych pozyskaniem bałkańskiego fantasisty dołączyła Roma. Sytuacja wydaje się coraz bardziej napięta. Ljajić został wygwizdany przez fanów Violi podczas prezentacji drużyny a w Zurychu - gdy po meczu cała drużyna poszła pod trybunę gości podziękować za doping - Serb udał się prosto do szatni. 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Adem Ljajić: #22 fioletowa czy czerwono-czarna?

Dość niespodziewanie powrócił temat transferu Adema Ljajicia do Milanu, o czym przedwczoraj poinformowały włoskie media. Sytuacja Serba nie jest jasna - obecny kontrakt wiąże go z Fiorentiną jeszcze przez jeden sezon i toskański klub, chcąc uniknąć powtórki z casusu Riccardo Montolivo, musi interweniować. Prolongować lub sprzedać, zachwycającego w rundzie wiosennej, fantasistę. Sam zawodnik, mając mocną kartę przetargową w postaci bardzo udanego półrocza, oczekuje dwukrotnej podwyżki.

Milan ostrzył sobie zęby na serbskiego napastnika na początku lipca. Wówczas wydawało się, że policzone są dni Robinho. Przyjście Ljajicia miało być powiązane z odejściem Brazylijczyka i fiasko rozmów z Santosem zdawał się przekreślić szansę na deal. Binho z brazylijskim klubem się nie dogadał a Galliani przedłużył z nim umowę o kolejne dwa lata. Włoskie media zapowiadały istną idyllę. Robinho miał ciężko pracować i wracać do formy z pierwszego sezonu w barwach Rossonerich. Strzelił gola na treningu, strzelił gola Valencii. A że zmarnował po drodze dwa karne - kto by się tam przejmował. Ironizuję nie bez przyczyny. Nie trzeba być wielkim specem, żeby stwierdzić jasno, że opieranie ataku o Robinho, dołującego z każdym sezonem coraz bardziej, jest pomysłem z góry skazanym na porażkę. Poza tym Brazylijczyk dalej zarabiał dużo, bo jego apanaże zostały zmniejszone z 4 milionów euro do 3. Jeśli ktoś oglądał mecze Milanu, musiał widzieć, że Robinho w Milanie jest zwyczajnie zbędny. Tym bardziej dziwi prolongowanie z nim umowy, gdy pojawiła się opcja wymienienia go na perspektywicznego zawodnika w wysokiej formie, pasującego do nowej filozofii klubu, sprawdzonego już w Serie A i, dzięki szczególnej sytuacji kontraktowej, w finansowym zasięgu Rossonerich. Przecież gdyby umowa obowiązująca jeszcze tylko rok, Fiorentina pewnie mogłaby wyceniać Ljajicia nie na 10, ale na 20 milionów euro a od ewentualnego kupca żądać kwoty 30-35 milionów. Galliani jednak, wbrew logice, potwierdził Robinho. Ten jednak doznał urazu we, wspomnianym już, starciu z Valencią i pojawiła się potrzeba znalezienia zastępcy. Milan bowiem w sierpniu zagra najważniejszy dwumecz sezonu. Dwumecz ostatniej rundy eliminacji do Champions League. Dwumecz o finansowe być lub nie być w elicie. "Brak kwalifikacji byłby dla naszych finansów, jak spadek do Serie B" - w ten sposób sprawę stawiał dyrektor organizacyjny, Umberto Gandini.

