Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Higuaín Gonzalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Higuaín Gonzalo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

CHAMPIONS LEAGUE: NAPOLI 2-1 DORTMUND

"Napoli da sogno" brzmi dzisiejszy tytuł turyńskiego Tuttosport. Faktycznie, w środę obejrzeliśmy "Napoli jak z marzeń", które dobrze zaczęło rywalizację w trudnej grupie, odnosząc domowe zwycięstwo nad Borussią Dortmund - ubiegłorocznym finalistą rozgrywek Champions League. Azzurri potwierdzili, że w tych elitarnych rozgrywkach nie przegrywają na San Paolo oraz, że potrafią grać z najlepszymi. Drużyna Rafè (jak w dialekcie neapolitańskim nazywają go kibice) Beniteza zaprezentowała się jako świetnie działający mechanizm. 

Pierwszą rzeczą, którą zrobił Benitez w Neapolu była zmiana systemu gry. Przestawił Azzurrich z gry trójką w obronie na granie kwartetem. 3-4-1-2 Mazzarriego zastąpiło 4-2-3-1. W środowy wieczór na murawę wyszła następująca "11":  Reina; Maggio, Albiol, Britos, Zuniga; Inler, Behrami; Callejón, Hamsik, Insigne; Higuain. Początkowo mówiło się raczej o występie Gorana Pandeva w miejsce Lorenzo Insigne. Im bliżej jednak było rozpoczęcie meczu, tym bardziej w górę szły akcje młodego Włocha.

Napoli bardzo mądrze rozegrało mecz z Dortmundem. Nie rzuciło się szaleńczo na rywala, zaczęło spokojnie. Dążyło do dominacji w środku pola, która z każdą minutą meczu coraz wyraźniej stawała się faktem. Naprawdę ogromne brawa należą się tandemowi Gokhan Inler - Valon Behrami, który zagrał fantastyczne zawody, kompletnie neutralizując BVB. Bez ciężkiej pracy tej dwójki nie byłoby zwycięstwa. Nie byłoby dominacji w środku pola. Byłem po meczu ciekaw statystyk jakie miał Behrami. Absolutny kosmos. Cztery odbiory (z czego trzy już na połowie gości), cztery przechwyty piłki, cztery wygrane pojedynki powietrzne (tylko jeden przegrany), dwa wybicia piłki przy groźnej sytuacji. Behrami w roli zadaniowca spisał się, jak widać, bardzo dobrze. Był niesamowicie efektywny w destrukcji, a przy tym grał bardzo czysto - zaledwie raz faulował. Ogromne wrażenie wywarł na mnie również drugi ze Szwajcarów - Inler. Dużo się przed sezonem mówiło, że Napoli potrzebuje jeszcze kogoś, kto pełniłby rolę registy. Kogoś, kto umiałby wziąć piłkę od obrońców i ją rozegrać. Kogoś, kto regulowałby tempo akcji, wskazywał jej kierunek. Takiego gracza, jakim w Liverpoolu za czasów Beniteza był Xabi Alonso. Ba, długo nawet spekulowano, że De Laurentiis z Bigonem (kolejno: prezes i dyrektor sportowy Napoli - przyp. TK) negocjują transfer Maxime'a Gonalonsa z Lyonu oraz Evera Banegi z Valencii. Ostatecznie nikt do Neapolu nie trafił, a Rafè postawił na Inlera, który bywał krytykowany w poprzednim sezonie. W czasach, gdy występował jednak w Udinese był to czołowy regista Serie A i zdaje się przypominać malkontentom, że wcale nie zapomniał, jak się prowadzi grę. Ubezpieczany przez Behramiego, miał w meczu z Dortmundem więcej swobody. Był najcelniej podającym graczem tego spotkania - 78 z 84 jego podań trafiło do adresata, co daje nam wynik procentowy w postaci niemalże 93% celności.

Obok duetu środkowych pomocników, na wyróżnienie z pewnością zasługuje kolejny z bohaterów środowej konfrontacji - Gonzalo Higuaín. Argentyńczyk sprawia, że nikt już nie tęskni za Cavanim. Gdy pewne trudności w dostosowaniu się do stylu gry Fiorentiny ma Gómez, Pipita w tryby machiny Beniteza wszedł z marszu. Groźny w polu karnym, lecz też poza nim. Ruchliwy, szybki, szuka wolnych przestrzeni i wymusza swoim ruchem granie prostopadłych piłek. Neapol to dla niego idealne miejsce. Tu jest pierwszą strzelbą, niekwestionowanym numerem jeden w ataku swojego zespołu. Widać po nim, że czuje zaufanie trenera i odpłaca się najlepszym, co ma. Środowy mecz Higuaín skończył nie tylko z golem na koncie. To po jego ataku z boiska wyleciał Weidenfeller, który musiał interweniować poza polem karnym i zagrywał ręką.

Nie sposób nie wyróżnić także zawodników, grających w bocznych sektorach boiska. Napoli atakowało głównie lewą flanką, co oddaje zresztą statystyka podań. Oto najczęstsze wybory Azzurrich: Zúñiga do Insigne (19 podań), Inler do Insigne (16), Britos do Zúñigi (15), Inler do Zúñigi (14), Insigne do Zúñigi (13). A lewą stronę Napoli ma wyjątkowo mocną. Występują tam dwaj znakomici dryblerzy: Juan Zúñiga i Lorenzo Insigne. Kolumbijczyk ma jednak nieraz problemy z grą w defensywie. Czasem nie nadąży wrócić na swoją pozycję po akcji ofensywnej. Widać to było szczególnie po wejściu Pierre'a-Emericka Aubameyanga. Zúñiga mecz zakończył z asystą przy pierwszym golu Pipity oraz... trafieniem samobójczym, które dawało jeszcze Dortmundowi cień nadziei na remis. Insigne popisał się fantastycznym strzałem na 2-0 z rzutu wolnego.

Poniżej swoich możliwości zagrał, przynajmniej moim zdaniem, Marek Hamsik. Od gracza tego kalibru spodziewam się więcej. Słowak większość piłek grał do tyłu i swoim partnerom stworzył zaledwie jedną sytuację. Gdy spojrzałem w statystyki, zobaczyłem że kapitan Napoli zagrał zaledwie osiem piłek do przodu, z czego połowa była niecelna. Reszta podań albo do tyłu, albo do boku. 

Napoli stać na wyjście z trudnej grupy, w której grają również OM i Arsenal. Wydaje się, że Benitez - co do którego wielu miało wątpliwości - w końcu znalazł swoje miejsce na piłkarskiej mapie Europy. Napoli będzie groźne dla każdego, prezentując się znakomicie nie tylko na papierze, lecz również na boisku. Obserwatorzy Serie A (przyznaję, również ja) byli dość sceptycznie nastawieni w szczególności do nowych nabytków. Tymczasem okazuje się, że każdy z nowych piłkarzy jest wzmocnieniem dla zespołu. Pepe Reina nie popełnia błędów. Raúl Albiol w Madrycie był skończony. Fani Realu otwierali szampany, gdy się okazało, że odchodzi. Ba, że zapłacono za niego 12 milionów euro. W Neapolu Albiol jest liderem formacji defensywnej i środkowym obrońcą numer jeden. Nawet José Callejón prezentuje się znakomicie, imponując na początku sezonu formą strzelecką. Rafè Benitez dostał Napoli w spadku po Mazzarrim, jako zespół z solidnymi podstawami. Dostał również zaufanie prezesa i fundusze na wzmocnienia oraz czas na przebudowę potrzebną, by wykonać krok do przodu. Tego zabrakło mu w Interze.

piątek, 23 sierpnia 2013

Squadra Azzurra: Argentyna wygrywa na Olimpico

Włochy przegrywając z Argentyną dostali bolesny policzek. Prestiżowy mecz towarzyski rozegrany został na Stadio Olimpico - największym, najświetniejszym obiekcie na Półwyspie Apenińskim. I na tym obiekcie, na oczach 41 tysięcy widzów, Squadra Azzurra zaprezentowała się haniebnie słabo. Nawet, beztroscy zwykle, Włosi dostrzegają problem - kadra Prandellego ma trudności nie tylko ze spięciem się na mecze eliminacyjne, lecz przede wszystkim na gry towarzyskie. Rok temu przegrano w Genewie prestiżowy pojedynek z Anglią, zremisowano z Holandią a następnie z Brazylią (gdzie Azzurri mimo dobrej gry dali sobie wbić dwa gole i zmuszeni byli gonić). W maju co prawda wygrano 4:0 z San Marino (choć i tam styl nie zachwycił), lecz już w czerwcu skompromitowano się, remisując 2:2, z Haiti. Stefano Bizzotto, komentujący pojedynek z Albicelestes dla Rai Uno, podkreślał wagę problemu - w roku mundialowym reprezentacja pod wodzą Prandellego nie może sobie pozwolić na towarzyskie wpadki, szczególnie te prestiżowe. 