Karuzela ruszyła w godzinach przedpołudniowych. Adriano Galliani, wylatujący z Milanem do Stanów Zjednoczonych na tournée, miał dzwonić do dyrektora sportowego Fiorentiny, Daniele Pradè z oficjalną ofertą. Po godzinie 11 strona toskańska potwierdziła tę informację: Galliani dzwonił i złożył oficjalną ofertę. Kwota: 8 milionów euro + bonusy. Fiorentina za, mającego kontrakt ważny jeszcze przez rok, Serba oczekuje kwoty w wysokości 12 milionów. Milan zgłosił się dziś po Ljajicia nieprzypadkowo. Bowiem to właśnie na dziś planowane było kolejne spotkanie włodarzy klubu z zawodnikiem, mające wyjaśnić jego przyszłość. Do tej pory media donosiły o braku porozumienia ws. wysokości klauzuli odstępnego, która miałaby się znaleźć w kontrakcie napastnika. Po każdym kolejnym spotkaniu klub ogłaszał, że zawodnik wyraża chęć pozostania, po czym media donosiły o smutnym i zasępionym Serbie na treningach. I tak w koło Macieju. Wczoraj piłkarz spotkał się z samym prezesem, Andreą Della Valle. Nie wniosło to jednak nic nowego. Prezes Della Valle swoje ("Rozmawiałem z nim (Ljajiciem - przyp. TK). Był pogodny i wyraził swoją chęć pozostania w klubie") a media swoje ("Nerwowy, więc i niezbyt pogodny - tak Ljajić wygląda w ostatnich dniach na zgrupowaniu"). Prezes potwierdził ofertę i poinformował o jej odrzuceniu, uznając ją za zbyt niską. Włoskie media informują jednak, że Milan i Fiorentina powinny znaleźć porozumienie gdzieś w połowie drogi, przy kwocie ok. 10 milionów euro. Dodatkowym smaczkiem, który wychwycili dziennikarze z Półwyspu Apenińskiego jest fakt, że Giuseppe Rossi zaprezentował swoją nową oficjalną stronę internetową, której adres to...  www.gr22.it. Numer #22 towarzyszył Pepito w Villarreal i drużynie narodowej. We Florencji nosi go jednak - a jakże - Adem Ljajić. Jakby tego było mało numer ten w Milanie pozostaje wolny. Przypadek?

poniedziałek, 15 lipca 2013

15 lipca 2013 roku - Gómez-Day

Piłkarska Florencja oszalała. Mario Gómez oficjalnie zamienił dziś Bawarię na serce Toskanii. Fiorentina za napastnika reprezentacji Niemiec przeleje na konto monachijskiego Bayernu 16 milionów euro płatne w czterech ratach a sam Gómez zarabiać ma ok. 4,5 miliona euro za sezon. Już dawno Viola nie mogła sobie pozwolić na tego typu operację podczas mercato. Na transfer tyleż kosztowny, co prestiżowy. Gómez to bez wątpienia czołówka pośród "9" na świecie. Ubiegły sezon był w wykonaniu Bayernu kosmiczny. Dominacja na wszystkich trzech frontach okraszona zdemolowaniem Barcelony w półfinale Champions League. Mający hiszpańskie korzenie napastnik przegrywał często rywalizację z Mandzukicem, lecz - o ironio - to właśnie w ubiegłym sezonie do zdobycia gola potrzebował najmniej czasu w karierze. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki - zarówno Bundesligę, Puchar Niemiec jak i Champions League - umieszczał piłkę w siatce rywali średnio co 67 minut. 

Biorąc pod uwagę umiejętności Gómeza dziwić może stosunkowo niska cena odstępnego zapłacona przez Fiorentinę oraz - przy całym szacunku dla tego klubu - kierunek obrany przez snajpera. Nie jest wszak tajemnicą, że klasycznej "9" szukają zespoły bardziej renomowane i dysponujące większymi środkami finansowymi ku temu, by realizować swe ambicje. Dość powiedzieć, że jutro badania w Paryżu przejdzie Edinson Cavani, za którego Napoli dostać ma 63 miliony euro. Tymczasem Viola zgarnia SuperMario nie grając nawet w Champions League! Dlaczego zatem zdecydował się był Gómez na Florencję? Zapytany o to na konferencji prasowej odparł, że stolica Toskanii to wspaniałe miejsce do życia, urokliwe miasto, w którym będzie czuł się szczęśliwy. O to oczywiście zadbają również rozentuzjazmowani tifosi, którzy licznie stawili się dziś na stadionie Artemio Franchi. Włoskie media donoszą o liczbie 25 tys. kibiców. Wiadome jest, że władze klubu musiały otwierać dodatkowe trybuny, m.in. tę przeznaczoną podczas meczów dla gości. Nie bez znaczenia były sylwetki trenerów - Vincenzo Montelli oraz Josepa Guardioli. Pierwszy wyjaśnił Niemcowi, na czym polega projekt, jakie są cele i ambicje klubu. Drugi zachęcił Gómeza opowiadając mu - zgodnie z prawdą zresztą - o interesującej wizji klubu i ofensywnym sznycie zespołu.

Przyjście, byłego już, napastnika Bayernu prawdopodobnie zbiegnie się z odejście największej dotychczas gwiazdy Violi - Stevana Jovetica. Prezes Della Valle liczył się z takim obrotem spraw, rzecz jasna, wobec czego nie jest to wielkie zaskoczenie. O wytransferowaniu Czarnogórca mówiło się głośno od jakiegoś czasu. Andrea Della Valle musiał teraz ugrać jak najwięcej się da. Swój cel zrealizował - za Jovetica dostanie gotówkę oraz, co było równie ważne, nie odda go Juventusowi. Między Turynem i Florencją relacje są trudne od czasu przejęcia przez Bianconerich Dimitara Berbatowa lecącego wówczas podpisać kontrakt z Fiołkami. Odejście JoJo nie zmienia jednak w żadnym stopniu ambicji florenckiego klubu. Z przodu nadal prezentuje się on bowiem okazale. Wszystko wskazuje na to, że w klubie zostanie Adem Ljajic, który pod okiem Montelli rozwinął się na tyle, że długimi tygodniami nieodczuwalna była absencja kontuzjowanego Jovetica. Do zdrowia wraca Giuseppe Rossi a na Artemio Franchi jest przecież jeszcze Juan Cuadrado wspierany tegorocznymi nabytkami: Joaquinem Sánchezem oraz Oleksandrem Yakovenko. W całym tym projekcie brakowało "9" z prawdziwego zdarzenia. Dziś kontrakt podpisał Gómez. Jeśli ktoś przed rokiem nie dawał Fiorentinie szans na dobicie do czołówki, teraz z pewnością nie popełni tego błędu. Napoli i Milan muszą się mieć na baczności.

środa, 29 maja 2013

Fiorentina ¡Olé!

O Fiorentinie zdarzało mi się pisać już wcześniej w różnych miejscach. Akcentowałem wówczas rolę Vincenzo Montelli oraz Daniele Pradè w odrestaurowaniu florenckiego klubu i ponownej przemianie Florencji w ważny punkt na piłkarskiej mapie Włoch. Piękna figura - dwie postaci, które łączy stołeczne miasto oraz klub - Roma, które niedocenione w Wiecznym Mieście odbudowują siłę Fiorentiny. Wielokrotnie też zaznaczałem, że to, jaki to będzie sezon dla Toskańczyków, zależeć będzie od tego, czy wypalą transfery z Hiszpanii. Podkreślałem również, że ocenić je trzeba na plus. Pisząc o roli Montelli i Pradè pominąłem jednak postać równie ważną. Ów dżentelmen nazywa się Eduardo Macía, jest Hiszpanem, wieloletnim współpracownikiem Rafaela Beniteza oraz - co najważniejsze - znawcą hiszpańskiego rynku oraz jednym z wiodących tematów mojego artykułu dla portalu krotkapilka.pl.

Borja Valero - rewelacja sezonu w Serie A (fot. zimbio.com)

wtorek, 12 marca 2013

Montellina, czyli jak Rzymianie odrestaurowali Florencję

Niedzielny wieczór spędziłem oglądając zwycięstwo Fiorentiny w Rzymie. Zastanawiając się czy obejrzeć konfrontację Lazio z Violą czy może podejrzeć jak na tle Interu wypadnie ceniona przeze mnie Bologna z Gabbiadinim, Diamantim i Gillardino, złapałem się na tym, że ostatecznym argumentem było to, że cokolwiek się nie będzie działo, na Olimpico z pewnością nie będzie nudno i przynajmniej trochę dobrej piłki jest gwarantowane. I to za sprawą Fiorentiny właśnie. Spotkanie to stało się punktem wyjścia do dzisiejszych rozważań nad tym, jak zmieniła się sytuacja w klubie z Artemio Franchi.

Vincenzo Montella (fot. fiorentina.theoffside.com)