Mecz z Argentyną miał także nieco inne tło - został zorganizowany ku radości Papieża Franciszka, biskupa Rzymu z urzędu, Argentyńczyka z urodzenia, sympatyka drużyny San Lorenzo i, ogólnie rzecz biorąc, kibica piłkarskiego. Obie drużyny narodowe w przeddzień meczu spotkały głowę Kościoła Katolickiego na audiencji w Watykanie, co - jak relacjonują media - szczególnie mocno przeżył Mario Balotelli. Początkowy gwizdek poprzedziło zresztą symboliczne "zasadzenie" na środku boiska krzaczka oliwnego, będącego symbolem przyjaźni. Owe krzaczki zostały podczas audiencji podarowane Ojcu Świętemu i po zakończeniu lata zostaną zasadzone w watykańskich ogrodach. Papież był zresztą oczekiwany na trybunach rzymskiego obiektu. Ostatecznie jednak nie pojawił się, oglądając konfrontację przed telewizorem.

Zostawiając już sferę sacrum, przyznać muszę, że sposób zarządzania drużyną przez - cenionego przeze mnie - Cesare Prandellego niezwykle mnie ostatnio rozczarowuje. Jak bowiem imponował on błyskotliwością w doborze odpowiednich ludzi, elastycznością w kwestii ustawienia zespołu podczas Euro 2012, tak jestem przerażony brnięciem zarówno w (nietrafione moim zdaniem) decyzje dotyczące personaliów, jak i taktyki obecnie. Azzurri w tym meczu potwierdzili, że moduł 4-3-2-1 w znacznym stopniu ich ogranicza a największa dotąd broń, czyli pomocnicy, prezentują się mizernie. Włosi - w mojej opinii - nie mogą skupiać się jedynie na przeszkadzaniu rywalowi, to oni muszą dyktować warunki, panować na boisku. W tym systemie mają z tym wyraźne problemy. Każda z linii gra "każda sobie", kiedy w swoim prime time główną siłą Italii była szybka, nieszablonowa gra zespołowa. Przeciwko Albicelestes ograniczało się to do pchania się prawą stroną, gdzie akurat grali Maggio z Candrevą, których współpraca była największym plusem podczas Pucharu Konfederacji. Drugi z ofensywnych pomocników, Emanuele Giaccherini, nie pokazał nic godnego uwagi. Częściej niż pod polem karnym kręcił się w okolicy środka boiska, dokąd go naturalnie ciągnęło. Nie ma się zresztą co dziwić, skoro jego największy atut to waleczność i wybieganie, połączone z, owszem, niezłą techniką użytkową, lecz to za mało, by powierzać mu stery ofensywnych poczynań. Gdy bowiem odejmiemy odzyskiwanie piłek i, mówiąc brzydko, szarpanie się w środku i zaczniemy go oceniań głównie za poczynania w ofensywie, za kreowanie gry i nękanie obrony, okaże się, że jest to tylko dodatek do pracy, którą wykonuje w środku pola. Sama przystawka, bez dania głównego, wypada niestety blado.

Oczywiście na kiepską postawę Azzurrich złożyło się więcej czynników niż obecność Giaccheriniego w podstawie, bo nie tylko obecny gracz Sunderlandu zagrał słabo. Kompletnie niewidoczny był Riccardo Montolivo zredukowany do roli asekurującego poczynania Maggio i Candrevy. W katastrofalnej dyspozycji jest również Claudio Marchisio z Juventusu. Obaj dżentelmeni formą zresztą nie grzeszą już od lipcowego Pucharu Konfederacji. Po przerwie Prandelli próbował zmieniać, lecz Alberto Aquilani nie jest raczej graczem, który mógłby odmienić oblicze drużyny. Tak jest zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Trudno mieć większe pretensje do pomocnika Fiorentiny, trudno napisać, że zagrał jakoś bardzo źle, ale gra się nie kleiła i Aquilani niespecjalnie to zmienił. Podobnie zresztą jak Alessandro Florenzi. Najmniej pretensji można mieć do Marco Verrattiego. Pomocnik PSG zaliczył aż 107 kontaktów z piłką, 6 odbiorów i celność podań na poziomie 92%.