Wygnani z Rzymu


Kluczowe dla przyszłości klubu z Florencji okazały się dwie decyzje personalne. Po pierwsze nie przedłużono kontraktu z Pantaleo Corvino, który piastował funkcję dyrektora sportowego. Corvino w środowisku piłkarskim był działaczem cenionym. Zanim zaczął pracować dla rodziny Della Valle, los rzucił go do regionu Puglia, gdzie dla Lecce odkrył takich zawodników jak Walerij Bożinow, Ernesto Chevantón, Mirko Vucinić czy Christian Ledesma. To właśnie on stworzył Fiorentinę, która z powodzeniem rywalizowała w Champions League, gdzie kwalifikowała się cztery lata z rzędu, z Bayernem czy Liverpoolem. Fiorentinę z Freyem, Gamberinim, Tonim, Mutu, Jovetićem, Montolivo, Vargasem, Felipe Melo czy Behramim. Pięć tłustych lat w sercu Toskanii, zostało jednak rozmytych przez dwa sezony nad wyraz chude. 18 marca 2012 roku, po porażce aż 0:5 z Juventusem na Artemio Franchi, Andrea Della Valle powiedział "basta!" ogłaszając, że kontrakt Corvino wygasający z końcem czerwca nie zostanie przedłużony. Przyszedł czas na nowe rozdanie. Dyrektorem sportowym został Daniele Pradè, którego z Rzymu pozbyto się, zastępując go Walterem Sabatinim. Drugą ważną decyzją było zatrudnienie na stanowisku opiekuna pierwszego zespołu Vincenzo Montelli. Przegnany ze Stadio Olimpico przez nowe kierownictwo Romy, które zastąpiło go Luisem Enrique, śniąc o drugiej Barcelonie, zakotwiczył w Catanii. Sycylijski klub to ciekawy kierunek dla trenera. Gli Elefanti wydali na świat wcześniej tak ciekawe postacie jak np. Pasquale Marino (dzięki pracy w klubie kierowanym przez Pulvirentiego i Lo Monaco wypromował się i objął Udinese), Walter Zenga (później Palermo i Al-Nasr), Sinisa Mihajlović (później Fiorentina właśnie) czy Diego Simeone (obecnie święci tryumfy z madryckim Atlético). Wypromował się również Montella, nadając Rossoazzurrim swój znaczek jakości, z łatwością realizując cel utrzymania się. Sezon zakończył na 11. pozycji. Tymczasem w Romie kompromitowali się kolejni następcy L'Aeroplanino: Enrique i Zeman.

Tiki-Taka alla Toscana


Charakterystyczny sznyt Montelli od razu widać było we Florencji. Szybka gra piłką na małej przestrzeni i ruchliwość w przednich formacjach. Przyjmij - podaj - wyjdź na pozycję. Tak w skrócie można opisać filozofię gry Violi. Efektowne zwycięstwo nad Milanem (wyjazdowe 3:1), pogrom Interu (4:1 na Artemio Franchi) czy znakomita postawa w, bezbramkowo zremisowanym, spotkaniu z Juventusem u siebie to tylko kilka rezultatów, które utwierdzają Andreę Della Valle, że nie pomylił się latem 2012 roku. Fiorentina przed sezonem prezentowała się na papierze bardzo ciekawie. Nie sądziłem jednak, że równie dobrze będzie się prezentować na murawie. Rzeczą, którą podkreślałem prognozując sezon Gigliati, była cała masa znaków zapytania. Zawsze podchodzę sceptycznie do "papierowych tygrysów", bo przecież takie, przykładowo, ekipy jak Genoa czy Palermo też prezentują się ciekawie kadrowo, natomiast absolutnie nie ma to przełożenia na ich postawę na boisku czy pozycję w ligowej tabeli. Wszystkie wątpliwości rozstrzygnęły się jednak na korzyść Pradè, tworząc niesamowite mercato. Gonzalo Rodriguez? Lider defensywy. Facundo Roncaglia? Prezentował się dobrze, przyszedł za darmo, obecnie przegrywa rywalizację z innym nabytkiem - wymienionym za Nastasića i gotówkę - Stefanem Savićem. Tomović? Podstawowy obrońca. Borja Valero, sprowadzony ze zdegradowanego Villarreal? Czołowy pomocnik ligi, w czubie klasyfikacji asystentów, absolutnie podstawowa karta w talii Montelli. Spektakularny transfer. Pizarro? Skreślony w Romie, we Fiorentinie trzyma w ryzach całą pomoc. Aquilani? Kapitalny w roli box-to-box. Cuadrado? Z jeźdźca bez głowy, szarpiącego flanką w Lecce, przeistoczył się w gwiazdę Serie A. Ecc. Zawodnicy sprowadzeni przez ex-dyrektora Romy "odpalili" i stworzyli, do spółki z Jovetićem i Pasqualem, szkielet nowej drużyny. Drużyny, która średnio w meczu oddaje 16,3 strzału na bramkę i z wynikiem 84,5% jest trzecia w klasyfikacji najcelniej podających zespołów w lidze, ustępując pola jedynie Milanowi i Juventusowi. No i właśnie słowo "drużyna" jest kluczowe. Możemy się zachwycać każdym z zawodników z osobna, lecz naprawdę widowiskowymi stają się tylko wówczas, gdy skrzętnie wykonują polecenia trenera, wywiązując się ze swoich ról.