Azzurri największe problemy mieli z Gonzalo Higuaínem. Przyznać muszę, że po tym spotkaniu zmieniłem swoje spojrzenie na Pipitę na bardziej przychylne. Nie oglądam regularnie La Liga, więc w akcji widywałem go rzadko. Uważałem go do tej pory za napastnika raptem niezłego, patrząc przez pryzmat europejskich pucharów. Kwota 37 milionów, którą za niego zapłacona dalej jest, moim zdaniem, nieco przesadzona, ale z drugiej strony - to są tylko cyfry, które z konta na konto przelewa De Laurentiis, natomiast Higuaín to gracz z krwi i kości, którego obecność na boiskach Serie A realnie będzie można odczuć, którego grą będzie można się cieszyć. Snajper Napoli pokonał Gigi Buffona w 20', wykorzystując indywidualny błąd - występującego w tym meczu na środku obrony - Daniele De Rossiego, który źle wyprowadził piłkę spod pressingu Albicelestes, co momentalnie stworzyło sytuację 3 vs 3. Gdy piłka trafiła do Higuaína, wpakował ją do siatki. Miał też duży udział przy drugim golu, gdy wygrał pojedynek 1 vs 1 na boku boiska, podczas kontraataku, podciągnął kilkadziesiąt metrów i wyłożył ją Everowi Banedze przed polem karnym.

Najwięcej ożywienia w szeregi Włochów wniósł Alessandro Diamanti. Wielokrotnie słyszałem narzekania - że za stary, że za wolny, że błyszczeć to on może, owszem, ale w Bolonii podczas meczów z Chievo i Torino. Wszystko bzdury. Alino to gracz nadal przydatny reprezentacji, świetny w roli jokera. Przede wszystkim jego umiejętność bicia stałych fragmentów gry i znakomicie ułożona lewa noga - nie wiem, czy nie najlepsza na Półwyspie. To właśnie po jego wejściu Azzurri zaczęli stwarzać większe zagrożenie z rzutów wolnych (Diamanti uderzył w poprzeczkę) i rożnych. To on dał sygnał do ataku, to on krzyknął na kolegów, że czas wziąć się do roboty. Wreszcie to on potrafił utrzymać się przy piłce na połowie rywala, często podkładając się pod faul i prowokując rzut wolny. Drugim pozytywem był, dotychczas największa gwiazda reprezentacji U-21, Lorenzo Insigne. To on popisał się pięknym strzałem, który dał Włochom, na kwadrans przed końcem, nadzieję na remis. Filigranowy fantasista spod Wezuwiusza z pewnością dał Cesare Prandellemu znak, że musi poważnie brać jego kandydaturę pod kątem przyszłych powołań na mecze eliminacji Mistrzostw Świata. Trzecim pozytywnym bohaterem był rezerwowy bramkarz - Federico Marchetti. To jemu - i jego ekwilibrystycznej paradzie - Włosi zawdzięczają, że Gonzalo Higuaín nie upokorzył ich kompletnie.

Z pewnością Prandelli będzie mieć ból głowy przed meczami eliminacyjnymi. Tym bardziej, że zabraknie w nich zawieszonych za kartki - Pablo Osvaldo, Mario Balotellego i Riccardo Montolivo. Wypadły dwie "9" w rankingu. Czy wobec tego z okazji skorzysta Alberto Gilardino? Czy może selekcjoner zdecyduje się grać na dwóch napastników, zamiast jedną wysuniętą "9"? Swego czasu taki manewr udało się Massimiliano Allegriemu, gdy w obliczu niedostępności Ibrahimovicia, zmuszony był grać duetem Cassano - Robinho. Milan sięgnął wówczas po Scudetto. Czy Prandelli zdecyduje się zaufać np. El Shaarawiemu? Do pełni formy fizycznej wracają też Giuseppe Rossi i Antonio Cassano, któremu opiekun La Nazionale zostawił uchyloną furtkę.