Elastyczny Montella


Niewątpliwą zaletą obecnego szkoleniowca Violi jest elastyczność. Cecha, której zdaje się ostatnio brakować nawet tak znakomitemu trenerowi, jakim jest Antonio Conte. Włoski Mourinho w pierwszym sezonie imponował tym, jak łatwo dostosowuje się do wszelkich zmiennych podczas sezonu, jak szybko wyciąga wnioski i reaguje na to, co się dzieje. Od, szokującego dla dziennikarzy, 4-2-4 (tak to rozpisywały włoskie media, choć system ten nie był niczym innym, jak inaczej rozpisanym klasycznym, płaskim 4-4-2), przeszedł do 4-3-3 a później przestawił Juve na trójkę z tyłu w 3-5-2, dowolnie przeskakując z drugiego z wymienionych przeze mnie ustawień na trzecie. Również Montella płynnie przechodzi z 3-5-2 na 4-3-3. Potrafi zmieniać system, w zależności od potrzeb, nawet kilkukrotnie w ciągu jednego spotkania. Umożliwiają mu to charakterystyki zawodników, których sobie dobrał. Każdy z nich może pełnić kilka ról. Tomović może zagrać na środku obrony (czy to w formacji cztero- czy trzyosobowej) lub z prawej strony bloku obronnego. Giulio Migliaccio może być zarówno środkowym obrońcą jak i środkowym pomocnikiem. Juan Cuadrado, w zależności od potrzeb, jest prawym "wahadłowym" w 3-5-2, prawoskrzydłowym w 4-3-3 lub cofniętym napastnikiem. Takich przykładów można by wymienić jeszcze kilka. Kolejnym atutem są stałe fragmenty gry. O Giovannim Vio, odpowiedzialnym za ten element, można przeczytać znakomity artykuł tutaj. Na dzień dzisiejszy Fiorentina prowadzi w ilości strzelonych goli po stałych fragmentach gry z piętnastoma trafieniami. W niedzielę właśnie po rzucie wolnym trafił Adem Ljajić. Tyle samo goli, co Serb (pięć) ma środkowy obrońca Gonzalo Rodriguez. Trzy bramki na koncie ma Facundo Roncaglia, dwa zaś Savić.

Łyżka dziegciu w beczce miodu


Cieniem na efektownej grze Fiorentiny kładzie się pewien mankament, przez który nie raz, nie dwa w tym sezonie zgubiła punkty. Mankament, nad którym sztab Montelli i sam trener będą musieli pracować intensywnie. Podopiecznym L'Aeroplanino zdarzają się bowiem dość często dłuższe momenty przestoju. Zwykle po strzelonej bramce Gigliati oddają inicjatywę rywalowi, szczególnie gdy ten jest z niższej, niż Viola, półki lub uznany zostaje za niezdolnego do zagrożenia. Fiorentina atakując szybko przerzuca ciężar gry na połowę przeciwnika, angażując dużą liczbę zawodników w atak pozycyjny. Brakuje im jednak często cwaniactwa, włoskiego wyrachowania. Zbyt często chcą już, natychmiast, stworzyć sobie sytuację strzelecką, zapominając że "im dłużej my mamy piłkę, tym rzadziej ma ją przeciwnik". Stąd Viola, mimo znakomitego operowania futbolówką, nie miażdży rywali procentami posiadania piłki. Oczywistym jest, że nie da się w tempie, w którym przeprowadzają ataki, grać przez ponad 90 minut. Sęk w tym, że Fiorentina zwalniając, oddaje piłkę. Warto też zwrócić uwagę na to, że jest to zespół, który znakomicie czuje się w ataku pozycyjnym, o tyle zdobył raptem jedną bramkę po kontrataku.

Jaka przyszłość?



Nie sądzę, żeby Toskańczycy w obecnych rozgrywkach zakwalifikowali się do Champions League. Są zbyt świeżą, zbyt nową drużyną, by od razu przeskoczyć czy to Milan czy Napoli. Viola miast przed siebie, winna spoglądać w tył, gdzie co prawda Lazio z Interem złapały zadyszkę, lecz do końca sezonu jeszcze dziesięć gier, w trakcie których wszystko się może zdażyć. Europa League będzie zresztą idealnym przetarciem dla Montelli, który musi się nauczyć - szczególnie przy intensywności gry wymaganej od swojego zespołu - gospodarowania siłami drużyny. Perspektywy są jednak obiecujące a przyszłość maluje się w jasnych kolorach. Montella ma już fundament drużyny, teraz wystarczy mu dodanie głębi kadrze oraz, ewentualnie, wymiana pojedynczych elementów.